W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Emila, Karoliny, Kary , 5 sierpnia 2020

Z poszarpanej krawędzi niczego 75 lat temu

2020-04-30

Jeszcze toczyły się walki, jeszcze ginęli ludzie, którym nie dane było doczekać końca wojny, gdy w polskim Gorzowie rodziło się nowe życie. Także sportowe.

medium_news_header_27549.jpg Fot. Archiwum Paweł Macierzewski był jednym z tych, którzy nie tylko budowali podstawy gorzowskiego sportu, ale także do końca swojego życia aktywnie wspierali jego rozwój

1 maja 1945 roku na stadionie przy ul. Myśliborskiej odbył się mecz piłkarski, który już wtedy stał się symbolem. Drużyna polskich kolejarzy zmierzyła się z zespołem złożonym z frontowych żołnierzy Armii Radzieckiej. Takie były oficjalne narodziny sportu na Ziemi Lubuskiej. Jednym z najwybitniejszych jego organizatorów i krzewicieli był Paweł Macierzewski, człowiek, którego zasług trudno przecenić.

Urodził się w 1917 roku w Wągrowcu. W 1932 roku wstąpił do Robotniczego Klubu Sportowego Nielba, w którym gra w piłkę nożną, biega na krótkich i średnich dystansach, pływa kajakiem i namiętnie boksuje. Jest sportowcem wszechstronnym i ciekawym świata. Nie wystarcza mu aktywność ograniczająca się do dbałości o własną tężyznę fizyczną i swój rozwój sportowy. Na specjalnych kursach zdobywa uprawnienia instru­ktora boksu i lekkiej atletyki. Jego dalszą karierę sportową i pracę w starostwie przerywa wojna.

Kampania wrześniowa... niewola pod Sochaczewem... bataliony robocze... szpital i powrót do rodzinnego Wągrowca.

Teraz chodzi o przetrwanie. Jednym ze sposobów jest uprawianie sportu. Jak? Gdzie? Najlepiej w pobliskim lesie. Tu grają w piłkę, biegają po ścieżkach i zawzięcie boksują. Cały czas bacząc na to, by Niemcy ich tam nie nakryli. Często muszą się salwować ucieczką. Raz nie zdążyli. Piłka i rękawice bokserskie stają się powodem aresztowania pod zarzutem... szpiegowania. Na szczęście, po dwóch dniach tłumacze­nia, odzyskują wolność z przykazaniem na drogę, że jeśli te spotkania się powtórzą, to staną pod ścianą i będzie po nich. Praca w karnych grupach roboczych, które w czasie wolnym od normalnej pracy kopały rowy, okopy ma ich wyleczyć ze sportu. Nie wyleczyła...

Po wyzwoleniu Wągrowca, odpowiadając na apele nowej władzy zostaje kolejarzem, choć z koleją nigdy wcześniej nie miał nic wspólnego. Trzeba było pomóc w organizo­waniu i normalizowaniu życia na terenach wyzwolonych, co leżało w interesie walczą­cych wojsk radzieckich i polskich. Szczególnie ważne było sprawne funkcjonowanie transportu kolejowego, systematycznie niszczonego przez cofające się oddziały niemiec­kie oraz naloty bombowe. Nie wahał się ani przez chwilę.

17 lutego 1945 roku jest w 18-osobowej grupie kolejarzy kierowanej przez Włady­sława Zastrożnego, która otrzymuje polecenie służbowego wyjazdu na Ziemie Zachod­nie, do polskiego już Gorzowa, gdzie mają za zadanie uruchomić komunikację kolejową na trasie Krzyż - Kostrzyn. 19 lutego po 48-godzinnej podróży docierają do celu, akurat w momencie nalotu bombowego na obiekty kolejowego węzła. Są pierwszymi i praktycznie jedynymi Polakami... Pionierzy. Witają ich ruiny i pożogi.

Paweł Macierzewski nie oswoił się jeszcze z nową pracą, gdy został zastępcą naczelnika parowozowni. Kolejarze usuwają zniszczenia wojenne, szkody po nocnych bombardowaniach, gromadzą sprzęt, naprawiają parowozy i wagony. Brakuje ludzi, sprzętu... Zagrażają im niedobitki niemieckiej armii i naloty... Dookoła trwają jeszcze walki... Skoszarowani, z bronią w zasięgu ręki dwoją się i troją, aby na pobliski front docierały transporty z bronią, amunicją i żywnością, aby z frontu do szpitali mogli dojechać ranni i kontuzjowani.

