W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Dalidy, Juliusza, Łucji , 13 grudnia 2018

Siłą Stilonu ma być zespołowość, a znakiem firmowym waleczność

2018-08-09

Rozmowa z Kamilem Michniewiczem, trenerem piłkarzy Stilonu Gorzów

medium_news_header_22464.jpg

- Za nami mecz derbowy pomiędzy Wartą i Stilonem. Jaka jest pana ocena tego spotkania?

- Przed tym pojedynkiem nie wiedzieliśmy tak naprawdę, czego się spodziewać przede wszystkim po sobie, gdyż na grę Warty byliśmy przygotowani. Pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja, że zaczęliśmy przygotowania, później były one przerwane, gdyż tak naprawdę przez pewien czas klub był w zawieszeniu. Następnie wznowiliśmy treningi, ale pojawiły się wątpliwości, w którą stronę pójść z przygotowaniami? Czy w stronę bezpośredniego przygotowania się jedynie do meczu z Wartą czy rozszerzyć całość już pod kątem całej rundy? Większości wydawało się, że będziemy grać na świeżości, a my postawiliśmy na przygotowania pod kątem całej rundy. Stąd zawodnicy Warty w pierwszej połowie byli od nas szybsi, ale dla nas najważniejsze było nie stracenie bramki. W drugiej połowie miało być z każdą minutą lepiej i pod względem motorycznym wyglądaliśmy dobrze. Z punktu jesteśmy zadowoleni, tym bardziej, że my cały czas jesteśmy w okresie przygotowawczym i budowy nowego zespołu.

- Stilon w ostatnich tygodniach przeżywał ogromne problemy organizacyjne, pan jednak cały czas wspominał, że pracuje normalnie i odcina się od spraw pozasportowych. Jak to wyglądało w praktyce?

- O ile sprawy pozaboiskowe były, delikatnie mówiąc, niepoukładane, to zespół był mocno skonsolidowany. Mówię oczywiście o tych piłkarzach, którzy zostali na te dwa ostatnie nasze mecze minionego sezonu. Wzajemnie się wspieraliśmy w szatni i zależało mi na tym żebyśmy byli szczerzy. Powiedziałem zawodnikom, że robimy robotę przez te dwa tygodnie, utrzymajmy się w trzeciej lidze i wtedy będzie nam łatwiej o cokolwiek. Mogliśmy zrobić coś fajnego i wybrnąć z tej trudnej sytuacji. Takie podejście dało efekt i cel utrzymania został zrealizowany.

- Pomysł na Stilon w nadchodzącym sezonie to oparcie zespołu na czwórce doświadczonych piłkarzy, takich jak Maliszewski, Świtaj, Skrzyński i Kaczmarczyk, oraz wsparcie ich młodymi graczami?

- Jest to fundament i cieszę się, że ci chłopcy zostali i chcą pomóc. Nie oszukujmy się, mamy bardzo młody zespół, oparty na drużynie juniorskiej. Uwarunkowane to jest naszą sytuacją organizacyjną i finansową. Zarząd pracuje nad tym, aby to wszystko uporządkować. Jeśli tu faktycznie ma być mocny Stilon, to mocnego Stilonu nie zbuduje się na kredyt. To tak samo jak ze zbudowaniem zespołu. Ja mogę sobie zażyczyć czterech doświadczonych graczy, ale oni będą tu tylko do momentu, gdy będą pieniądze. Ci chłopcy, których teraz mamy są bardzo młodzi, chcą grać dla Stilonu, chcą się poświęcić i to jest fundament pod budowę nowej drużyny. To będzie piekielny trudny sezon, zwłaszcza runda jesienna i nie boję się tego powiedzieć.

- Piłkarze Stilonu nie trenowali przez tydzień, prędzej czy później to się odbije na postawie drużyny w trakcie jesiennej rundy. Tym bardziej, że takich problemów trzecioligowi rywale nie mieli. Jak więc zminimalizować ten kłopot, aby nie było to zbyt odczuwalne?

- Skończyliśmy w połowie lipca fazę przygotowania ogólnego, skupionego na wytrzymałości oraz na sile. Wchodząc natomiast w wytrzymałość szybkościową nastąpiła ta przerwa i wszystko się ucięło. My nie odpuściliśmy tego tygodnia, lecz przesunęliśmy pracę na kolejne dwa tygodnie, wplatając ją w rytm meczowy, gdzie tak naprawdę nie powinno się tego robić w mikrocyklu startowym. Jednak odpuszczając ten tydzień mielibyśmy problemy przez całą rundę i myślę, że w ciągu dwóch, trzech tygodni złapiemy swój rytm stabilności. Choć mówię jednak, że to anormalna sytuacja i ona może się w którymś momencie na nas odbić. Przypomnę tylko, że mamy praktycznie całkiem nowy zespół, gdyż opuściło nas w sumie aż szesnastu zawodników. Wierzę jednak, że tak nie będzie. Jesteśmy świadomi, kiedy to może być zaburzone i będziemy to korygować.

