W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Arety, Marty, Marcina , 24 października 2017

Trudne życie beniaminka. Nieudany początek ligowy Stilonu

2017-08-06

W inauguracyjnym meczu trzeciej ligi piłkarskiej zespół Stilonu Gorzów przegrał przed własną publicznością z Rekordem Bielsko-Biała 1:3.

medium_news_header_19229.jpg

Niedzielny mecz to była solidna porcja piłkarskiego rzemiosła i brutalna lekcja dla niebiesko-białych. Po pierwszej połowie, w której nasza drużyna straciła trzy bramki, kibice z niedowierzaniem patrzy na tablicę wyników. Mało kto pamięta taki wynik do przerwy, a jednak Stilon potrafił wyjść na drugą część spotkania z przekonaniem, że nie wszystko stracone. Obiecująca druga połowa dała nam jedynie trafienie Jędrzeja Drame (na zdjęciu), ale także przeświadczenie o tym, że można i trzeba walczyć nawet po takim ciosie, jaki zadali piłkarze Rekordu. Finezja i szybkość to były atuty niebiesko-białych, lecz na bielszczan to było za mało. Za tydzień niezwykle trudny pojedynek w Polkowicach, a więc poprzeczka wędruje jeszcze wyżej. Dziś nauczyliśmy się z pewnością jednego - nikt przed Stilonem nie uklęknie, a nasza marka wyzwalać będzie dodatkowe pokłady energii u przeciwników.

Jeżeli chodzi o przebieg pojedynku to zaczęło się obiecująco, bo bardzo aktywny na początku spotkania Adrian Nowak postraszył bramkarza gości groźnym wyjściem do piłki i umiejętnym ustawianiem się przy podaniu ze środka pola. To były jednak dobre złego początki, bo w czwartej minucie Marek Profic.z odległości około 25 metrów od bramki, dokładnie z narożnika pola karnego wykazał się precyzyjnym, a przede wszystkim silnym i opadający strzałem w prawy róg bramki, który dał prowadzenie Rekordowi. To trafienie nie zwiastowało jeszcze katastrofy, na którą zanosiło się po pierwszej połowie.

Po strzeleniu bramki gra przeniosła się w okolice środkowej części boiska, lecz można było zauważyć niezwykłą konsekwencję w grze bielszczan. Wysuniętych dwóch napastników szachowało naszą obronę, a reszta drużyny przyczajona na swojej połowie szczelnie kryła gorzowskich piłkarzy. Z perspektywy całego spotkania to był klucz do zwycięstwa, bo do bólu realizowana taktyka przyjęta przez młodego trenera Rekordu Piotra Jaroszka dała oczekiwany efekt. Gdy już radziliśmy sobie z przeniesieniem gry na połowę przeciwnika, to było już zdecydowanie łatwiej przedzierać się pod pole karne gości. Groźny i silny strzał Łukasza Maliszewskiego z 14 minuty mógł dać sygnał do frontalnego ataku i odrabiania strat. Do akcji ofensywnych bardzo groźnie włączał się Bartosz Flis i jego akcja z 16 minuty finalizowana strzałem z ostrego kąta tylko o centymetry minęła lewy słupek bramki strzeżonej przez Krzysztofa Żerdka. Gdy wydawało się, że w końcu chwyciliśmy właściwy rytm, a gol dla Stilonu wydawał się kwestią kilku minut konsekwentnej gry otrzymaliśmy cios numer dwa. Znów atak pozycyjny i z lewej strony piłka trafiła do Michała Czerneka. Ten nie zastanawiając się długo uderzył z powietrza mocno i precyzyjnie. Krystian Paszkowski nieco wysunięty na piątym metrze nie sięgnął futbolówki i ta zatrzepotała w siatce, wpadając pod poprzeczką. Od tej chwili oglądaliśmy pojedynek przede wszystkim niezwykle dynamiczny z obu stron. To najciekawszy fragment meczu, bo można było dostrzec w obu drużynach potencjał zespołowy. Piłka bardzo szybko trafiała do piłkarzy i można było odnieść wrażenie, że oglądamy mecz co najmniej na pierwszoligowym poziomie. I właśnie po jednej z akcji oskrzydlających z prawej strony urwał się Dawid Ogrocki, który najpierw balansem ciała zmylił naszego golkipera i gdy już ten leżał uderzył dokładnie na naszą bramkę. W 35 minucie przegrywaliśmy już 0:3.

Potem gra nieco zaostrzyła się, czego efektem były dwie żółte kartki dla Rekordu. Najpierw Ronald Herrera za zignorowanie poleceń sędziego Damiana Sylwestrzaka, gdy ten czterokrotnie wzywał go do siebie gwizdkiem, a następnie Michał Bojdys za przytrzymywanie Alana Błajewskiego. Przed przerwą mieliśmy jeszcze sporo szczęścia, gdy w ostatnim momencie Paszkowski wygrał pojedynek "sam na sam", ale i potwornego pecha, bo Remigiusz Brzytwa trafił do bramki, lecz boczny sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. Jeszcze trzecia żółta kartka dla Jana Dudka i arbiter zaprosił piłkarzy na kwadrans odpoczynku.

