W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Laury, Leszka, Marcjana , 17 czerwca 2019

Historię i barwy klubu trzeba szanować

2019-03-22

Rozmowa z Leszkiem Janowiakiem, byłym zawodnikiem, trenerem oraz prezesem Warty Gorzów

medium_news_header_24317.jpg

- Od dłuższego czasu apeluje pan do lokalnych mediów, aby wobec piłkarzy Warty Gorzów nie używać zwrotu granatowo-bordowi. Dlaczego?

- Dlatego, że jest to nazwa nieprawidłowa, która wprowadza w błąd i jest niezgodna z historią klubu. Dziennikarze powinni pisać bordowo-granatowi. Tak było zawsze, posiadam stare dokumenty, odznaki, wzory pism, wzór sztandaru, czy zdjęcia i nie ma mowy o barwach takich jak są dziś cytowane w mediach. Niech pan nawet spojrzy na herb czy odznakę klubu, gdzie widać, że najpierw jest kolor bordowy. Trzeba szanować historię, barwy i tradycję klubu oraz byłych zawodników.

- Jednak oficjalna strona Warty nazywa swoich piłkarzy granatowo-bordowymi.

- Czyli, powtórzę, jest to złe określenie Jedyna poprawna historyczna nazwa nawiązująca do tradycji to bordowo-granatowi. Podejrzewam, że nowa władza po reaktywacji klubu wzięła te obecne używane barwy od Pogoni Szczecin, bo oni mają granatowo-bordowe. Dzwonią do mnie koledzy, którzy kiedyś grali w Warcie i mówią Leszek zrób coś z tym, bo tak nie może być, aby w ten sposób barwy klubu były przeinaczone. Dodam, że Warta kiedyś to był prawdziwie rodzinny i środowiskowy klub, szanowany przez kibiców.

- Rozmawiał pan na temat barw klubowych z obecnymi włodarzami Warty?

- Nie mamy kontaktu, ale też od razu chcę dodać, że ja nie chcę mieszać czy jakoś na nich nadawać i że to jakiś atak. Dzwonię do gorzowskich mediów, aby używano po prostu odpowiedniego sformułowania dla klubu, w którym spędziłem całe życie.

- Wspomniał pan, że Warta to był rodzinny klub. Może pan ten wątek rozwinąć?

- My starzy warciarze nadal się spotykamy i wspominamy stare dzieje. Powiem panu, że jak jest dobra pogoda, to przyprowadzam na mecze starszego warciarza, który ma 89 lat. Jest to samotny pan, jeden z pięciu braci Piaskowskich, którzy kiedyś reprezentowali Wartę. W naszej Warcie występowało rodzeństwo Świętków, bracia Wiśniewscy, rodzina Kulczyckich, czy wspomnianych pięciu braci Piaskowskich i wiele innych sportowych rodzin. Były czasy, że na mecze trzeciej ligi przychodziło ponad trzy tysiące kibiców. Mieliśmy mnóstwo sekcji, że wymienię kilka, oprócz piłki nożnej, była piłka ręczna, siatkówka, kolarstwo, lekka atletyka, tenis ziemny i stołowy, szermierka, boks, badminton, a nawet podnoszenie ciężarów. Każdy kibicował swoim rodzinom, koleżankom czy kolegom.  Klub cieszył się szacunkiem, a do tego występowali tu przede wszystkim miejscowi zawodnicy. Bieda była ogromna, ale atmosfera była bardzo rodzinna. Proszę pamiętać, że legenda gorzowskiego futbolu Liwiusz Sieradzki także przez wiele lat reprezentował barwy Warty zanim przeszedł do Stilonu.

- Jest pan symbolem starej Warty. Proszę przypomnieć swoje role w klubie.

- Przyszedłem do klubu w roku 1968, gdy z niego odchodził właśnie Liwiusz Sieradzki. Do 1987 roku byłem zawodnikiem Warty, przez osiem lat byłem kapitanem zespołu, dwanaście lat trenerem, dziesięć lat prezesem. Całe życie związany byłem z Wartą, długo by opowiadać.

- Rozumiem, że nadal pan kibicuje  piłkarzom Warty? i

- Oczywiście, cieszę się, że klub jest w trzeciej lidze i jak tylko mogę, to pojawiam się na meczach oraz wierzę, że bordowo-granatowi utrzymają się w trzeciej lidze.

Przemysław Dygas