W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Franciszka, Lamberty, Narcyza , 17 września 2019

Rozpędzony Stilon traci punkty w domu

2012-11-03

- Bardzo poważnie podeszliśmy do tego meczu, ale niestety, nie wykorzystaliśmy wielu dogodnych okazji do zdobycia większej liczby goli i to się zemściło. No cóż, takie mecze też się zdarzają – przyznał trener Stilonu Tomasz Jeż zaraz po zakończeniu spotkania z Dębem Przybyszów.
 

medium_news_header_1914.jpg FOT. ROBERT BOROWY

 

Remis 1:1 z zespołem z południa województwa lubuskiego na pewno nie sprawił radości kibicom Stilonu, którzy ostatni raz w tym sezonie przybyli na stadion przy ul. Olimpijskiej. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że goście zaprezentowali się naprawdę dobrze, przez długie fragmenty gry byli równorzędnym rywalem dla wicelidera IV ligi, zaś w samej końcówce mieli nawet świetną okazję do zadania decydującego ciosu.
Już pierwsze minuty dzisiejszego spotkania pokazały, że Dąb ma patent na gorzowski zespół, bo jeszcze nigdy w swojej historii nie przegrał meczu ligowego ze Stilonem. W 18 minucie w zamieszaniu podbramkowym i strzale jednego z piłkarzy Dębu tylko przytomna interwencja Grzegorza Bajko i wybicie piłki z linii bramkowej uratowało gospodarzy przed stratą gola. Od tego momentu Stilon wziął się do ciężkiej pracy. Jeszcze przed przerwą stworzył sobie kilka dobrych okazji, ale albo świetnie spisywał się golkiper z Przybyszowa Marcin Gawronik albo brakowało precyzji, jak choćby Mateuszowi Trachimowiczowi w 29 minucie, kiedy to był sam na sam z bramkarzem i przerzucił piłkę nad poprzeczką.
Po zmianie stron gospodarze od razu ruszyli do ataku, co dało efekt w 55 minucie, kiedy to Damian Szałas po indywidualnej akcji i precyzyjnym strzale w krótki róg wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Potem co chwilę po silnych uderzeniach Pawła Posmyka nad stadionem roznosiło się echo uderzanej piłki od… słupka lub poprzeczki. W sumie trzykrotnie na przestrzeni zaledwie kilkunastu minut nasz najlepszy snajper w ten sposób obił świątynię rywali.
- Widocznie cały arsenał wykorzystałem przed tygodniem w Krośnie, gdzie strzeliłem pięć bramek. Dzisiaj wyraźnie szczęście nie było po mojej stronie – przyznał Paweł Posmyk.
Co nie udało się gorzowianom, udało się gościom. Niespełna kwadrans przed końcem spotkania Damian Koppenhagen przytomnie zachował się w polu karnym, świetnym dryblingiem zwiódł Roberta Koziołę i doprowadził do wyrównania. A w doliczonym czasie gry ten sam zawodnik mógł zapewnić swojej drużynie zwycięstwo, ale jego strzał z kilkunastu metrów minimalnie minął lewy słupek bramki strzeżonej przez Dawida Dłoniaka.
Robert Borowy

Stilon Gorzów - Dąb Przybyszów 1:1 (0:0)
Bramki:
1:0 Szałas (55), 1:1 D. Koppenhagen (77)
Stilon: Dłoniak - Bajko, Kozioła, Truszczyński, Trachimowicz - Timoszyk, Szałas, Kaniewski, Andruszczak (73` Nowak) - Rosołowicz, Posmyk