W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Belii, Ludwika, Luizy , 25 sierpnia 2019

Czas na kolejny krok do przodu, czyli awans

2019-05-14

Rozmowa z Oskarem Serpiną, piłkarzem ręcznym Stali Gorzów oraz radnym miasta

medium_news_header_24799.jpg Fot. Iwona Krzywulska Oskar Serpina

- Z powodu kontuzji mało grałeś w niedawno zakończonym sezonie. Jak w takim razie oceniasz występy swoich kolegów z drużyny?

- Sezon uważam za bardzo udany, po raz kolejny pokazujemy, że jesteśmy topową drużyną tej ligi. Trzeci raz w ciągu trzech lat jesteśmy na podium, więc to pokazuje naszą siłę. Chcemy zrobić teraz ten kolejny krok do przodu i jesteśmy na to przygotowani.

- Co się konkretnie kryje pod stwierdzeniem, że chcemy zrobić kolejny krok do przodu?

- Oczywiście awans do superligi, do tego wszyscy dążymy i naszą grupę łączy jeden cel, czyli awans do najwyższej klasy rozgrywkowej.

- Nawet bez nowej hali?

- My się skupiamy na aspekcie sportowym i chcemy wygrać najpierw ligę, a co będzie dalej to pokaże przyszłość.

- Słyszymy jednak, że drużynę opuszczą niektórzy zawodnicy, o kogo konkretnie chodzi?

- Generalnie od nas mało kto chce odchodzić, gdyż tworzymy zgraną grupę i dobrze się razem czujemy. Jednak z tego, co wiem to Adrian Turkowski na pewno odejdzie do superligi oraz Krystian Maćkowski ze względów osobistych.

- Kontuzja wykluczyła Cię praktycznie z całego sezonu, czy możesz powiedzieć, że wszystko już z Twoim zdrowiem w porządku?

- Od początku, jak doznałem kontuzji, miałem świadomość, że zajmie mi dużo czasu rekonwalescencja, takiego typu był to uraz. Wiedziałem również, że do końca sezonu nie zdążę powrócić na parkiet. Robię duże kroki do przodu, pracowałem długo oraz rzetelnie i już myślami jestem przy nowym sezonie. Nie ukrywam, że patrzenie z boku na kolegów było dla mnie trudne. Wiadomo, że po to trenujemy, aby rywalizować i spełniać swoje cele i marzenia, a mnie serce bolało, że nie mogłem występować oraz pomagać drużynie.

- Kontuzja sprawiła, że występowałeś często, jako komentator spotkań Stali dla klubowych mediów. Jak się w tej roli odnalazłeś?

- To tak dla urozmaicenia kibicom i dla mnie. Przyznam, że dobrze się czułem w tej roli, było sporo emocji przy komentowaniu, ale tak jak mówię, chciałbym jednak występować już na parkiecie.

- Częściej miałeś powody do chwalenia kolegów niż do krytyki ich gry?

- Ja nie krytykowałem, to nie moja rola, od tego jest trener, ja jedynie oceniałem sytuacje i wyciągałem plusy z gry kolegów.

- Ostatnio to nie jedyna Twoja nowa rola, albowiem od kilku miesięcy zasiadasz w Radzie Miasta. Jakie masz wrażenia ze sprawowania mandatu radnego?

- Czuję się spełniony i zmotywowany, że zasiadam w Radzie Miasta. Praca radnego to misja i ogromne wyzwanie, które daje wiele możliwości działania, w tym dla mojej dyscypliny oraz dla sportu gorzowskiego. Jest to dla mnie nowy bodziec napędowy do pracy na rzecz mieszkańców?

- Wśród radnych mamy obecnych i byłych sportowców. Wydaje się więc, że przynajmniej w sprawach sportu powinna być zgoda, czy może jednak górę biorą animozje partyjne?

- Jestem dopiero od listopada ubiegłego roku radnym, ale zauważyłem, że jak mamy wspólny cel, to wszyscy mówimy tym samym głosem i dążymy do realizacji danego zadania. Efekty tego, również w sprawach sportu, będą niedługo widoczne.

Przemysław Dygas  

Fot. Iwona Krzywulska i Marcin Szarejko