W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Dory, Olgi, Teodora , 26 marca 2019

Muzyczne celebracje

2012-11-04

Melomani przeżyli przepiękną trzydniówkę „Pod Filarami”. W ostatnim dniu października, 1 i 2 listopada w klubie zagrali gorzowscy filharmonicy oraz dwa międzynarodowe kwartety typowo jazzowe. Każdy koncert był inny, każdy zapierał dech w piersiach.

medium_news_header_1917.jpg

1.
Bez pośrednictwa urzędników, spontanicznie, z potrzeby serc zawiązała się piękna forma współpracy między ludźmi z dwu miejskich instytucji muzycznych. W środę, przed dniem Wszystkich Świętych, zagrał Kwartet Smyczkowy im. H.M.Góreckiego, czyli gorzowscy filharmonicy w składzie: Maciej Grygiel - skrzypce, Łukasz Jaros - skrzypce, Dawid Pajdzik - altówka, Piotr Więcław - wiolonczela. Był to kolejny koncert z cyklu Different Music (Inna Muzyka), który zapoczątkował rok temu włoski pianista Ludovico Einaudi. Pod tym hasłem klub planuje wspólnie z filharmonikami gorzowskimi kontynuować prezentacje innych gatunków muzyki współczesnej.
W programie kwartetu znalazła się muzyka kameralna XX i XXI wieku z nurtu neoklasycznego, modernistycznego i minimal music. Były to utwory: V kwartet smyczkowy0 "'Le temps qui n'est plus'" Zbigniewa Bargielskiego oraz kwartet smyczkowy nr 1 i nr 2 Pawła Łukaszewskiego. Utwór  Bargielskiego z 2001 roku określany jest jako neoklasyczny z elementami polskiego folkloru góralskiego. Bargielski był uczniem patrona gorzowskiej szkoły muzycznej, Tadeusza Szeligowskiego a także Nadii Boulanger, laureatem wielu konkursów kompozytorskich, wieloletnim członkiem komisji programowej festiwalu Warszawska Jesień, jest emerytowanym profesorem Akademii Muzycznej w Bydgoszczy i Krakowie, gdzie uczył kompozycji. Skomponował około 150 utworów, głównie w klasycznych gatunkach, jak opera, koncert, sonata, a najczęściej pojawiającym się w jego twórczości jest właśnie kwartet smyczkowy.
W wywiadzie dla „RuchuMuzycznego” w 2006 roku powiedział o swojej twórczości: „w końcu lat sześćdziesiątych zacząłem zastanawiać się nad dwoma zagadnieniami: kwestią systematyzacji dźwięków oraz sposobem ujęcia ich w formę. Co do formy: chciałem szczególnie podkreślić jej znaczenie, budowanie, narastanie, kompletowanie, scalanie, stawanie się (forma in statu nascendi)”.
Z kolei młodszy o ponad 30 lat Paweł Łukaszewski, profesor Akademii Muzycznej w Warszawie, specjalizuje się w muzyce sakralnej i chóralnej, jego utwory zarejestrowane zostały na około 50 płytach, płyta Kwartetu DAFÔ z nagraniem m.in. jego Kwartetu smyczkowego dostała Nagrodę Fryderyk '99. Kwartet im. Góreckiego wykonał wszystkie utwory z wielką starannością i żarem. Stosunkowo nieliczna, ale za to prawdziwie wsłuchana w muzykę publiczność była zauroczona tym koncertem. W nieskazitelnej ciszy i całkowitym zasłuchaniu muzyka wchłonęła odbiorców, nie puszczała ani na moment ich uwagi.
Najbardziej zaskakujace było to, że po koncercie muzycy z pełnymi niepewności oczami pytali: czy publiczność jazzowa jest w stanie zaakceptować taki rodzaj muzyki, było nie było, jednak klasycznej? Tak, tak, tak! – padały entuzjastyczne odpowiedzi i liczne komplementy pod adresem kompozycji, bardzo dynamicznych a przy tym otwierających przestrzenie dające oddech, a także pod adresem wykonawców. Pomysł stworzenia kwartetu smyczkowego, który prezentowałby muzykę XX i XXI wieku od początku chodził po głowie dwóm skrzypkom – Łukaszowi Jarosowi (absolwent AM w Łodzi) i Maciejowi Grygielowi (absolwent AM w Krakowie), którzy razem grali w orkiestrze Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. Doprosili do składu lidera altowiolinistów, Dawida Pajdzika (absolwent SM w Myśliborzu, AM we Wrocławiu i Lynn University w Miami na Florydzie) oraz wiolonczelistę Piotra Więcława (absolwent OSM II st. w Białymstoku i AM w Gdańsku). Aby grać, trzeba mieć motywację, czyli złaknionych takiej muzyki odbiorców. Koncert „Pod Filarami” - pierwszy taki poza filharmonią – pokazał, że odbiorcy są i czekają już na następny koncert.

