W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Biny, Damazego, Waldemara , 11 grudnia 2018

Nie byli chłopcami do bicia, ale też nie zachwycili

2018-12-04

Podsumowanie rundy jesiennej naszych piłkarskich zespołów w trzeciej lidze zaczynamy od Warty.

medium_news_header_23445.jpg

Granatowo-bordowi zdecydowanie wygrali czwartą ligę lubuską i po raz pierwszy w XXI wieku znaleźli się w gronie trzecioligowców. Przed startem trzeciej ligi kadra Warty została wzmocniona kilkoma piłkarzami, dla których ten szczebel rozgrywek nie był nowością. Mowa tu m.in. o Pawle Posmyku, Filipie Wiśniewskim czy Mariuszu Kaczmarczyku, a jeszcze przed startem ligi do zespołu dołączył młody bramkarz Kacper Majchrowski, który rozegrał sporo spotkań w drugoligowym klubie z Kluczborka. Dodatkowo warciarze przed rozpoczęciem rozgrywek przygotowywali się na obozie i mierzyli się w sparingach z rywalami z wyższych lig. Trener Mateusz Konefał zapowiadał, iż jego piłkarze nie będą w trzeciej lidze chłopcami do bicia i przekonywał, że w trzecioligowej stawce, decydujące jest przede wszystkim przygotowanie fizyczne. Tym, czym mogli się denerwować warciarze, był jedynie fakt, że pierwsze mecze domowe mieli oni rozgrywać na stadionie przy Olimpijskiej, a nie na własnym boisku przy Krasińskiego.

Początek sezonu w wykonaniu piłkarzy trenera Konefała nie był najgorszy, a warciarze po trzech meczach mieli 4 punkty i zdobyli je na boisku, na którym, na co dzień występuje Stilon. Niestety to, co najgorsze dla Warty w tej rundzie zaczęło się od pierwszego meczu na własnym stadionie, gdy do Gorzowa przyjechały rezerwy Górnika Zabrze i pokonały nasz zespół. W tym spotkaniu piłkarze beniaminka nie wykorzystali rzutu karnego, a sami jedną z bramek stracili po jedenastce, a na domiar złego czerwoną kartkę za bezmyślny faul ujrzał Dawid Ufir. Od tego pojedynku, przez wiele kolejek, warciarze nie potrafili wygrać ani na własnym podwórku, jak i w delegacji. Szkoda przede wszystkim straty punktów u siebie ze słabą Lechią Dzierżoniów czy w meczu z Ruchem Radzionków. Dało się już wówczas zaobserwować, że warciarze kompletnie nie radzili sobie w meczach wyjazdowych, a i własne boisko nie było żadnym atutem. Gra opierała się na doświadczonym i skutecznym Posmyku, który jednak zazwyczaj był osamotniony w ataku i nawet, jeśli opanował piłkę oraz przepchnął obrońców, to nie miał do kogo zagrać. Marnym pocieszeniem był fakt, że porażki nie były wysokie, zazwyczaj jedną bramką oraz słowa trenerów przeciwników o dobrej grze piłkarzy beniaminka.

Warta usadowiła się w dolnych rejonach tabeli i brakowało wówczas powodów do optymizmu. Światełkiem w tunelu było niespodziewane zwycięstwo w Kluczborku, gdzie w dodatku Warta przez niemal całe spotkanie występowała z jednym zawodnikiem mniej po czerwonej kartce Dawida Sadowskiego. Po tym spotkaniu Warta wróciła jednak na utarty szlak porażek, choć blisko niespodzianki warciarze byli w meczu ze Ślęzą Wrocław. W tym pojedynku nasi zawodnicy dwa razy po stałych fragmentach zaskoczyli wicelidera z Wrocławia i trzeba przyznać, że kilka pomysłów na ich rozegranie mogło się podobać. Niestety warciarze także tracili gole po stałych fragmentach, w tym również po rzutach karnych zwłaszcza w pierwszych meczach. Obraz słabej rundy przysłoniły dwa ostatnie zwycięstwa i można żałować, że piłkarska jesień się zakończyła, gdyż warciarze budowali serię wygranych. Pierwsze i jedyne zwycięstwo na stadionie przy Krasińskiego, piłkarze trenera Konefała odnieśli dopiero w meczu z Gwarkiem, co uzmysławia jak wiele punktów zostało w Gorzowie straconych. Zawodnicy Warty zdobyli w siedemnastu meczach 16 punktów, na które złożyły się cztery zwycięstwa oraz cztery remisy.

Nasi piłkarze uzyskali najmniej bramek ze wszystkich drużyn w lidze, gdyż tylko 15, w tym tylko 5 w meczach wyjazdowych. Najskuteczniejsi byli Paweł Posmyk, który strzelił 5 bramek oraz Dominik Zakrzewski, który 3 razy trafił do siatki przeciwników. Warciarze stracili natomiast 26 bramek i w porównaniu z sąsiadami w tabeli wynik ten nie jest zły, a dodajmy, iż połowa drużyn w lidze straciła ich więcej niż gorzowianie. Bilans ten byłby jeszcze lepszy, ale raz beniaminek doznał wysokiej porażki, a miało to miejsce w Gorzowie w pojedynku z Zagłębiem II Lubin, które wygrało wówczas 4:0.