Drugą połowę rozpoczęliśmy mocnym akcentem, bo od "ataku szerszenia" i mocno bitej piłki przez Krzysztofa Kaczmarczyka na 17 metr. Takie rozwiązania zdają się przynosić efekt nie tylko psychologiczny, bo ewidentnie przeciwnik stanął na kilak minut po frontalnym ataku ze strony Stilonu. Przyciśnięci do muru piłkarze Rekordu pogubili się przy dośrodkowaniu i w 55 minucie najprzytomniej pod bramką gości zachował się młodziutki Jędrzej Drame, który wykorzystał swoje atuty uderzając piłkę głową. Strzelona bramka podbudowała naszych i wydawało się, że wróciliśmy z dalekiej podróży. Mogło być za chwilę 2:3, bo bardzo dobrze zachował się Nowak kopiując wyczyn Drame sprzed kilku minut. Tym razem Żerdka przeniósł piłkę nad bramką i mieliśmy "tylko" korner. W 61 minucie żółtą kartką ukarany został Flis co zdecydowanie osłabiło morale naszego pomocnika. W ciągu minuty dwukrotnie goście mieli akcję bramkową, gdzie przed napastnikami stał jedynie Paszkowski. Tylko znanym sobie sposobem uchronił nas przed stratą bramki numer cztery i pięć. Kapitalne obrony pozwoliły na zachowanie nadziei, choć czas upływał nieubłaganie. Widząc przygotowywaną zmianę Piotr Rymar dwukrotnie szarżował na przeciwników, a w 66 minucie huknął tak, że po stadionie rozchodził się jęk zawodu, bo tylko słupek stanął na drodze do upragnionego trafienia. Pojawienie się Damiana Pawłowskiego i Rafała Świtaja nieco ożywiło grę. Zwłaszcza ten pierwszy imponował szybkością. I nie było istotne czy ścigał się ze świeżo zmienionym obrońcą czy już grającym pomocnikiem. Jego rajdy prawą stroną zatrzymywał sędzia wskazując na przekroczenie końcowej linii boiska. Pod koniec spotkania znów mieliśmy szczęście, bo po rzucie wolnym Dariusz Rucki trafił jeszcze w poprzeczkę, a trener gości zwlekając do ostatnich minut ze zmianami "wykradł" kilkadziesiąt sekund regulaminowego czasu gry. Wejście Łukasza Zakrzewskiego pod koniec spotkania niewiele zmieniło w obliczu przegranego meczu.

Rekord okazał się drużyną lepszą choć nie było to zderzenie z lokomotywą. Nasi po pierwszych nerwowych minutach ustabilizowali grę i podjęli walkę. Z pewnością cieszyć mogą indywidualne umiejętności poszczególnych zawodników oraz doświadczenie i opanowanie przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy. Kilkakrotnie dośrodkowania Błajewskiego z narożnika pola karnego trafiały w próżnię, a usilne przebijanie się środkiem nie było dziś receptą na pokonanie Rekordu. W bramce dojrzewa i krzepnie Paszkowski, który coraz śmielej zapuszcza się w okolice 16 metra stając się niekiedy piątym obrońcą grając w linii z defensorami. Jego odwaga może imponować, bo podejmuje ryzyko, które z pewnością będzie się opłacać. Gorzej radziliśmy sobie z odbiorem piłki zwłaszcza w okolicach środkowej linii co z kolei skutkowało uruchamianiem szybkiego kontrataku bielszczan. Nie powinniśmy jednak za długo rozpamiętywać tej inauguracji w III lidze, bo już w najbliższą sobotę wyjazd do Polkowic.

Leszek Sokołowski

Fot. Rafał Drankowski/Stilon

Stilon Gorzów - Rekord Bielsko-Biała 1:3 (0:3)

Stilon Gorzów: Paszkowski - Kaczmarczyk, Nowak, Błajewski, Maliszewski, Brzytwa, Jakubowski, Enjo, Lisowski, Flis, Rymar, rez: Gibki, Bednarski, Świtaj, Łaźniowski, Pawłowski, Zakrzewski, Drame

Rekord Bielsko-Biała: Żerdka - Dudek, Rucki, Bojdys, Ogrocki, Hilbrycht, Herrera, Czernek, Żołna, Gaudyn, Profic, rez: Góa, Madzia, Nagi, Szędzielarz, M. Franusik, T. Franusik, Kubica

żółte katrki: Flis - Herrera, Bojdys, Dudek