2.
W dniu Wszystkich Świętych wystąpił „Pod Filarami” typowy kwartet jazzowy: Florian Hoefner Group w międzynarodowym składzie: Mike Ruby (Kanada) – saksofon tenorowy,
Florian Hoefner (USA) – fortepian, Sam Anning (Wielka Brytania) – kontrabas, Peter Kronreif (Austria) – perkusja.
Pochodzący z Nowego Yorku Florian Hoefner jest uznanym pianistą jazzowym i kompozytorem. Początkowo rozpoczął studia muzyczne w Bawarii, gdzie grał na fortepianie, akordeonie i trąbce.  Po uzyskaniu licencjatu pianisty jazzowego na Uniwersytecie Sztuk Pieknych w Berlinie został stypendystą Fulbrighta, dzieki czemu ukończył studia II stopnia na Manhattan School of Music.   Koncertował w USA, Kanadzie, Europie. Wystąpił na wielu prestizowych festiwalach, jak Jazz Baltica w Salzau, Czechy Jazz Fest, Festival Jazz Tremplin w Awinionie, gdzie jego zespół Subtone został laureatem nagrody jury i publiczności. Grał m.in. z Joe Lovano, Soamusem Blackiem, Timem Riesem. Nagrał osiem płyt, w tym jedną z uznanym gitarzystą Kurtem Rosenwinklem, a najnowsza to nagrana w tym roku „Songs Witout Words” w składzie, który zagrał w „Pod Filarami”. Utwory Haefnera wykonują orkiestry niemiecka  i szwajcarska. Jest dwukrotnym laureatem nagrody Jazz ASCAP Nagrody Młodych Kompozytorów. Zdobywa entuzjastyczne recenzje, które chwalą go za poziom techniczny i iskrę twórczą, która od niego bije. Ma rację Nick Bewswey z „Jazz in Space”, który twierdzi, że muzyka kwartetu jest mocna i jak się ją raz usłyszy, to będzie się chciało więcej. 
Koncert, który grupa zagrała w Gorzowie, miał nieco melancholijny nastrój, zwłaszcza w balladach, co znakomicie wpisywało się w klimat tego dnia. Haefner pokazał, że potrafi zręcznie łączyć elementy muzyki pop z jazzową konstrukcją. Jedni się rozmarzyli, inni zamyślili, wszystkim było bardzo, bardzo przyjemnie słuchać ładnych tematów, które były bardzo plastyczne do przetwarzania przez każdy instrument, w konsekwencji było też sporo ciekawych improwizacji.