W wolnych chwilach, których z czasem jest coraz więcej, bo i kolejarzy w Gorzowie przybywa, grają w piłkę nożną. To jedyna rozrywka. Plac w obecnym Parku Róż służy im za boisko, a chętnych do gry nie brakuje.

- Kiedy więc na spotkaniu z komendantem wojennym miasta, płk. Dragunem omawiano obchody dnia 1 Maja, zaproponowałem rozegranie meczu piłkarskiego pomiędzy kolejarzami a drużyną wojsk radzieckich stacjonujących wtedy w Gorzowie - mówił P. Macierzewski. - Pomysł zyskał akceptację i zaczęliśmy się rozglądać za sprzętem sportowym. Od ludzi, którzy posiadali własne lub poniemieckie rzeczy kupiliśmy 7 par butów piłkarskich oraz 2 piłki. Za ochraniacze służyły nam zwykłe zeszyty szkolne, a kostiumy w narodowych barwach zostały uszyte z białych prześcieradeł i czerwonych poszew.

Spotkanie odbyło się na dzisiejszym stadionie Stilonu. By je rozegrać, trzeba było zasypywać rowy strzeleckie i przeciwlotnicze, którymi boisko zryte było wzdłuż i wszerz. Kolejarską brać reprezentowali: w bramce Kazimierz Bagrowski, w obronie Walenty Sobieralski i Alojzy Bauza, w pomocy Roman Maciejewski, Zdzisław Staszak oraz Paweł Macierzewski, a linia ataku to Kazimierz Piasecki, Stefan Rębacz, Stanisław Macieje­wski, Kazimierz Sztorch i Feliks Chojnacki. W drugiej połowie meczu wystąpili także Marian Wojtczak oraz Franciszek Niczka. Sędziował Karol Lamprecht. Kolejarze przegrali 1 : 2, a pierwszego gola na wagę symbolu dla polskiej drużyny zdobył Stanisław Maciejewski, w latach czterdziestych i wczesnych pięćdziesiątych bodajże najlepszy piłkarz Gorzowa.

Po tym pierwszym meczu przyszły następne.

14 maja z inicjatywy Pawła Macierzewskiego odbyło się zebranie, na którym podjęto uchwałę o powołaniu do życia Kolejowego Klubu Sportowego Gorzów z następującymi sekcjami: piłki nożnej z P. Macierzewskim jako jej kierownikiem, lekkiej atletyki - kierownik Bernard Majchrzak, bokserską - kierownik Walenty Sobieralski, strzelecką - kierownik Gustaw Budrewicz, tenisa stołowego - kierownik P. Macierzewski. Prezesem klubu został Zygfryd Wawrzyniak, wiceprezesami Jan Gryszko i Kazimierz Lubiński, sekretarzem Władysław Zastrożny, zastępcą sekretarza Stanisław Hopcia, skarbnikiem Józef Kozłowski, zastępcą skarbnika Bronisław Gozdalski, gospodarzem sprzętu Stefan Balcerek. W skład komisji rewizyjnej weszli: Gustaw Budrewicz jako przewodniczący oraz Franciszek Witkowski i Walerian Glugla jako członkowie.

Najprężniej rozwijała się sekcja piłkarska. Drużyna KKS już 21 maja 1945 roku rozegrała oficjalny mecz, mając za przeciwnika zespół złożony z miejscowych milicjan­tów. Później były spotkania z drużynami wojsk radzieckich i polskich, Krzyża, Między­chodu. Rok 1945 sekcja piłki nożnej zamknęła następującym bilansem, według kroniki klubu: „meczów piłkarskich 21, w tym wygranych - 12, przegranych - 7, remisów – 2”. Jaki inny klub powstały w owym czasie można pochwalić się taką ilością spotkań?! Mimo iż piłkarze kolejowego klubu nie bardzo mieli w czym i czym grać, o czym świadczy sprawozdanie z działalności sekcji za 1945 rok, w którym m. in. czytamy: „Dziś sekcja posiada zakupionych: 7 par butów piłkarskich, 2 piłki nożne, 11 kompletów mundurków, 1 książkę statutową PZPN, 2 pary kolczatek, 1 parę mesztów, 2 pary rękawic bokserskich, 1 stoper”.

