W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Sport »
Emila, Karoliny, Kary , 5 sierpnia 2020

Piłkarze nie chcą grać tylko dla siebie

2020-05-12

Rozmowa z Liwiuszem Sieradzkim, przewodniczącym Wydziału Gier w Okręgowym Związku Piłki Nożnej w Gorzowie 

medium_news_header_27617.jpg

- Dobrze się stało, że zrezygnowano z przeprowadzenia rundy wiosennej dla drużyn lig regionalnych?

- W tej sprawie nie było dobrego rozwiązania. Na stole pojawiły się cztery warianty i jakikolwiek nie zostałby wybrany mielibyśmy duże problemy. Pierwsze trzy warianty mówiły o powrocie na boisko i dograniu sezonu. W pierwszym przypadku w tradycyjnej formule, ale wtedy trzeba było grać przynajmniej dwa razy w tygodniu. Pomysł ten upadł, gdyż w niższych ligach zawodnicy pracują i nie mogą za bardzo grać w dni powszednie.

- Pomysł z podziałem na grupy wydawał się być jednak rozsądny.

- To był drugi wariant, na bazie którego grupa mistrzowska grałaby o awans, grupa spadkowa o utrzymanie się w danej lidze. Dzięki temu trzeba byłoby rozegrać o połowę spotkań mniej. Trzeci wariant mówił o rozegraniu tylko meczów barażowych o awans do wyższej ligi lub utrzymanie. Zdecydowano się ostatecznie na czwarte rozwiązanie, czyli zakończenie rozgrywek ligowych.

- Wcześniej prezes PZPN Zbigniew Boniek mówił, że to wojewódzkie związki mają podjąć ostateczną decyzję w sprawie kontynuacji rozgrywek. Czyli władze lubuskiego piłkarstwa były przeciwne powrotowi na boiska?

 - Nieco wcześniej ustalono, że decyzja będzie wspólna dla wszystkich, żeby uniknąć pytań, dlaczego u nas się gra, a w województwie przykładowo zachodniopomorskim rozgrywki są odwołane. Rezygnacja z rundy wiosennej wprowadziła niektórych w zakłopotanie, bo w województwie dolnośląskim czy śląskim są po dwie grupy czwartej ligi i teraz jest problem z wyłonieniem trzecioligowca. Trzeba tam rozegrać baraże.

- U nas zaś trwa dyskusja, żeby dokończyć pucharowe rozgrywki. To jak to jest? Można grać czy nie można?

- We wszystkich województwach jest ten sam problem, gdyż rozgrywki pucharowe utknęły na pewnym szczeblu i co dalej? Decyzji nie ma. Zapewne podejmą jej zarządy wojewódzkie. Są dwie propozycje. Jedni chcą grać zamiast sparingów przed przyszłorocznym sezonem, inni nie. W takim przypadku nie wyłoniono by zdobywcy pucharu, a propozycję zagrania na szczeblu centralnym uzyskałby zdobywca pucharu sprzed roku. W województwie lubuskim jest to Stilon Gorzów. Podsumowując ten fragment rozmowy powiem wprost, że nie ma mądrego, który potrafiłby dzisiaj wybrać najkorzystniejsze z punktu widzenia sportu rozwiązanie.

- Co dalej, skoro wiadomo, że epidemia tak szybko nie wygaśnie, a w sierpniu powinien startować nowy sezon piłkarski?

- Już są głosy, że sezon powinien wystartować w lipcu, skoro nie grano wiosną. Jednocześnie można byłoby szybciej go skończyć i nie trzeba byłoby grać późną jesienią, kiedy ryzyko dalszego rozwijania się epidemii byłoby wyższe. Obecnie najważniejszym zadaniem związkowych działaczy jest przyjęcie konkretnych terminów dla rozpoczęcia sezonu w poszczególnych ligach regionalnych. Nikt tutaj nie zapadł w letni sen, naprawdę są czynione starania, żeby opanować sytuację. Nie jest to jednak wszystko proste, jakby mogło wydawać się na pierwszy rzut oka. Trzeba wybrać takie rozwiązania, żeby zadowolić jak najszerszą grupę klubów, bo wszystkich na pewno nie da się usatysfakcjonować.

