W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Anity, Elizy, Mirona , 17 sierpnia 2018

Trzecioligowa gra w piłkę za 800 złotych i obiad

2018-02-08

Piłkarze Stilonu w marcu rozpoczną rundę wiosenną  trzeciej ligi. O przygotowaniach do wiosennej rywalizacji i szansach na awans rozmawiamy z trenerem  niebiesko- białych Adamem Gołubowskim.

medium_news_header_20898.jpg

- Niedługo miną  dwa lata pqańskiej pracy w Stilonie, jak pan ocenia ten okres?

- Przeszedłem w Stilonie różne sytuacje. Zostałem zatrudniony na jedenaście kolejek przed końcem rozgrywek trzecioligowych i nie udało się utrzymać tej ligi dla Gorzowa. Z perspektywy czasu myślę, że  można było ten zespół utrzymać rzutem na taśmę. Jednak czasami lepiej zrobić krok w tył, żeby potem zrobić dwa do przodu. Ten spadek był potrzebny, patrząc  z dzisiejszego punktu widzenia. Wtedy nie wszystko dobrze funkcjonowało i efektem był słaby wynik.

- Co pana najbardziej zaskoczyło po przyjściu do Gorzowa?

- Mnie przede wszystkim zaskoczyło to, że tyle jest dzieci w Gorzowie garnących się do piłki, nie tylko do Stilonu, bo w mieście jest sporo  szkółek i o tym nie miałem zielonego pojęcia. Również to, że mimo problemów organizacyjnych Stilon ma oddanych kibiców, jedni mniej narzekają, drudzy więcej, ale  wszyscy tym Stilonem się interesują. I to w dużej mierze dzięki kibicom klub się uratował. Czuć tu specyficzny klimat, że są tu tradycje. Czuć, że klub  przeszedł  niejeden  Armagedon, ale Stilon istnieje. Ludzie mogą się zmieniać, ale klub daje radę i to jest na pewno coś, co mnie  też tu oczarowało.

- Zajmujecie po rundzie jesiennej  piąte miejsce ze stratą do lidera ośmiu punktów. Czy  jest szansa na awans?

- Jest sporo punktów straty, ale ta liga jest taka, że każdy może wygrać z każdym. Każdemu  może się zdarzyć seria kilku zwycięstw pod rząd lub porażek. W mojej ocenie kandydatem do awansu jest Stal Brzeg, do której mamy pięć punktów straty. Wspiera ich miasto, mają sponsorów, doświadczony skład, świetną bazę treningową i według mnie są lepszą drużyną niż Skra Częstochowa, która jest liderem. My jednak pokazaliśmy z tymi drużynami, że potrafimy grać i nikogo się nie boimy.

- W niedawnej rozmowie z naszą redakcją dyrektor generalny Stilonu Jacek Ziemecki  mówił, że jak będzie szansa  na awans, to idziemy na drugą ligę. Co Pan na to?

- Jasne, że idziemy to cała przyjemność awansować, będziemy walczyć.

- Sporą bolączką jest brak odpowiedniej bazy treningowej dla Stilonu. Jak pan sobie  z tym daje radę?

- To jest ogromny problem, w zimie nie ma gdzie trenować. Musimy jeździć do Barlinka dwa razy w tygodniu, ale to i tak jest za mało dla zawodnika, na tym poziomie. Takie wynajęcie boiska na jeden trening i transport do Barlinka to koszt około 800- 900 złoty. Nasi przeciwnicy z tym nie mają problemu, bo mają boiska ze sztuczną murawą  i trenują codziennie, a my jesteśmy na takim boisku co drugi czy co trzeci dzień. Za pół roku mamy mieć dwa boiska w tym jedno ze sztuczną murawą, więc  problem przygotowań zimowych  wówczas będzie rozwiązany i  można wykonać wtedy krok do przodu. Chociaż i tak jedno  boisko sztuczne dla Gorzowa to za mało.

-  Po prawie dwóch latach pracy w Gorzowie można już powiedzieć, że Stilon gra tak jak sobie założył trener Gołubowski?

