W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Maury, Milany, Tomasza , 22 września 2018

Wiosenne rozczarowanie piłkarskim Stilonem

2018-07-04

W połowie czerwca zakończyły się rozgrywki trzeciej ligi, w której jako beniaminek występował Stilon.

medium_news_header_22209.jpg

Nasi piłkarze ostatecznie zakończyli rozgrywki na dwunastym miejscu w tabeli i dopiero w ostatnim meczu zapewnili sobie utrzymanie w gronie trzecioligowców.

Kiedy w listopadzie ubiegłego roku podsumowaliśmy rundę jesienną w wykonaniu piłkarzy Stilonu wspominaliśmy, iż aby marzyć o awansie należy stworzyć solidne fundamenty dla funkcjonowania klubu. Uporządkowanie podstawowych spraw organizacyjnych to podstawa do okrzepnięcia klubu w tej klasie rozgrywkowej, a w perspektywie myślenie o czymś więcej niż tylko walka na trzecioligowym froncie. Z obozu Stilonu jednak w przerwie zimowej płynęły nad wyraz optymistyczne sygnały, trener Adam Gołubowski zapowiadał walkę o awans do drugiej ligi, a wtórował mu dyrektor sportowy Jacek Ziemecki. Kadra Stilonu została, tak się wówczas wydawało, wzmocniona zawodnikami o sporym potencjale, jak na trzecioligowe warunki. Mowa tu o napastniku Mateuszu Kwiatkowskim oraz bramkarzu Krystianie Rudnickim. Do tego w Stilonie za darmo, jak zapewniali działacze, znaleźli się obcokrajowcy Japończyk Motoki Kakehi oraz Francuz Redoine Aouchet. Wspomniana dwójka oraz Moustapha Ouedraogo z Wybrzeża Kości Słoniowej tworzyła najbardziej egzotyczny tercet obcokrajowców na boiskach trzecioligowych. Oprócz transferów, po raz pierwszy, od wielu lat nasi zawodnicy przebywali na krótkim obozie przygotowawczym nad morzem, gdzie trener Gołubowski miał szczególnie pracować nad poprawą gry w defensywie.

Dodatkowo dyrektor Ziemecki zapewniał przy tym, że z miesiąca na miesiąc dług klubu maleje i pojawiają się nowi sponsorzy. Te przesłanki, poparte niezłymi wynikami w sparingach, spowodowały, że z ogromnymi nadziejami na inaugurację rundy wiosennej czekali kibice Stilonu. Trzeba przyznać, że trener Gołubowski obiecywał wiele, ale tuż przed startem ligi, w rozmowie z naszą redakcją dodał „można mówić wiele, ale i tak wszystko zweryfikuje boisko”. Nie spodziewał się jednak, że ta weryfikacja boiskowa będzie aż tak bolesna dla gorzowian. Cztery mecze na początku ligowych zmagań i cztery porażki zanotowali piłkarze Stilonu, który fatalnie prezentowali się głównie w obronie. Usprawiedliwieniem kiepskiej postawy stilonowców miały być mrozy, deszcze, sędziowie, stan murawy, a trener Gołubowski po porażkach, na konferencjach prasowych, nadużywał zwrotu „gdyby”(gdyby nie nasze błędy, gdyby sędzia ocenił to lepiej, gdyby nie fatalny stan murawy, gdyby nasz zawodnik wykorzystał sytuację itd), co wzbudzało z czasem sporą irytację. Przez moment kibice mieli nadzieję, że być może niebiesko-biali powalczą o czołowe lokaty w tabeli, gdy nasi futboliści zanotowali serię trzech zwycięstw, w tym z późniejszymi spadkowiczami Falubazem Zielona Góra oraz rezerwami Górnika Zabrze. Niestety ta pozytywna, lecz krótka, seria szybko się zakończyła, a od porażki z Gwarkiem Tarnowskie Góry na własnym stadionie, zaczął się poważny kryzys gorzowskiej drużyny.

