W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2019

I co po Furmanie?

2012-05-26

Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Gorzowie, a konkretnie Agnieszka Moskaluk i Beata Patrycja Klary zorganizowały w uczelnianej bibliotece konferencję zatytułowaną „I co po Furmanie?” z udziałem literatów i krytyków literackich.

medium_news_header_351.jpg

Kazimierz Furman z córką Dagmarą. Zdjęcie Zbigniewa Sejwy na okładce „Arsenału” z 1996 roku.

Jako specjalni goście w konferencji udział wzięli literaci, jednocześnie krytycy literaccy: Andrzej Waśkiewicz, Leszek Żuliński, Ireneusz Krzysztof Szmidt, Eugeniusz Kurzawa i dwie poetki Beata Klary i Agnieszka Moskaluk. Dyskusja była bardzo ciekawa, ale niestety publiczność nie dopisała.

- Furman urodził się na cudze nieszczęście, po to, żeby trochę drapać rzeczywistość, szturchać tych, którzy są za bardzo nadęci, dlatego my postaramy się bez pompy i bez zbytniego nadęcia poprowadzić to spotkanie – powiedziała na wstępie Agnieszka Moskaluk. - Chciałabym, żebyśmy podyskutowali, jaką rolę w literaturze miał Kazimierz Furman.

Andrzej Waśkiewicz: - Jadąc do Gorzowa z panem Gienkiem Kurzawą zastanawialiśmy się nad taką sprawą: czy po dwudziestu latach ważniejszy będzie Morawski czy ważniejszy będzie Furman? Tego oczywiście się nie da rozstrzygnąć. Kurzawa mówi, że dla Gorzowa niewątpliwie najważniejszy będzie Morawski, bo zrobił tyle, biografię ma ciekawą, itd.  Ja jestem przekonany, ze ważniejszy będzie Furman z dosyć prostego powodu. Jeżeli spróbujemy dziś zastanowić się nad  tym, jak będzie można opisywać odpowiedni rozdział literatury polskiej, co spowoduje, że Furman jest ważny. Nie będzie się to oczywiście rozgrywać na poziomie wartości artystycznych, bo te są uzależnione od wartości wyższych, społecznych, świadomościowych. Furman – nie on jeden, więcej jest takich, ale niewiele – Sobkowiak, Warszawski. Jest to pewien etap, ważny dla świadomości dwudziestowiecznej. Najogólniej rzecz biorąc byłaby to świadomość proletariacka i wartości proletariackie.
Zauważcie państwo, że literatura polska, a poezja zwłaszcza była wiejska i szlachecka ze swej genezy. Świadomość proletariacka zaczęła się rodzić w XIX wieku. Wtedy był problem bardzo istotny i jest istotny do dziś: co to jest ta świadomość proletariacka i kto ją wytwarza? Czy ją wytwarza proletariat? Czy poeta  wytwarza pewne wzorce zachowań, ethos i później to jest przetworzone przez inteligencję? Ten słynny dylemat leninowski co mianowicie jest zdolny wytworzyć proletariat jako świadomość społeczną? Żeby to się wzniosło na wyższy poziom, trzeba wnieść do proletariatu świadomość z zewnątrz i to jest rola inteligencji. Wtedy rodzi się taki oto dylemat, który w literaturze polskiej rozstrzygany był w latach trzydziestych: jaką świadomość do literatury wnoszą poeci, którzy nie będąc proletariatem, wyrażają interesy proletariatu. To była tak zwana koncepcja wychodźców klasowych. Wychodźcą klasowym wręcz modelowym był Władysław Broniewski, który proletariuszem z pochodzenia nie był, wszelako interesy proletariatu wyrażał i to znacznie lepiej niż ci, co z proletariatu wyrośli.

Leszek Żuliński: - To już się zaczęło w „Nieboskiej komedii”.