- Swoją myśl szkoleniową realizuje od początku, ale taką metamorfozę nie do końca planowaną Stilon przeszedł pół roku temu. Ja  mogę dodać, że to co graliśmy jesienią, to na tym się będziemy opierać w przyszłości. Na dzisiaj myślę, że wiosną będzie można powiedzieć, że tak to jest mój Stilon. W sensie takim, że piłkarze będą realizować moje założenia i będziemy nadawać z chłopakami na tych samych falach. Mamy oczywiście jeszcze sporo do poprawy, zwłaszcza w grze defensywnej.

- Zapytam właśnie o grę w defensywie, straciliście aż 26 bramek w całej rundzie, sporo tracicie również w sparingach. Ma pan pomysł, aby to zmienić?

- Przede wszystkim w pierwszych trzech kolejkach straciliśmy za dużo  bramek. Wynikało to z kontuzji, z zawirowań w klubie, nie mieliśmy praktycznie okresu przygotowawczego i te stracone bramki były tego efektem. Byliśmy nie najlepiej przygotowani i po rundzie mogę to śmiało teraz  powiedzieć. Natomiast w ostatnich meczach jesieni nasza gra w defensywie nie była  zła, tych bramek utraconych nie było już tak sporo i wynikały one raczej z błędów indywidualnych, a nie gry całej defensywy. Szczegóły gry w obronie będziemy dopracowywać na obozie, czyli stałe fragmenty gry, odpowiednie ustawianie się, analizy. Na pewno tych bramek stracimy mniej niż w rundzie jesiennej. Tym bardziej, że jesteśmy już zgrani i bardziej doświadczeni o te kilkanaście spotkań w trzeciej lidze.

- Dlaczego tak bardzo zabiegał pan o zorganizowanie wyjazdu na obóz w przerwie zimowej?

- To ważne, gdyż przede wszystkim daje możliwość wielu treningów na sztucznym boisku. Będzie też więcej czasu, aby poznać jeszcze lepiej zawodników.

- W jakim ustawieniu  taktycznym będzie wiosną grał Stilon?

- Staramy się grać bardzo ofensywnie, ale to zależy od przeciwnika i przebiegu meczu. Zazwyczaj będziemy wychodzić w ustawieniu 4-3-3. W momencie, gdy posiadamy piłkę w ataku ma być minimum trzech zawodników. Tu oczywiście daję zawodnikom dużo swobody i mogą się z tego różne konfiguracje tworzyć. Przy stracie piłki natychmiast cały zespół rozpoczyna pracę w defensywie i agresywnie atakuje przeciwnika.

- Współpracował pan w Szczecinie z trenerem Michniewiczem. Jak pan wspomina ten okres?

- Przez kilka miesięcy byłem asystentem  trenera Michniewicza przy pierwszej drużynie, był to fajny okres. Z trenerem jestem w dobrym kontakcie. Zresztą przez kilka lat mojej pracy w Szczecinie miałem kontakt mniejszy lub większy z kilkoma trenerami i zawsze coś tam starałem się podpatrywać i poznać warsztat  każdego trenera.

- Miał Pan okazję być blisko zespołu ekstraklasy, czym się więc różnią takie treningi od treningów w trzeciej lidze?

- My spokojnie trenujemy na poziomie ekstraklasy, w grę wchodzą szczegóły takie,  jak odżywki, odnowa, kwestia odpoczynku. Graliśmy z Chrobrym czy Miedzią ostatnio i to było widać, że w pewnym momencie brakuje nam metra czy pół. To są te rzeczy, że ktoś jest bardziej wypoczęty, ktoś mniej. Oprócz tego, że oni na piłkę poświęcają zwyczajnie więcej czasu. Dam przykład  Łukasza Maliszewskiego, który  ma wysokie umiejętności.  Rano idzie do pracy, pracuje do piętnastej, a potem dociera z językiem na brodzie na nasz trening, a w międzyczasie ma jeszcze zajęcia z dziećmi w Stilonie. Kiedy wchodzi w meczu z Miedzią, świetnie się prezentuje, rządzi na boisku  przez  dwadzieścia, trzydzieści minut, a potem się zatrzymuje, a przeciwnik biega dalej. To są właśnie te różnice.