Paweł Macierzewski jest motorem napędowym kolejarskiego i gorzowskiego sportu. Gra w piłkę nożną i walczy na ringu, prowadzi treningi bokserskie i pełni funkcję sędziego zawodów lekkoatletycznych, organizuje sportowe imprezy i... normalnie pracuje zawo­dowo. Jest właściwie wszędzie tam, gdzie coś ciekawego się dzieje. Robi niemal wszystko, co tylko pionier może robić. Nawet śpiewa w chórze.

Rosną szeregi sportowców, pojawiają się nowi działacze kolejowego klubu, w którego nazwie pojawi się z czasem słowo: Warta. Walerian Daleszyński, Józef Mogiła, Edward Odoj, Kazimierz Górny, Brunon Szulwic, Stefan Studziński... Wszystkich i tak nie sposób wymienić.

Za przykładem kolejarzy idą inni. Jeszcze w 1945 roku powstaje klub OMTUR, w 1947 zawiązano RKS Chrobry, KS Gorzovia, PZInż. /późniejsza Stal/ oraz koło sportowe Jedwab-Włókniarz, które w 1950 roku stało się Unią. W 1948 roku narodził się KS Budowlani, a później GKS Gwardia. W latach 50-tych pojawi się KS Sokół i SKS Admira...

Pierwszy jednak był Kolejowy Klub Sportowy, a w nim pierwszymi byli piłkarze, którzy na mecze jeździli otwartymi wagonami kolejowymi, na platformach bez plandeki, często od razu po pracy, prosto z parowozu porywani przez kolegów. W 1946 roku piłkarze KKS wystartowali w rozgrywkach PZPN klasy „C”. W inauguracyjnym meczu na stadionie przy ul. Myśliborskiej pokonali KKS Piła 2:1. I tak piłkarska karuzela rozkręciła się na dobre.

Swoje dobre i złe chwile przeżywają także inne sekcje. Jedne rozkwitają, inne zamierają, w ich miejsce pojawiają się nowe. Gorzowskie pływanie, kolarstwo, podno­szenie ciężarów, piłka ręczna kobiet i mężczyzn, łucznictwo - właśnie w Warcie mają swoje początki. Podobnie jak lekka atletyka, tenis stołowy, boks, szachy, szermierka, koszykówka, siatkówka... Czego w KKS nie było?!

Z Wartą w różnych okresach związani byli m. in. Robert Wójcik - ciężarowiec, który w 1966 roku jako pierwszy Polak zaliczył 500 kilogramów w trójboju: Marian Filipiuk - biegacz, olimpijczyk z Tokio, Edmund Migoś - znakomity kolarz, Danuta Cymer - reprezentantka Polski w rzucie dyskiem, Jan Pucher - reprezentant kraju w biegach średnich i długich oraz plejada późniejszych trenerów i działaczy - bracia Kulczyccy, Michał Kaniowski, Ryszard Nieścieruk, Ryszard Łuczak, Gerard Nowak, Lech Lastowski i Józef Rutkowski, Zenon Kowalski i Bogdan Znój, Kazimierz Wierchowicz i Jan Znój, i wielu, wielu innych, którzy z warciańskim rodowodem tworzyli nowe sekcje, nowe drużyny w innych klubach.

Tak rodził się gorzowski sport... Z poszarpanej krawędzi niczego... Nie można zapomnieć więc zasług takich ludzi jak Paweł Macierzewski, którzy w tamtych latach odegrali ogromną rolę w tworzeniu i rozwijaniu jednej z najwspanialszych dziedzin ludzkiej aktywności. Zresztą, pan Paweł pozostał aktywnym działaczem nawet po przejściu w 1978 roku na emeryturę. Znany był szczególnie w środowisku piłkarskim, był honorowym prezesem GOZPN. Za swą kilkudziesięcioletnią działalność sportową otrzymał mnóstwo odznaczeń, dyplomów, nagród, medali i listów. Najwyżej jednak cenił list od św. Mikołaja, otrzymany 6 grudnia 1945 roku, z życzeniem... wybudowania kortu tenisowego. Do listu dołączono dwie rakiety tenisowe i sześć piłek. Nie było rady, kort musiał powstać, i powstał, na placu koło dzisiejszego Muzeum Okręgowego przy ul. Warszawskiej. Paweł Macierzewski nigdy się nie dowiedział kto był nadawcą tej oryginalnej przesyłki, która pięknie zaświadcza o roli jaką wówczas i później w Gorzowie odgrywał.

Zmarł 29 grudnia 1992 roku. Pozostała po Nim nie tylko pamięć. Pozostało znacznie więcej, choć czas nieubłaganie zaciera Jego ślady.

Jan Delijewski