Co niektórzy kibice coraz bardziej się zastanawiali czy Stilon nie będzie musiał walczyć o ligowy byt, aczkolwiek nawet wtedy brzmiało to mało prawdopodobnie. Gdy Stilon pokonał we Wrocławiu walczącą o awans Ślęzę wydawało się, że widmo spadku się oddala, ale sygnałem alarmowym była wysoka porażka z Unią Turza Śląska. Kto obserwował ten pojedynek musiał czuć się wyjątkowo rozczarowany, gdyż nasi piłkarze przegrali wysoko z rywalem, który bronił się przed spadkiem, a gry niebiesko- białych nie można było nazwać inaczej niż kompromitacją. Obrazu kompromitacji dopełniała fatalna murawa boiska i zaledwie garstka kibiców, mimo pięknej majowej aury. Po kolejnych wyjazdowych porażkach trener Gołubowski mówił z przekonaniem, że wygramy u siebie z najsłabszym i ostatnim zespołem tabeli Polonią Głubczyce i Stilon nadal będzie grał w trzeciej lidze w nadchodzącym sezonie. Po meczu z Turzą niewielu kibiców spodziewało się, że gorzowianie mogą zagrać jeszcze gorzej. Tak jednak się stało i Stilon uległ najsłabszej ekipie w trzeciej lidze, prezentując się wręcz beznadziejnie.

Po meczu doszło do zmian i z klubu odeszli trener Gołubowski oraz prezes Norbert Sawicki, który zarzucił doświadczonym zawodnikom Świtajowi i Maliszewskiemu, iż nie byli liderami pod względem mentalnym.   Nowy zarząd na czele z Piotrem Biłko oraz nowy trener Kamil Michniewicz stanęli przed trudnym zadaniem ratowania trzeciej ligi dla Stilonu. Na szczęście sztuka ta się udała i gorzowianie pod batutą nowego trenera w dwóch meczach zdobyli cztery punkty, które ostatecznie zagwarantowały utrzymanie. Te dwa mecze pokazały, że Stilon może grać z ambicją i zaangażowaniem, a wymienianie dużej ilości podań, z których nic nie wynikało, można zamienić na prostą, ale skuteczną grę skrzydłami i dośrodkowaniami w pole karne. To właśnie w tych meczach bardzo dobrze zagrał Rafał Świtaj, który oprócz walki, popisał się kluczowymi podaniami, które wykorzystał Łukasz Zakrzewski.