Jakie pozytywy w postawie beniaminka dało się zauważyć w minionej rundzie? Z pewnością rozgrywanie stałych fragmentów gry było tym elementem, który pozwolił warciarzom uzyskać kilka bramek. Można było spostrzec, że były one szczególnie szlifowane na treningach i należy jedynie żałować, że po niektórych pomysłowych i sprytnych rozegraniach rzutów wolnych, będący z piłką przed bramkarzem rywala, zawodnicy Warty nie wykorzystali momentu zaskoczenia. Tak było chociażby w meczu z liderem z Polkowic, gdy bramkę kontaktową mógł uzyskać Posmyk czy w meczu z Gwarkiem, gdy bliskiego powodzenia był Damian Szałas. Odnotować należy poprawne także operowanie piłką i wymianę wielu podań między zawodnikami, co sprawiało wrażenia, iż warciarze potrafią zmusić przeciwnika do biegania i mają optyczną przewagę. Niestety w wielu przypadkach była to sztuka dla sztuki i długie rozgrywanie piłki kończyło się stratą lub przeciwnik, szczelnie ustawiony przed polem karnym, na niewiele piłkarzom beniaminka pozwalał.

O tym, że w drużynie jest potencjał, który pozwala wierzyć w powodzenie misji utrzymania się w trzeciej lidze, świadczy ostatni mecz z Gwarkiem Tarnowskie Góry, który przecież znajduje się w czołówce ligi. W tym meczu granatowo-bordowi przeprowadzili wiele ciekawych akcji, zdobyli bramkę po wzorowym rozegraniu piłki oraz stworzyli kilka sytuacji podbramkowych, a goście z Górnego Śląska nie potrafili zupełnie zagrozić gorzowianom. Należałoby jeszcze wrócić do jednego momentu z rundy jesiennej, który trener Konefał powinien często pokazywać swoim piłkarzom na odprawach przedmeczowych, aby podbudować ich psychicznie i udowodnić, że stać ich na wiele. Chodzi mianowicie o akcję jego zawodników w meczu z liderem z Polkowic, gdy aż po jedenastu podaniach na jeden lub dwa kontakty i dośrodkowaniu ze skrzydła piękną akcję na bramkę zamienił Posmyk. Szkoda jedynie, że takich momentów było bardzo mało w wykonaniu beniaminka. Na plus należy zaliczyć również przygotowanie fizyczne, gdyż warciarze nie oddychali rękawami w końcówkach spotkań, a i koniec rundy mieli bardzo dobry. Do tego młody trener Warty nie obawiał się korzystać, szerzej niż nakazuje to regulamin, z usług młodzieżowców, a swoje minuty otrzymywali Patryk Grzywaczewski, Łukasz Kopeć, Dawid Sadowski czy Adrian Paradowski.

W czym natomiast warciarze szczególnie zawodzili? Mowa już była o tym, iż defensywa kilka razy dała się zaskoczyć po rzutach rożnych czy wolnych, a moment zagapienia się w polu karnym decydował o porażce. Tak było przykładowo w starciu z Agroplonem Głuszyna, Górnikiem II Zabrze czy ze Ślęzą Wrocław. Kilka bramek na swoim sumieniu mają nasi bramkarze, aczkolwiek pozytywnie należy ocenić w przekroju całej rundy postawę Witalija Czyżykowa, który poza fatalnym błędem w Polkowicach spisywał się poprawnie, aczkolwiek jego gra na przedpolu wymaga znacznej poprawie. Niewiele grał natomiast drugi bramkarz Kacper Majchrowski, a jeśli już wystąpił, to nie był zbyt pewnym punktem drużyny, jak chociażby w meczu z Piastem Żmigród czy Zagłębiem II Lubin. Warciarzom kilka razy w polu karnym zabrakło koncentracji i stąd rzuty karne po zagraniach ręką, kilku zawodników także „zagotowało” się w trakcie meczu i otrzymało czerwone kartki. Niektórym zaś graczom zabrakło piłkarskiego cwaniactwa i doświadczenia na tym poziomie, a przeciwnik wykorzystywał brak zastawienia czy lekkie odepchnięcie w polu karnym. W tym przypadku można mówić o tzw. frycowym, z czym do końca nie zgadzał się w trakcie rundy opiekun Warty.

