W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Moto »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Prawdziwy Jeep za 150 tysięcy 

2017-10-12

Najnowsze dziecko rodziny Jeepa to Compass. Suv nieco mniejszy od modelu Cherokee i większy od dosyć już u nas popularnego Renegade. Pasja szufladkowania umieszcza go w klasie VW Tiquana i Mazdy CX 5. Tymczasem Jeep pozostaje Jeepem i chwała mu za to.

medium_news_header_19860.jpg

Samochód posiada ogromne wnętrze, ale już pierwsze próby manewrowania sprawiają, że kierowca czuje się jakby przejechał nim tysiące kilometrów. Zarzucane w niektórych testach braki w ergonomii są czymś typowym dla marki. Jeżeli by ich nie było, kierowca mógłby odnieść wrażenie, że siedzi w aucie marki np. koreańskiej. Zarzuca się np. brak dokładnie określonych przez projektantów możliwości zagospodarowania bagażnika. Trudno wyjąć podłogę i brakuje zaczepów i pasków. Tymczasem amerykańskie auto zaprojektowano do indywidualnych konfiguracji. Raz wyjęta podłoga bagażnika na ogół nigdy nie wróci na miejsce i  o przeznaczeniu bagażnika zadecyduje wyłącznie właściciel. Można łatwo przewidzieć, że większość nabywców tego auta miała już kontakt z marką i nie bierze pod uwagę żadnego innego producenta.

Ogromny Compass doskonale radzi sobie na asfaltowych drogach. Nie przeszkadzał mu nawet orkan Ksawery. Dwie tony rozpędzone na drodze S 3 do niemal 200 km/h  poruszały się bardzo statecznie mimo silnych podmuchów wiatru. Trzeba było często spoglądać na szybkościomierz, bo w samochodzie nie odczuwa się szybkości. Wystarczy chwila zauroczenia krajobrazem a na liczniku pojawia się prędkość zabroniona przez polskie przepisy.

Na wąskich dziurawych drogach zawieszenie wydaje się nieco za miękkie, ale jest to zaletą, bo oznacza, że samochód skonfigurowano terenowo. Mieliśmy okazję sprawdzić to na torze motocrossowym w podszczecińskim Binowie. Na rozmytej piaszczystej trasie gdzie niegdyś wykopywaliśmy terenówki innych renomowanych marek Jeep  zachowywał się niemal jak na asfalcie. Wystarczyło na obrotowym pokrętle wybrać opcję ,,sand’’ i włączyć blokady mostów. Resztą zajęła się automatyka i auto bez trudu pokonywało okrążenie za okrążeniem.  Można było próbować innych ustawień takich jak np. mud lub snow. Z ich użyciem auto sobie również nieźle radziło nawet z wyłączonymi blokadami. Po  powrocie do normalnych ustawień wyruszyliśmy trasą S 3 do Gorzowa. Już na miejscu okazała się rzecz nietypowa dla aut tej klasy. Pokonaliśmy około 300 km w silnym wietrze, a do tego szaleliśmy na trudnym, piaszczystym torze i zostało ponad pół zbiornika paliwa. Jeep pod skrzydłami Fiata stał się bardzo oszczędny. Podczas jazdy testowej spalił grubo poniżej 10 l paliwa na 100 km.

Oczywiście samochód posiada wszystko co jest typowe dla klasy premium. Uruchamia się przyciskiem, same ustawiają się światła, doskonale funkcjonuje klimatyzacja, a zestaw multimedialny jest wspaniałą zabawką dla pasażera. Przy tym Compsas nie jest nudny, jak jego koledzy z segmentu. Po monotonnej jeździe na  autostradach zawsze możemy skorzystać z nawigacji i użyć skrótu niedostępnego dla innych aut. Jedyną wadą samochodu jest cena oscylująca wokół 150 tys. zł.

rar