Końcówka sezonu odbywała się w nieciekawej atmosferze, na jaw wyszły sprawy z funkcjonowaniem klubu, długami czy brakiem wypłat dla piłkarzy, o czym na bieżąco informowaliśmy. Te przykre sprawy na szczęście nie tkwiły w głowach piłkarzy, którzy pokazali na koniec, że drużyna ma spory potencjał, z pewnością większy niż boje o uniknięcie degradacji.  Jak więc ocenić pod względem sportowym postawę gorzowian w rundzie wiosennej?  Należy wprost powiedzieć, że Stilon rozczarował i zawiódł swoich sympatyków. Szczególnie słabo prezentowała się linia defensywna, a przecież jak deklarował trener Gołubowski, to właśnie jej gra miała ulec diametralnej przemianie. Nowy bramkarz miał być gwarantem spokoju i mniejszej ilości straconych bramek. Niestety Krystian Rudnicki już w pierwszym meczu z Polkowicami popełnił proste błędy, a i w kolejnych meczach nie był pewnym punktem drużyny. Szczególnie gra na przedpolu i brak komunikacji z kolegami z obrony była u naszego bramkarza widoczna, którego trzy razy zastąpił młody Grzegorz Gibki. Obrona w różnej konfiguracji personalnej, najczęściej z Mateuszem Ogrodowskim, Krzysztofem Kaczmarczykiem, Michałem Stańczykiem, Filipem Łaźniowskim popełniała bardzo proste błędy. Bramki traciliśmy najczęściej po dośrodkowaniach z bocznych sektorów, a w polu karnym rywale uprzedzali naszych stoperów, a działo się to najczęściej w pierwszym kwadransie spotkania. Nie pomagały analizy, obserwacje rywali oraz rotacje obrońców, których dokonywał trener Gołubowski i tylko jeden w sumie mecz w rundzie wiosennej Stilon zakończył na zero z tyłu. W linii pomocy trener na początku rozgrywek stawiał na doświadczonych Rafała Świtaja oraz Łukasza Maliszewskiego. Po kilku meczach, najlepszy strzelec Stilonu z rundy jesiennej coraz częściej grał tylko „ogony”, a potem nawet nie mieścił się w kadrze meczowej. Gołubowski uzasadniał taką decyzję brakiem sił pomocnika Stilonu. W środku pola grali najczęściej Piotr Rymar oraz Paweł Lisowski, ale oprócz przerywania akcji i gromadzenia żółtych kartek, niewiele wnosili do poczynań ofensywnych. Boczni obrońcy i pomocnicy, czyli Łaźniowski, Damian Pawłowski, Patryk Jakubowski, Bartosz Flis, Mateusz Bartolewski czy Ouedraogo i Kakehi, rzadko potrafili przedostać się pod pole karne i dograć piłkę napastnikom. Dodatkowo to właśnie z ich stref rywale często zagrywali piłkę w pole karne, po których traciliśmy bramki. Ofensywa Stilonu opierała się głównie na dwóch zawodnikach, a byli to Łukasz Zakrzewski oraz Mateusz Kwiatkowski. Ten pierwszy, na początku rundy strzelał gola za golem, ale nie przekładało się to na punkty dla gorzowian. Jednak później aż przez dziewięć kolejek nie powiększył swojego dorobku bramkowego. Na szczęście przebudził się w najważniejszym dla Stilonu meczu z rezerwami Miedzi i dwa razy pokonał bramkarza gości.  Natomiast Mateusz Kwiatkowski imponował szybkością i umiejętnością dryblingu. Niestety przy ataku pozycyjnym Stilonu jego szybkość na niewiele się przydawała, a rywale szybko zaczęli podwajać naszego zawodnika. Kibice Stilonu w Gorzowie nie mieli nawet okazji zobaczyć bramek w wykonaniu Kwiatkowskiego, który wszystkie swoje gole, a było ich pięć, strzelał w meczach wyjazdowych. Gdy Kwiatkowski miał więcej miejsca, mógł się rozpędzić i był bardzo groźny. Tak zdobywał bramki w Zielonej Górze, Zabrzu i Wrocławiu, gdzie rozegrał najlepszy mecz w barwach Stilonu, uzyskując hat-tricka. Szansy nie wykorzystał wracający po kontuzji napastnik Jakub Okuszko, który w swoich piętnastu meczach wiosennych nie zdobył żadnej bramki, choć okazji do ich zdobycia miał sporo. Niewiele lepiej spisał się Jędrzej Drame, który tylko raz cieszył się ze strzelonego gola w Zielonej Górze. Z powodu kontuzji całą rundę opuścił Alan Błajewski, a więcej można było się spodziewać po pomocniku Patryku Bednarskim czy Kacprze Czyżewskim, który tylko raz zagrał wiosną.  Osobno należy przyjrzeć się naszym obcokrajowcom i ich statystykom. Dobry technicznie Ouedraogo przez ponad dwa lata gry w Stilonie rozegrał ledwo kilkanaście pojedynków, w tym tylko dwa mecze w pełnym wymiarze czasowym i uzyskał w nich jedną bramkę. Statystyki mizerne, a najczęściej był kontuzjowany lub chory i nowe władze Stilonu postanowiły się z nim rozstać. Natomiast Japończyk Kakehi niczym szczególnym się nie wyróżnił, był ambitny, walczył, ale w efekcie niewiele wnosił do gry Stilonu. Zagrał tylko kilka spotkań i nie zdobył żadnej bramki, ani też nie zanotował  asysty. Ostatni nasz obcokrajowiec Francuz Aouchet miał prawdziwe wejście smoka, gdyż w swoim debiucie otrzymał kwadrans gry, w którym zachwycił swoimi umiejętnościami i uzyskał dwie bramki. Niestety Francuz w kolejnych meczach już nie zachwycał i zazwyczaj filigranowy zawodnik odbijał się od twardo grających rywali. W obliczu tego, co zaprezentowali zawodnicy zagraniczni, warto sobie zadać pytanie, czy jest sens ich zatrudniania w przyszłości. Wzbudzali oni ciekawość kibiców rywali swoim pochodzeniem, ale już nie umiejętnościami. W kadrach innych zespołów trzeciej ligi trudno znaleźć aż tylu obcokrajowców, co w naszej ekipie, ba jest ich tylko kilku w całej lidze. Na tym poziomie rozgrywkowym roztropniejszym wydaje się, więc stawianie na zawodników z Gorzowa. Być może obcokrajowcy nie mogli przyzwyczaić się do specyfiki funkcjonowania klubu i nie pokazali swoich umiejętności w pełni. Zobaczymy, więc jakie podejście do tematu gry obcokrajowców w Stilonie będą miały nowe władze klubu.

