W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2019

Coraz mniejsza pociecha z gorzowskiego sportu

2013-01-31

Co się dzieje z gorzowskim sportem? Czy kibiców czekają lata posuchy? Dlaczego jako miasto nie potrafimy znaleźć rozwiązań pozwalających na zbudowanie silnych podstaw funkcjonowania tej jednej z ważniejszych dziedzin społecznego życia?

medium_news_header_2717.jpg

Na wyżej postawione i kilka innych pytań fani gorzowskiego sportu szukają odpowiedzi już od wielu miesięcy i z rozrzewnieniem wspominają nieodległe czasy, kiedy to Gorzów był krajową potęgą, jeżeli chodzi o siłę drużyn w popularnych dyscyplinach sportu. Jeszcze niedawno nasze koszykarki grały w Eurolidze, seryjnie zdobywały medale w lidze, szczypiorniści rywalizowali z najlepszymi drużynami w kraju, piłkarze i siatkarze byli na zapleczu ekstraklasy, tenisiści stołowi sięgali po medale, żużlowcy zaś ścigali się w ekstralidze i odnosili spektakularne sukcesy na arenach międzynarodowych. Wszyscy byliśmy wtedy z tego dumni, a dzisiaj…

Minęły zaledwie dwa lata i gorzowski sport wygląda jakby właśnie przez nasze miasto przeszło tsunami. W minionym roku tylko żużlowcy powalczyli o wysokie cele i zakończyli sezon srebrnym medalem. Pozostałe nasze ligowe zespoły wyraźnie obniżyły poziom, ale jeszcze jakoś sobie poradziły. Poważne problemy zaczęły się jesienią. Koszykarki KSSSE AZS PWSZ nadal dzielnie radzą sobie w najwyższej klasie rozgrywek, ale chyba tylko dlatego, że poziom polskiej ligi basketu drastycznie spadł. Z powodu kłopotów finansowych nie ma za bardzo chętnych do gry w ekstraklasie, a te zespoły, które już występują w większości zastanawiają się jak związać koniec z końcem, przez co mamy ligę ,,dwóch prędkości’’. Gorzowianki są najlepsze wśród… najsłabszych. To mała pociecha, zwłaszcza kiedy ogląda się ich mecze z lepszymi drużynami. Chwilami ma się wrażenie, że grają zespoły z innych światów.

Piłkarze ręczni dostają niesamowite baty w I lidze i tak naprawdę powinniśmy już się przyzwyczajać do tego, że ich miejsce jest w niższej klasie. Kłopot w tym, że nawet na grę w najniższych ligach trzeba mieć pieniądze. Choćby na organizację meczów u siebie, wyjazdy czy zapewnienie sobie obiektu do treningów. A szczypiorniści nie mają nawet złamanego grosza i perspektyw, gdzie by znaleźć te pieniądze. Te, jakie dostają z budżetu miasta na wiele nie wystarczą. Siatkarze z kolei sprzedali miejsce w I lidze i mają kłopoty z utrzymaniem się… w II lidze.

Po ubiegłorocznych znakomitych jazdach żużlowców wydawało się, że chociaż oni będą wizytówką miasta. Obawiam się, że mogą być z tym problemy. Kryzys zajrzał również na ul. Śląską, w poszukiwaniu oszczędności działacze zbudowali skład bez gwiazd i większość ekspertów jest zdania, że wicemistrzowie Polski bardziej powinni myśleć o szukaniu punktów potrzebnych do utrzymania się w ekstralidze, nie zaś buńczucznie zapowiadać walkę o miejsce w czwórce. Oczywiście w sporcie wszystko może się zdarzyć, ale trzeba mierzyć siły na zamiary.

Jedynie tenisiści stołowi Gorzovii póki co jakoś sobie radzą. Przynajmniej sportowo, walczą o medal, lecz powiedzmy otwarcie, że tenis stołowy nie gromadzi na trybunach wielkich rzeszy kibiców i jest to raczej sport niszowy.

Gorzowski sport znalazł się więc na ostrym zakręcie. I nie przekonają tu kibiców sukcesy naszej medalistki olimpijskiej Karoliny Nai w kajakarstwie, paraolimpijczyków Startu, którzy z Londynu przywieźli worek medali czy nawet naszych 12-latków, którzy wygrali krajowe eliminacje do światowego turnieju piłkarskiego ,,Danone Nations Cup’’. Lokalny kibic sportowy interesuje się głównie rozgrywkami ligowymi. Chce kibicować ,,swoim chłopcom’’, zespołom mającym w logo nazwę własnego miasta. Chce co tydzień chodzić na areny sportowe i cieszyć się ze zwycięstw, smucić po porażkach. Ale przede wszystkim chce widzieć walecznych sportowców, którzy po meczach nie opowiadają o nawarstwiających się zewsząd problemach, lecz wyjaśniających niuanse czysto sportowe.

Władze miasto dawno już skreśliły gorzowski sport, działacze w większości klubów albo nie mają pomysłu na działalność albo mimo szczerych chęci nie są w stanie nic zrobić w sytuacji, kiedy nie wytworzono odpowiedniego klimatu wokół nadwarciańskiego sportu. Jak się okazuje mają nawet problemy z właściwym wypełnieniem wniosków o dofinansowanie z budżetu miasta. Czy oznacza to, że w najbliższym czasie stracimy wieloletni dorobek pokoleń sportowców, działaczy i staniemy się sportową pustynią?

Prawdopodobnie tak. Jeżeli nie nastąpią konkretne działania w pierwszej kolejności upadną szczypiorniści, po nich siatkarze. Ich los zapewne podzielą bezdomni obecnie futboliści Warty, najstarszego klubu w mieście, którzy nie mogą doczekać się boiska przy ul. Dąbrowskiego. Piłkarze Stilonu nie przebiją się wyżej niż trzecia liga, może przy dobrym układzie będzie to druga liga. Pingpongiści zlecą do pierwszej, ich klubowe koleżanki do drugiej ligi. Koszykarki będą sobie grały w ekstraklasie tak długo, jak długo poziom rozgrywek będzie beznadziejny. W przypadku pojawienia się paru lepszych drużyn akademiczki z hukiem polecą. Żużlowcy zaś w krótkim czasie mogą zapomnieć o wielkich sukcesach i będą jeździli na przepięknym stadionie z zespołami z Opola, Rawicza, Krakowa czy Łodzi.

I małą pociechą w takiej sytuacji będą medale zdobywane przez kajakarki, wioślarzy, w sportach walki, sportowców niepełnosprawnych czy dzieciaków w spartakiadach młodzieży…

(mad)