- Jaki był pana wpływ na decyzję Jacka Skrzyńskiego o powrocie do bramki po długiej przerwie?

- To była Jacka decyzja, ale ja oczywiście chciałem, aby wrócił do bramki. To jest bardzo doświadczony bramkarz, nie grał dużo czasu, ale musi się wdrożyć w rytm meczowy i z tego sobie zdajemy wszyscy sprawę. Dla nas jego powrót to duża wartość dodana, grał tu wiele lat, patrzy na boisko już okiem trenerskim. Energicznie też dyryguje kolegami z zespołu, a tego nam ostatnio brakowało. Wyleczył kontuzje, przygotowywał się długo, zajął się treningiem motorycznym, ma świadomość, jako trener, nad czym musi pracować dodatkowo. Myślę, że będzie naszym mocnym punktem.

- W sparingach oraz w meczu z Wartą w obronie widzieliśmy Jędrzeja Drame. Skąd ten pomysł, aby przesunąć go z ataku do defensywy?

- Zostaliśmy po sezonie tylko z jednym stoperem Kaczmarczykiem, a Jędrek to zawodnik grający kiedyś w defensywie w juniorach. W mojej opinii ma predyspozycje, by być klasowym środkowym obrońcą. Bardzo dobrze gra głową, jest dobry w odbiorze, czyta grę, a przy stałych fragmentach dla nas ma iść do przodu i zaspakajać swój głód zdobywania bramek. Zresztą z Wartą mógł już zdobyć przewrotką gola. Będą oczywiście trudne momenty i przytrafią mu się błędy, bo tak się nie da, bo to jednak jest duża zmiana dla niego.

- Stilon beznadziejnie prezentował się wiosną w defensywie. Czy gra w obronie ulegnie w nowym sezonie znaczącej poprawie?

- Pracujemy nad tym bardzo dużo i pewne założenia realizujemy, aby nie tracić głupich bramek. Wszyscy wiedzą jak mają kryć przy stałych fragmentach gry dla przeciwnika czy w ataku pozycyjnym, zwracamy uwagę na wiele szczegółów.

- Stale doskonali pan swój warsztat trenerski, publikuje pan swoje treningi w prasie specjalistycznej, był pan już na stażach trenerskich w Niemczech, Portugalii, Holandii, a ostatnio w Chorwacji. Można tą wiedzę z wyjazdów przenieść na grunt gorzowski?

- Z każdego wyjazdu można coś przenieść, warto się choćby przekonać, że jednak tu pracujemy dobrze i są to te same standardy pod względem struktury treningu, obciążeń treningowych. Dla mnie liczy się to, aby zobaczyć jak się trenuje w topowych klubach Europy, jak to wygląda od środka. Staram się czerpać z każdego wyjazdu jak najwięcej. Różni nas oczywiście baza treningowa, chociaż w Chorwacji infrastruktura sportowa najlepsza akurat nie jest.

- Sporo jest nowych zawodników w kadrze Stilonu, a zwłaszcza tych młodych. Który z nich może wkrótce odgrywać decydującą rolę w zespole?

- Jest kilku fajnych chłopaków, którzy do nas przyszli i mogą być ważnym ogniwem drużyny. Myślę jednak, że naszą siłą ma być zespół i to nie będzie drużyna złożona z gwiazd, to będzie zespół, który ma walczyć w każdym meczu. Nie mówię, że zawsze o trzy punkty, bo może się różnie wydarzyć. Zespołowość to ma być nasza siła i będziemy starać się wydzierać jak najwięcej punktów. Każdy zdobyty punkt da nam w tej lidze więcej pewności. Nadal jesteśmy w budowie, może być jeszcze dużo zmian w składzie. Zimą będziemy mieli więcej czasu na zgranie, ten zespół będzie bardziej doświadczony i będziemy mieli lepszy obraz tego niż teraz.

- Kiedy do gry wróci kontuzjowany od pół roku Alan Błajewski oraz Damian Pawłowski, który nabawił się urazu na początku lipca?

- Czekamy, gdyż w przyszłym tygodniu mają się odbyć konsultacje lekarskie i bardzo bym chciał, aby jak najszybciej do nas dołączyli.

- Czy faktycznie piłkarze Stilonu mają teraz spokojne głowy i mogą się skupić tylko na piłce?

- Sytuacja jest unormowana, wszystko się uspokoiło, zarząd robi, co może by zapewnić nam dobre warunki do pracy. Zawodnicy mają podpisane umowy, wszystko jest na papierze. To, co najgorsze, myślę jest już za Stilonem, a naszym zadaniem teraz walczyć na boisku.