Sporo do życzenia przedstawiały również skrzydła naszej drużyny, a rywale przedostawali się pod bramkę Warty często właśnie bocznymi sektorami. Inną kwestią jest to, że właśnie tam zazwyczaj ustawiani byli mało doświadczeni młodzieżowcy. I najważniejszy mankament naszej drużyny to brak skuteczności i zbyt mało stworzonych sobie sytuacji do ich zdobycia. Ciężar zdobywania bramek w pierwszej części rundy wziął na siebie Posmyk, a trener wręcz mówił o tym, iż jesteśmy „posmykozależni”. Niestety w pewnym momencie nasz doświadczony snajper przestał strzelać, co było również spowodowane pieczołowitą opieką obrońców. Trzon zespołu oprócz doświadczonego Posmyka, opierał się na postawie Damiana Szałasa. Kapitan trzymał poziom i w wielu meczach zaprezentował się bardzo dobrze oraz dyrygował poczynaniami zespołu, a nawet w trakcie meczu domagał się od trenera Konefała, by ten stale przy linii autowej udzielał wskazówek drużynie. Ci, którzy wnikliwie śledzą gorzowską piłkę wiedza o tym, iż Szałas posiada wysokie umiejętności techniczne, potrafi się zastawić, minąć rywala zwodem, zagrać prostopadłą piłkę do napastnika lub skrzydłowego oraz celnie dośrodkować. Do tego umie odnaleźć się w polu karnym i zdobyć bramkę strzałem głową po rzucie rożnym. Jego grę w rozmowie z naszym portalem chwalił m.in. trener Ślęzy Grzegorz Kowalski, który dekadę temu opiekował się Damianem w barwach GKP. Szałas nie odstawał również w defensywie, choć zdarzało mu się, iż przesadzał z faulami, czego efektem sporo kartek i przymusowa pauza w jednym ze spotkań.

Z dobrej strony pokazali się etatowi młodzieżowcy Dominik Zakrzewski oraz Mateusz Duchowski. Ich postawa została nawet dostrzeżona przez skautów Górnika Zabrze, gdyż obaj niedawno otrzymali zaproszenie na testy do klubu z Górnego Śląska. Duchowski dobrze panuje nad piłką, często potrafił po zagraniu na jeden kontakt, zazwyczaj z Szałasem, wyprowadzić w pole przeciwnika. To, do czego można się przyczepić w grze naszego młodzieżowca to fakt, iż zbyt długo holuje piłkę, nadużywa dryblingów i nie zagrywa szybciej do kolegów. Cały czas musi nad sobą pracować inny młodzieżowiec Dawid Ufir, który jest zdecydowanie najszybszym piłkarzem Warty. Wykorzystywał on swoje walory i często uciekał rywalom na skrzydle, robiąc przewagę liczebną, lecz potem wszystko niweczył fatalnym zagraniem. W dodatku mimo kilku okazji bramkowych nie zdołał ani razu pokonać bramkarza przeciwnika. W ostatnim meczu z Gwarkiem zrobił akurat to, co powinien czynić o wiele częściej, czyli asystował przy zwycięskiej bramce. Solidną rundę zaliczyli Filip Wiśniewski i Mariusz Kaczmarczyk, którzy grali ambitnie, zdecydowanie, ostro i wiele dawali beniaminkowie przede wszystkim w defensywie. Często uderzali z dystansu i kilka razy byli bliscy powodzenia. Po ich grze widać, iż mieli już z tym poziomem ligowym do czynienia, co udowadnia, że ich angaż przed startem ligi był dobrym pomysłem.

Warto jeszcze pochwalić Łukasza Żeliszewskiego, który strzelił dwie bramki po stałych fragmentach gry i długo po Pawle Posmyku był najskuteczniejszym zawodnikiem w kadrze Warty. Świetną końcówkę rundy miał Dominik Siwiński, który imponował agresywnością i walecznością, choć długo musieliśmy na taką postawę czekać, gdyż jego pierwsze mecze nie były tak dobre. Rozczarował natomiast Bartosz Nowak, który strzelał bramki jak na zawołanie w Warcie Międzychód, lecz dla warciarzy z Gorzowa nie zdobył żadnej bramki mimo wielu występów.

Jak więc rysują się szanse Warty na utrzymanie w gronie trzecioligowców? Na korzyść Warty będzie przemawiało doświadczenie, które uzyskali piłkarze w pierwszej rundzie, gdyż dla wielu z nich było to pierwsze zetknięcie na tym poziomie. Bezspornie potrzebny jest jednak zawodnik, który wzmocni ofensywę Warty, która jak wspominaliśmy była najsłabsza w tej rundzie z wszystkich drużyn. Nie ulega wątpliwości, iż piłkarze trenera Konefała muszą strzelać o wiele więcej bramek w rundzie wiosennej niż jesienią, aby myśleć o utrzymaniu. Oczywiście przy jednoczesnym zachowaniu poprawnej, jak na warunki trzecioligowej stawki, gry w defensywie. Opiekun Warty już zaczął przygotowania do rundy rewanżowej, testuje nowych zawodników z niektórymi się pożegnał. Co więcej przedstawił już nawet harmonogram sparingów na zimowe miesiące.

- Musimy ciężko pracować, gdyż odpowiednie przygotowanie do wiosny to podstawa do tego by się utrzymać i nie szukać usprawiedliwień na terminarz, boisko czy przeciwnika – powiedział trener beniaminka

 Miejmy nadzieję, że Warta, cytując trenera Konefała, podłączona pod respirator udaną końcówką ligi, będzie oddychać w rundzie wiosennej pełną piersią i zdoła się w niej utrzymać. 

Przemysław Dygas

Fot. Robert Borowy