W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Andrzeja, Maury, Ondraszka, 30 listopada 2020

Żużel, jaki zawsze chcemy oglądać

2012-05-21

Porażka w sporcie zawsze mocno boli, ale bywają takie, po których można zejść z areny walki z wysoko podniesionym czołem. I tak uczynili żużlowcy gorzowskiej Stali, którzy minimalnie polegli w Tarnowie (44:46).

medium_news_header_296.jpg

Fot. Tomasz Dworczanin

Faworytem spotkania byli gospodarze, uważani przez wielu ekspertów za głównego kandydata do mistrzowskiego tytułu. Podopieczni trenera Marka Cieślaka na każdym kroku potwierdzają tę opinie, wygrywają mecz za meczem. Nie zdołali tylko wywieźć kompletu punktów z Zielonej Góry, ale każdy kto oglądał tamten pojedynek wie doskonale, że o remisie 45:45 w głównej mierze zadecydował upadek Martina Vaculika na prowadzeniu w 14 wyścigu. – Czuję się głupio, bo zrobiłem prosty błąd, który kosztował nas zwycięstwo – przyznał po zawodach Słowak.
Pierwsze niedzielne wyścigi meczu Azotów Tauronu ze Stalą tylko potwierdziły przypuszczenia kibiców, że pojedynek dwóch najlepszych obecnie drużyn będzie ciekawy, zacięty, ale przy niewielkiej przewadze gospodarzy. Kiedy w 11 biegu Janusz Kołodziej i Maciej Janowski pokonali podwójnie Nielsa Kristiana Iversena oraz Michaela Jepsena Jensena wydawało się, że już jest po meczu. Ba! Fani Stali przestraszyli się wysokiej porażki, gdyż Jaskółki prowadziły już 38:28, złapały wiatr w żagiel i mieli komfortową sytuację, by tylko powiększać przewagę. Nic z tych rzeczy. Właśnie w tym momencie zobaczyliśmy siłę gorzowian. Szybko wzięli się w garść i doprowadzili do remisu 42:42. Ostatni wyścig to już była loteria, każdy mógł wygrać, udało się tarnowianom, ale z porażki nie ma co robić tragedii.
- Postawiliśmy niezwykle silny opór, pod koniec meczu dokładnie rozszyfrowaliśmy tajniki nawierzchni i uważam, że bardzo ciekawy będzie rewanż, gdzie walka pójdzie nie tylko o wygraną, lecz również o dodatkową premię w postaci punktu bonusowego – powiedział trener Stali Piotr Paluch.
Zbytnio zmartwiony końcowym wynikiem nie był Marek Cieślak, dla którego najważniejszego było zwycięstwo. – Znamy klasę rywali, widziałem, jak jeżdżą oni na wyjazdach i dlatego najważniejsze było zdobycie dwóch dużych punktów. Przecież w tej chwili gra idzie o awans do play-off. Miejsc jest niewiele, chętnych zaś sporo – zaznaczył opiekun gospodarzy.
Ozdobą meczu były pojedynki Grega Hancocka z Tomaszem Gollobem. Dwaj mistrzowie świata spotkali się czterokrotnie, solidarnie wygrywając po dwa razy. – Myślę, że był to pokaz pięknego żużla i o to chodzi w tym sporcie. W ogóle jestem bardzo podbudowany tym, co dzisiaj ujrzałem. Wspaniale zachowali się miejscowi kibice, którzy pamiętają, że jeżdżąc w Tarnowie chciałem sprawić im przyjemność. Dzisiaj mi to wynagrodzili wspaniałym przyjęciem. Co do meczu walczyliśmy do końca, odrobiliśmy mnóstwo punktów, ale zabrakło troszkę szczęścia w ostatnim wyścigu – ocenił Tomasz Gollob.
Widowisko, jakie obejrzeliśmy w Tarnowie powinno być wzorem dla innych. Było jakby zaprzeczeniem  dla tych wydarzeń, jakie miały miejsce tydzień wcześniej w Gorzowie.  Okazuje się, że ogromna presja na wynik wcale nie musi być czynnikiem wyniszczającym sport. Działacze wcale nie muszą skakać sobie do gardeł, kibice świadomie łamać prawa na stadionie. Wystarczy tylko odrobina rozsądku i szacunek dla rywala. Ale czy na Ziemi Lubuskiej jest jeszcze to możliwe?
Robert Borowy