W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Bianki, Borysa, Wawrzyńca , 10 sierpnia 2020

Ministranci mieli być chłopcami do bicia

2020-02-10

Rozmowa z Krzysztofem Gołębiowskim, prezesem Parafialnego Uczniowskiego Klubu Sportowego Maksymilian Gorzów

medium_news_header_26904.jpg

- Impulsem do założenia klubu było kościelne kazanie?

- Można tak powiedzieć. Kiedyś na mszy ksiądz wikariusz Piotr Seklecki na kazaniu chwalił się, że grał w młodości w piłkę i był nawet w kadrze województwa lubuskiego. Stwierdził, że dobrze by było, aby taki klub dla młodych chłopców w tym dla ministrantów powstał przy parafii. Podszedłem do księdza po mszy i mówię, że można taki klub założyć. Ksiądz Seklecki krótko odpowiedział „wchodzę w to” i umówił mnie z księdzem proboszczem Ryszardem Przewłockim, który jak się okazało był fanem sportu i dał nam zielone światło na założenie klubu, a był to rok 2007. Postanowiliśmy, że od patrona parafii św. Maksymiliana klub będzie się nazywał Maksymilian.

- Z pewnością miał pan na początku wiele pytań od rywali, skąd właśnie nazwa Maksymilian?

- Tak było, a traktowano nas lekceważąco, mówiono, że przyjechali ministranci, bo tak potocznie nas nazywano, to łatwo z nimi wygramy i wyjadą z bagażem kilku bramek. Mieliśmy być chłopcami do bicia. Przez pierwsze dwa, trzy lata owszem przegrywaliśmy, lecz potem to my byliśmy górą i traktowano nas już serio, a na pojedynki z Maksymilianem przeciwnik się dodatkowo mobilizował. Dotarliśmy do Centralnej Ligi Juniorów, zdobywaliśmy mistrzostwo województwa trampkarzy czy wicemistrzostwo juniorów.

- Klub istnieje już ponad dekadę, jak zmieniała się baza treningowa na przestrzeni tych lat?

- Baza wyglądała nieciekawie, zresztą do dziś borykamy się z wieloma problemami, takimi jak choćby brak odpowiedniej szatni czy natrysków. Cały czas jesteśmy na popularnej Kukule, gdzie zaczynaliśmy na boisku piaskowym, na którym trenowaliśmy wiele lat. Pamiętam wtedy, że wiele osób się naśmiewało mówiąc, co to za warunki do trenowania. Okazuje się, że takie boisko w niczym nam nie przeszkadzało, gdyż mieliśmy świetne wyniki. Proszę sobie wyobrazić, że w latach 2013 -2015 mieliśmy czternastu zawodników w kadrze województwa, a trenowaliśmy cały czas na piasku, a mówiąc po śląsku na tzw. hasioku. Załatwiliśmy z rodzicami szynę taką, jaka jest na żużlu, a po kilku treningach ciągnik wyrównywał boisko. Kilka lat temu, dzięki staraniom klubu i rodziców udało się uzyskać dotację od miasta i mamy na Kukule boisko trawiaste. Największa naszą bolączką jest brak szatni, gdyż zawodnicy przebierają się w kontenerze, który jest tak naprawdę magazynem.

- Ilu zawodników trenuje w klubie?

- Mamy 150 zawodników, którzy trenują pod okiem ośmiu trenerów. Spoza parafii jest około 20 procent młodych piłkarzy. Dodam jeszcze, że my nigdy nie będziemy taką akademią, jak Stilon czy Warta. Naszym celem było i jest przygarnięcie mniej zdolnych zawodników, którzy mogą się u nas spokojnie rozwijać, gdzie nie ma presji sukcesu za wszelką cenę.

- Kilku pana wychowanków zaistniało już jednak na poziomie trzeciej ligi?

- Naszym wychowankiem jest Dominik Zakrzewski, który występuje teraz w Warcie i był również na testach w klubach ekstraklasy. Zaczynał u nas również Jędrzej Drame, Damian Pawłowski czy Gracjan Wiśniewski, którzy występowali w trzeciej lidze w Stilonie.

- Wielu miejscowych trenerów podkreśla i mówią o tym również statystyki, że szkolenie młodzieży w naszym województwie stoi na dobrym poziomie, lecz brakuje niestety mocnej dorosłej piłki, stąd odpływ młodych zdolnych zawodników. Jak pan się na to zapatruje?

- Szkolenie jest prawidłowe, ale my faktycznie jesteśmy dostawcami młodych piłkarzy, a jeśli nie będzie tu mocnej drużyny przykładowo na poziomie drugiej ligi, to ciężko będzie ten stan rzeczy zmienić. Sponsorzy do piłki się nie garną, więc być może rozwiązaniem byłoby ufundowanie stypendium dla zdolnych zawodników, choćby najmniejsze, aby tych chłopaków zatrzymać. Bardzo dobrym pomysłem jest powstanie Gorzowskiego Centrum Piłkarstwa, które będzie skupiać najzdolniejszych zawodników młodzieżowych. Cieszy to, że drgnęło w sprawie infrastruktury piłkarskiej, mamy już kolejne boiska w tym dwa sztuczne , a jeszcze niedawno kluby gorzowskie musiały jeździć do Barlinka czy innych miast, aby odbyć treningi czy mecze sparingowe na sztucznej płycie.

- Niedawno pana młodzi zawodnicy wrócili ze zgrupowania w Hiszpanii?

- Zgadza się, mieliśmy tam słoneczną pogodę i idealne warunki do trenowania. Zaliczyliśmy również, co było dla chłopców dużym przeżyciem, wizytę na Camp Nou, gdzie oglądaliśmy wygrany ligowy mecz Barcelony.

- Mało, kto wie, że trenował kiedyś pan pod okiem legendarnego trenera Stilonu?

- Stare dzieje, ale zgadza się dostałem niezłą szkołę od trenera Eugeniusza Ksola.

Przemysław Dygas