W piętnastu meczach prowadzonych przez trenera Gołubowskiego nasi piłkarze zgromadzili zaledwie dwanaście punktów i tylko raz wygrali przed swoimi kibicami. Jakie więc błędy popełnił trener Gołubowski w przygotowaniach oraz w trakcie rundy wiosennej? Trenerowi zabrakło  dyplomacji oraz trzeźwej oceny sytuacji i mówienie o walce o awans było wyraźnie przesadzone. Tym bardziej, że trener wiedział i widział, jaka jest sytuacja organizacyjna w Stilonie. Szkoleniowiec obiecywał, że „dziurawa” z rundy jesiennej obrona, będzie zupełnie inna i już nie będzie popełniała tylu błędów. Trener zrezygnował z bramkarza Krystiana Paszkowskiego i sprowadził wracającego po poważnej chorobie do futbolu Rudnickiego. Niestety, o czym już wspominaliśmy bramkarz ten nie był mocnym punktem Stilonu, a swój najlepszy mecz rozegrał z rezerwami Miedzi Legnica, gdy nie było już na ławce trenera Gołubowskiego. Ostatecznie straciliśmy więcej bramek niż w rundzie jesiennej, a częste zmiany dokonywane przez trenera w tej formacji nie przynosiły spodziewanego efektu. Po pierwszej porażce z Polkowicami trener przyznał, że źle zestawił pierwszą jedenastkę, a przecież był na to czas w okresie przygotowawczym, gdyż Stilon zagrał ponad dziesięć sparingów przed ligą. Niefortunne były także tłumaczenia trenera o warunkach atmosferycznych, błędach sędziowskich, czy stanie boiska. Po serii porażek opiekun niebiesko-białych zaczął już mówić, że jakieś błędy popełnił, ale cały czas wspominał, że na rozliczenie przyjdzie czas po ostatnim meczu. Kolejne porażki nie poprawiały atmosfery, a żonglowanie składem na nic się zdało. Po kompromitującej porażce z Unią Turza Śląska trener wziął na siebie całą odpowiedzialność za postawę drużyny wiosną, jednak nie podał powodów tak słabej gry swoich piłkarzy. Może jeszcze o tych powodach usłyszymy i dowiemy się, jakie błędy nastąpiły w przygotowaniach. Kibicom nie podobał się także fakt, iż w kadrze znajduje się zbyt wielu piłkarzy z poza Gorzowa i z przeszłością szczecińską, a zbyt mało jest zawodników z Gorzowa i okolic. Na ten argument trener odpowiadał, że takich piłkarzy po prostu nad Wartą brakuje i trzeba na nich jeszcze kilka lat poczekać.

Stilon z nowym zarządem i trenerem ostatecznie uratował się przed spadkiem i patrząc na aspekt sportowy to jedyny plus rundy wiosennej. Niestety, od kilkunastu dni dowiadujemy się o tym jak wyglądało funkcjonowanie klubu w ostatnich miesiącach, a pod znakiem zapytania, z powodu problemów finansowych, stoi udział Stilonu w nadchodzącym sezonie trzecioligowych zmagań. Czy kolejny już raz, w krótkim okresie czasu, zarząd stanie na wysokości zadania i wyprowadzi Stilon na prostą? Liczymy, że tak wreszcie będzie i nie chodzi o awanse, bo na nie możemy poczekać, lecz jedynie, na normalne, transparentne funkcjonowanie klubu, tak abyśmy nie słyszeli już o długach, traktowaniu klubu jak swój prywatny folwark czy bulwersujących informacji o szantażowaniu zawodników czy oszukiwaniu rodziców, których dzieci trenują w Stilonie.

Przemysław Dygas