Andrzej Waśkiewicz: - Tak zaczęło się, bo większość tych sporów jest poromantyczna. I coś było później: proletariat zdobył władzę, proletariat wszedł na salony. Czy on zyskał czy stracił? Zyskał prestiż społeczny, wyższe ustrukturyzowanie w hierachii społecznej, ale stracił więź ze swoją klasą. Co badała literatura lat pięćdziesiątych? Kawalec, krakowski prozaik, „Tańczący jastrząb”, co opisywał? Koszty własne awansu. Awans, co stracił człowiek wychowany i wyrosły w tradycyjnej kulturze wiejskiej, która mu zapewniała różne psychiczne komforty. Awansując coś stracił.

 - Później Redliński

Andrzej Waśkiewicz: - Tak, to jest właśnie etap Furmana, również etap Sobkowiaka, Warszawskiego. Awans jest pozorny.

No i właśnie ten pozorny awans był źródłem konfliktów wewnętrznych Furmana, jego krytycznego spojrzenia na literaturę i rzeczywistość, jego postawy życiowej. Z jednej strony Furman czuł wyjątkowość poezji jako zjawiska, wyjątkowość tych, którzy potrafią ją tworzyć, a z drugiej strony widział miałkość pozornych splendorów, odczuwał na własnej skórze trudy zmagań z codziennością. Eugeniusz Kurzawa wyciągnął wniosek z Furmanowej biografii, że był hołubiony przez lokalną władzę. To, że czasem dostał coś od tej władzy, to było naprawdę zbyt mało, by godnie żyć, by w ogóle żyć. Jaką biedę czasami klepał, wiedzą najlepiej ci, którzy mu w tej biedzie pomagali przetrwać. Kiedy wydał tomik czy wygrał jakiś prestiżowy konkurs poetycki, to na chwilę miał za co żyć i pić. Później głodnego karmili, spragnionego poili przyjaciele. A przyznać trzeba, że mimo niewyparzonego języka, ostrego i złośliwego, Furman miał wielu niezłomnych przyjaciół. On cenił ludzi szczerych, prawdziwych i uczciwych. Był bezlitosny dla zakłamanych, pretensjonalnych ważniaków.

Beata Klary odczytała fragmenty wywiadu z Kazimierzem Furmanem, gdzie mówi on o swojej postawie życiowej. Niczego nie udawał, nie był buntownikiem, lubił czarny kolor, więc tak się ubierał, tak pofarbował włosy. W pewnym momencie zarzucił biały szalik, bo był on wyrazem jego tęsknoty do sznytu i elegancji dawnych bohem artystycznych. Ireneusz K. Szmidt przypomniał, że ten biały szalik pojawił się u Furmana w momencie, gdy w 1996 roku otrzymał on Nagrodę Kulturalną Wojewody. Przypomniał też dlaczego Furman chciał się przenieść z oddziału ZLP do oddziału zielonogórskiego, czego Eugeniusz Kurzawa wręcz się bał, z uwagi na niekonwencjonalne i dość drapieżne czasami zachowania Kazia. Otóż w oddziale gorzowskim były panie poetki, których Kazio wyjątkowo nie cenił, nazywał je wprost grafomankami; one z kolei ciągle krytycznie wyrażały się o jego sposobie bycia. Chęć przenosin była uzasadniona tym, że miał dość zrzędzenia tych pań.

Zarówno panowie krytycy literaccy, jak i znajomi Kazimierza Furmana, zwanego potocznie Furmanką, wspominały różne epizody z jego życia, anegdoty mniej lub bardziej smakowite. Ci, którzy znali go bliżej, jak Agnieszka Moskaluk, czy niżej podpisana, podkreślali, że mimo wystawianych raz po raz kolców był on człowiekiem bardzo ciepłym i przyjaznym, gdy wiedział, że nie musi się strzec przed czyimś fałszem, udawaniem, cwaniactwem, pazernością, brakiem zrozumienia dla wartości duchowych. Podczas konferencji o Kazimierzu Furmanie opowiadali również: Ewa Rutkowska, Eugeniusz Kurzawa, Władysław Matkowski.
W planach jest wydanie jeszcze jednego tomiku poezji Furmana.

Dorota Frątczak