- Ustalenie samych dat nie stanowi chyba największego problemu?

- Wbrew pozorom nie jest to takie proste, bo z tym wiążą się inne kłopoty. Najważniejsze będzie jednak przygotowanie regulaminu sanitarnego dla takich rozgrywek czy ustalenie zasad rozgrywania przed sezonem gier kontrolnych. Otwartym pozostanie pytanie, co z kibicami? Takie mecze nie gromadzą przecież wielkich widowni, ale są miejsca, że na trybuny przychodzi więcej niż 50 osób, a takie obecnie jest ograniczenie. Nie wszyscy chcą grać na pustych stadionach, nawet w tych najniższych ligach. Działacze i zawodnicy mówią wprost, że nie chcą grać tylko dla siebie. Problemów jest naprawdę sporo.

- O jakich pan jeszcze myśli?

- Choćby o zawodnikach. Wielu z nich pracuje w Niemczech i boją się, żeby nie wpaść poprzez granie w piłkę w kwarantannę w Polsce czy w Niemczech. Będzie bowiem to skutkowało brakiem możliwości zarobkowania. To z kolei może wpłynąć na zdekompletowanie zespołów. W przypadku ekstraklasy prezes Boniek powiedział, że jak ktoś zachoruje i przez niego kilku kolejnych piłkarzy wpadnie w kwarantannę, to mecze i tak będą się odbywać. Niech drużyny zgłoszą po 30-40 piłkarzy. W niższych ligach jest to praktycznie niemożliwe, żeby z dnia na dzień tak rozbudować kadry.

- Już słychać głosy płynące z różnych ośrodków, że kluby nie radzą sobie finansowo i chcą występować w niższych ligach. W naszym województwie także istnieje takie zagrożenie?

- Zobaczymy, ale takie głosy też się u nas pojawiają. Są bowiem kluby mające budżety niemal w całości zbudowane na dotacjach gmin. Jeżeli dotychczas wynosił on przykładowo 350 tysięcy, to klub mógł wystawić zespół do ligi, a teraz jak działacze słyszą, że dotacja będzie najwyżej 100 tysięcy, to praktycznie nie mają szans grania na dotychczasowym poziomie. Sponsorów też nie będzie za wielu, a pamiętajmy, że na wszystkich szczeblach rozgrywek są płacone dzisiaj mniejsze lub większe stypendia. 

- A nie obawia się pan, że z powodu sytuacji gospodarczej wielu piłkarzy zrezygnuje w kontynuowania kariery w niższych ligach?

- Tąpnięcie będzie, ale w dłuższej perspektywie czasu wszystko powinno powrócić do normy. Wierzę, że jako środowisko piłkarskie przetrwamy ten trudny czas. Owszem, wielu piłkarzy odejdzie, lecz w ostatnich latach na tyle rozwinęło się u nas piłkarstwo młodzieżowe, że będzie można po niektórych już zawodników sięgnąć, żeby mogli wypełnić braki kadrowe. Zresztą po niedawnym otwarciu boisk do prowadzenia treningów w ograniczonym jeszcze zakresie widać, że chętnych do kopania piłki nadal jest wielu.

- Z naszej rozmowy wynika, że tych znaków zapytania nadal jest bardzo dużo. Co zrobić, żeby odpowiedzieć na te pytania?

- Wystarczy, że pojawi się hasło, że można grać i boiska od razu się wypełnią. Pamiętajmy także o młodzieżowych rozgrywkach, bo najmłodsi też chcą już rywalizować. Dlatego powtórzę, że najważniejsze jest przyjęcie terminów rozpoczęcia nowego sezonu oraz ustalenie zasad, według których będą prowadzone rozgrywki. To pozwoli klubom na rozpoczęcie przygotowań organizacyjnych i wybranie, w jakich ligach mogą zagrać ze względu na możliwości finansowe.  Kluby muszą wiedzieć, czy liga w ogóle wróci do grania.

- Dziękuję za rozmowę.

Robert Borowy