W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Augusta, Saturnina, Urbana, 31 października 2020

Tor i czas pokażą wszystko

2013-04-09

Czy ktoś z kibiców żużla pamięta, jakie zawody rozegrano w Ostrowie Wielkopolskim 9 września 2007 roku? Jeżeli nie to przypominam, iż był to finał indywidualnych mistrzostw świata juniorów. Po złoty medal sięgnął wówczas Emil Sajfutdinow, drugi był Chris Holder, a trzeci… Paweł Hlib.

medium_news_header_3375.jpg

Gorzowianin jeździł w Ostrowie z kontuzją barku. Nie przeszkodziło mu to w podjęciu równorzędnej walki z faworytami. Spełnił swoje największe w tym czasie marzenie sportowe, ale nie był to jedyny jego sukces jako młodzieżowca. Dwa lata wcześniej w tych samych rozgrywkach był czwarty (wygrał Krzysztof Kasprzak). W 2007 roku sięgnął też po złoty medal drużynowych mistrzostw świata juniorów. Jako młodzieżowiec zebrał mnóstwo laurów na krajowych torach. Obok Adriana Miedzińskiego, Karola Ząbika, Janusza Kołodzieja czy wspomnianego Krzysztofa Kasprzaka był jednym z najlepszych polskich żużlowców młodego pokolenia. Na konferencji prasowej po ostrowskim finale powiedział wprost, że sukces ten to dopiero początek jego wielkiej drogi międzynarodowej. I nagle wszystko się zawaliło.

– Gdzie są dzisiaj Sajfutdinow, Holder, Kołodziej, Kasprzak, a gdzie jest Hlib – często można usłyszeć to pytanie wśród kibiców. Sam zawodnik pytany, dlaczego jego kariera nie potoczyła się tak, jak jego rówieśników walczących dzisiaj o najwyższe trofea w światowym żużlu, odpowiada krótko: ,,nie chcę wracać do przeszłości, gdyż nic to nie zmieni’’.

Po awansie Stali do ekstraligi w 2008 roku Paweł Hlib miał być jednym z liderów drużyny. Skończyło się na wyjątkowo słabym sezonie. Od tego czasu zaczęła się jego tułaczka po różnych klubach w niższych ligach. Najpierw trafił do Poznania, skąd zaraz został wypożyczony do I-ligowego RKM-u Rybnik. W 2010 roku, za namową swojego pierwszego trenera Stanisława Chomskiego, przeniósł się do Gdańska, gdzie przez dwa sezony walczył z zespołem do awans do najwyższej klasy rozgrywek.

Były chwile, kiedy wydawało się, że wychowanek Stali odbuduje formę. Ambitną postawą w wielu spotkaniach zyskał sympatię kibiców, ale miał często problemy ze sprzętem, czasami dopadały go kontuzje. Zdołał jednak pomóc drużynie awansować do ekstraligi i w ubiegłym roku… odszedł do II-ligowego Krosna. Nie najeździł się długo, gdyż w połowie rozgrywek KSM wycofał się z rozgrywek ligowych. Tym samym Hlib, podobnie jak jego koledzy z drużyny, pozostał na przysłowiowym lodzie. Kolejny rok mu przepadł. Jesienią rozważał nawet porzucenie żużla na rzecz innych sportów motorowych. Nie rozstał się jednak ze speedwayem za sprawą Stali, która wyciągnęła pomocną dłoń. Dzisiaj Hlib jest z powrotem zawodnikiem klubu, w którym się wychował. Powrócił po pięciu latach. Pytany na ten temat unika dłuższej rozmowy.

– Oczywiście jestem zadowolony z powrotu do domu. Uważam, że jako człowiek i zawodnik dojrzałem do tego, by ponownie założyć plastron Stali. Nie chcę jednak za dużo mówić o sobie. Wolę udowodnić swoją wartość sportową na torze – krótko odpowiada.

Hlib ze średnią 2,50  pkt. (najniższą z możliwych) będzie walczył o miejsce w zespole z Adrianem Gomólskim i Łukaszem Jankowskim. I doskonale wie, że nie może liczyć na żadną taryfę ulgową. Tylko dlatego, że jest wychowankiem Stali i nadal ma wierne grono kibiców.

– Myślę, że wszyscy zdążyli mnie poznać i wiedzą, że nie rzucam słów na wiatr – mówi trener wicemistrzów Polski Piotr Paluch. – I kiedy mówię, że w poszczególnych meczach pojadą najlepsi zawodnicy na daną chwilę, to na pewno z tego się nie wycofam. Dlatego nie potrafię jeszcze powiedzieć, czy Paweł wystąpi w pierwszych naszych spotkaniach. Zadecydują o tym treningi i występy sparingowe. Mogę tylko powiedzieć, że Paweł bardzo starannie przygotowywał się do sezonu i fizycznie jest w dobrej formie. Widać również u niego ogromne chęci do pracy. To dobry sygnał – powiedział jeszcze przed ligową inauguracją gorzowski szkoleniowiec.

Zadowolony z włożonej pracy w okresie zimowym jest również Paweł Hlib. Przyznał, że ze względu na skłonności do tycia musiał najpierw zrzucił kilkanaście kilogramów, a potem wziąć się za budowanie siły i motoryki potrzebnej do wytrzymania trudów sezonu. Trochę gorzej było z przygotowaniami na torze, ale przedłużająca się zima wszystkim pokrzyżowała plany. Dlatego Hlib unika również typowania wyników, nie ocenia też swoich szans.

– Nigdy nie obstawiałem, kto jakie miejsce może zająć. To jest sport. Nie jeżdżą tu same nazwiska. Tor i czas pokażą co będzie z wynikami Stali. Jednego mogę być pewien, że zapowiada się długi i trudny sezon, ale zarazem bardzo ciekawy – powiedział na zakończenie.

A kibice zastanawiają się, czy niegdysiejsze ,,cudowne dziecko’’ gorzowskiego żużla może jeszcze dogonić swoich pogromców z ostrowskiego finału IMŚ juniorów sprzed sześciu lat?

(łuk)