3.
W Zaduszki mieliśmy kolejną odsłonę Gorzów Jazz Celebrations, w wydaniu klubowym, z kwartetem Jeff Lorber Fusion  w roli głównej. Zespół wystąpił w składzie: Jeff Lorber – fortepian, keyboard; Eric Marienthal – saksofony, Nate Philips  – kontrabas, Sonny Emory – perkusja.
Jeff Lorber, urodził się 4 listopada 1952 w Filadelfii, to - amerykański muzyk, nominowany do Grammy, producent i kompozytor. Ukończył Berklee College of Music w Bostonie. W drugiej połowie lat 70. założył Jeff Lorber Fusion. Grupa zgodnie z nazwą grała jazz fusion, łączyła różne gatunki muzyczne, oddalając się od rocka w stronę world music i R&B, inspirując się też muzyką Weather Report. W latach 80. zespół wydał najlepszy instrumentalny album R&B, który otrzymał nominację do Grammy za radiowy hit „Pacific Coast Highway”. W ostatnim okresie muzyka Lorbera łączy jazz, funk i rytmy latynoskie.
Lorber współpracuje z doskonale znanymi filarowej publiczności jazzmanami, jak Randy Brecker czy Eric Marienthal, którzy koncertowali w Gorzowie.Właśnie  Erica Marienthala mieliśmy okazję znowu posłuchać, tym razem nie z zespołem Walk Away a z Lorberem.
Eric Marienthal, rocznik 1957, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich saksofonistów jazzowych. On także jest absolwentem Berklee College of Music. Występował z  Johnem Novello, Chickiem Coreą, Davidem Benoit, Lee Ritenourem, Davem Grusinem, Barbrą Streisand, Dionne Warwick, Steviem Wonderem, B.B.Kingiem. Nagrania z Chick Corea Elektric Band przyniosły mu dwie nagrody Grammy, grał również z Yellowjackets. Nagrał 10 albumów i setki nagrań z innymi artystami.
Nate Phillips - amerykański basista. Dorastał pod Portland, gdzie zainteresował się jazzem i łatwym fusion. Szczególnie lubi Herbie Hancocka „Fat Albert Rotunda”, Milesa Davisa „Bitches Brew” oraz produkcje Creeda Taylora w założonej przez niego wytwórni CTI. Utwór „Glide” skomponował, gdy odwiedził matkę w Portland. Nagrany został w 1981 roku. Wykonywał go później z bandem Lorbera. Nate współpracował i nagrywał z takimi formacjami i muzykami, jak: The Dazz Band, The Crusaders, Jeff Lorber, Roy Ayers, Herb Alpert, Richard Elliot, Rick Braun, Peter White, Gerald Albright, Bobby Caldwell, Kirk Whalum, Jeff Golub, Jonathan Butler, George Duke i inni. Miał swój udział również w innych zespołach, jak: Cool'r z Brucem Carterem i Dougiem Lewisem, czy Franchise z Marlonem McClainem. Nate i Marlon  współtworzyli Dazz Band, z którym nagrali album w trio razem z Jeffem Lorberem „Shades of Soul”.

Tak więc przed gorzowską publicznością na scenie „Pod Filarami” stanęło czterech gigantów jazzu; gigantów, którzy swoją grą udowodnili, że naprawdę nimi są, że w pełni zasługują na takie wielkie słowa. Klub był oczywiście pełniutki, muzyka przyjmowana owacyjnie, każda solówka nagradzana wielkimi brawami, okrzykami i piskami. Atmosfera na sali była niesamowita – z jednej strony płynęła wielka dawka energii ze sceny na widownię, z drugiej strony żywy odbiór kierował nowy strumień energii ze strony publiczności do muzyków. Ale dali czadu! –  komentowali najczęściej słuchacze. Po prostu: panowie dali takiego czadu, że nikt nawet się nie skrzywił, nie pogrymasił na nic, wszystko było perfekcyjne i porywające, wszyscy byli koncertem zachwyceni. Wielki żywioł w graniu w pełni kontrolowany, połączony z fantastycznym warsztatem wykonawczym każdego z instrumentalistów. Ponieważ Lorber 4 listopada, a więc dwa dni po koncercie, obchodzi 60. urodziny, o czym nie omieszkał poinformować Marienthal, publiczność spontanicznie odśpiewała jubilatowi „Sto lat”. To był przepiekny wieczór.
To było przepiękne trzydniowe święto muzyczne.

Dorota Frątczak