- Który zawodnik w okresie pana pracy w Gorzowie poczynił największy  postęp?

- Wszyscy zrobili dosyć proporcjonalny postęp. Jedyny, który nie prezentuje tego, na co go stać to Daniel Mrozek, ale po wypadku nie grał  i nie trenował. Duży postęp zrobili Pawłowski, Ogrodowski , Błajewski czy Bednarski. Każdy poszedł do przodu. Pochwalę też Rafała Świtaja, który ma już swoje lata, stał się bardziej mobilny, więcej biega, odbiera piłki, asystuje i strzela.

- Była jakaś szansa na grę w Stilonie zawodnika  z nazwiskiem, który ma bogate doświadczenie w  ligach wyższych?

- Zgłaszają się do nas różni zawodnicy przez swoich menadżerów. Były to faktycznie osoby z ligowym doświadczeniem, ale nas zwyczajnie na takich piłkarzy nie stać. Mamy zresztą inną filozofię budowy drużyny.

- Panuje opinia wśród kibiców piłki nożnej w Gorzowie, że zbyt liczny jest zaciąg zawodników ze  Szczecina, że brakuje piłkarzy miejscowych. Jak pan odpowie na takie głosy?

-Wie Pan co, nie dziwię się, że są takie głosy. Jest spora grupa chłopców, którzy w swoim CV mają Pogoń, ale tak naprawdę to z samego Szczecina mamy dwóch piłkarzy. Reszta jest z różnych okolic, z Dębna czy Chojny, gdzie taka sama droga jest do Gorzowa, jak i do Szczecina. To jest taka sytuacja, że  byłem w Szczecinie, znam tych chłopców od dawna, wprowadzałem ich do piłki, mam z nimi kontakt. Trzeba spojrzeć na to z innej strony. Zadam pytanie wprost, jaki zawodnik pozwoli nam powalczyć o ewentualny awans i przyjść grać do Stilonu za osiemset złoty i obiad? Niech więc taki kibic sobie zada to pytanie i na nie odpowie, a jak ma takiego  zawodnika, to niech dzwoni do mnie. Ja jeszcze mu kupię dobrą whisky i to nie musi być chłopak z Pogoni. Ja chcę mieć jak najmocniejszy zespół.

- Czyli te wzmocnienia, nazwijmy  szczecińskie, nie generują jakiś poważnych kosztów dla Stilonu?

- To jest w tym momencie ogromny bonus i chwała Pogoni za to, że tych zawodników oddają czy wypożyczają za darmo. To są chłopcy, którzy się tam nie przebijają, mają propozycje z innych klubów trzecioligowych czy drugoligowych, ale chcą przyjść do Gorzowa. Wierzą, że tu będą się rozwijać, natomiast my w Gorzowie musimy jeszcze poczekać kilka lat zanim wychowamy pokolenie zawodników stąd. Oczywiście pod warunkiem, że będzie baza treningowa i wszyscy będą szli w tym kierunku. Na dzisiaj  takich chłopaków, jak Szałas czy Posmyk, z którymi się tu zetknąłem, długo  w Gorzowie nie będzie i to sobie trzeba uświadomić.

- Jest pan zadowolony z przebiegu swojej kariery trenerskiej?

- Mam nadzieję, że jeszcze wszystko przede mną. Gdzieś tam sobie kiedyś założyłem, że do czterdziestki  będę miał najwyższe licencje trenerskie, będę  trenerem na dobrym poziomie i zarabiał odpowiednie pieniądze. Zostały mi więc jeszcze  trzy lata i zobaczymy. To jest moja pasja, ja to kocham, chociaż są czasami momenty, że człowiek jest zmęczony.

- Jak się układa  współpraca z zarządem?

- Powiem tak, są takie momenty, że chciałoby się, aby było lepiej. Natomiast ogólnie jest uczciwie i najgorsze zawirowania organizacyjne są już za nami.

Przemysław Dygas