- W Rzepinie, gdzie pan ostatnio trenował, też była trudna sytuacja, gdy Ilanka występowała w trzeciej lidze. Można to jakoś porównać z tym, co pan zastał w Gorzowie?

- Do pewnego momentu można. W Rzepinie był taki sezon, że zaczęliśmy przygotowania w lipcu z trójką zawodników, budowaliśmy zespół od zera, szukaliśmy piłkarzy w niższych ligach. Skazywali nas wtedy wszyscy na pożarcie, start mieliśmy fatalny, a zespół dopiero odpalił pod koniec rundy, gdy wygraliśmy pięć spotkań z rzędu. Przepracowaliśmy spokojnie zimę i na koniec rozgrywek byliśmy wysoko w tabeli. Dlatego wiem, czego się spodziewać w trudnych sytuacjach. Śmiałem się ostatnio, bo to moje czwarte lub piąte podejście do Stilonu i zawsze coś przeszkadzało, aby tu pracować, a teraz przyszedłem chyba w najtrudniejszym momencie. Jednak cieszę się z tego zadania w Stilonie, gdyż lubię wyzwania.

- Z Rzepina na boiska ekstraklasy trafili między innymi tacy zawodnicy jak Warcholak czy Sylwestrzak. Miał pan w tym jakiś udział?

- Jeżeli chodzi o Kamila Sylwestrzaka to grał u nas w trzeciej lidze, gdy byłem już asystentem trenera. Jego brat Radek, który teraz gra w Widzewie, szlify seniorskie zbierał już u mnie. Natomiast Warcholak przyszedł do nas ze Słubic, a był taki moment w Rzepinie, że przestawiłem go z pozycji bocznego obrońcy na bocznego pomocnika, gdzie zdobył w jednej rundzie aż szesnaście bramek. Była taka chwila, że poszedł do góry i jakąś tam cegiełkę w tym miałem. Do dziś mam z nimi dobry kontakt i cieszę się z ich występów na szczeblu centralnym.

- Jest pan również w sztabie trenerskim polskiej kadry amfutbol, czyli piłki nożnej dla osób po jednostronnej amputacji kończyny. Czym dokładnie się tam pan zajmuje i od kiedy?

- Nieoficjalnie pracowałem od poprzedniego roku na mistrzostwach Europy, gdzie zdobyliśmy trzecie miejsce. Oficjalnie natomiast od tego roku. Odpowiadam tam za analizę gry przeciwników, moja praca jest czasochłonna, ale jej charakter pozwala mi to robić w miejscu dowolnym, a trener Marek Dragosz się na to zgadza. To jest zresztą mój mentor i to dzięki niemu mam możliwość odbywania stażów w europejskich klubach. To właśnie on mi zaproponował, abym był analitykiem w kadrze. Jesienią reprezentacja jedzie na mistrzostwa świata do Meksyku, a tam będziemy grać w grupie z Japonią, Kostaryką, Kolumbią.

- Czyli nie będzie pana ze Stilonem przez kilka tygodni?

- Nie pojadę, będę przy klubie, materiał dla kadry opracuję znacznie wcześniej. Na dziś różne sytuacje mogą się wydarzyć, być może, gdy Stilon odpali i zdobędziemy sporo punktów, to te trzy ostatnie kolejki mój sztab będzie pracował z zawodnikami. Jak będzie ciężko to zostaję, bo nawet głupio byłoby mi jechać. Już teraz jak byłem na stażu to się głupio czułem, chociaż nic byśmy nie zrobili, gdyż treningów nie było. Dodam też, że mój ostatni wyjazd do Chorwacji był zaplanowany pół roku wcześniej, a chłopcy mieli zaplanowaną każdą jednostkę treningową, podczas mojej nieobecności. O tym, że jest trudna sytuacja w klubie, że mamy nie grać w trzeciej lidze i zawodnicy nie trenują przez te kilka dni, dowiedziałem się już na miejscu w Splicie.

- Utrzymanie Stilonu w trzeciej lidze to zadanie realne?

- Oczywiście. Jakbyśmy nie wierzyli w utrzymanie to moglibyśmy nawet nie wychodzić na boisko. To jest sport, tutaj poza doświadczeniem ligowym, warunkami do pracy czy sytuacją finansową klubu, liczy się przede wszystkim determinacja, umiejętności i ciężka, mądrze zaplanowana praca. Umiejętności ten zespół ma, ciężko pracujemy każdego dnia i jesteśmy mocno zdeterminowani by się w tej trzeciej lidze utrzymać. Przy wsparciu kibiców jest to cel jak najbardziej do zrealizowania.

Rozmawiał: Przemysław Dygas