W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Mascelego, Walerii, Włodzimierza , 16 stycznia 2019

Szekspirowi by się spodobało

2014-01-31

„Wesołe kumoszki z Windsoru” są sztuką o znajomych Williama Szekspira. Jeśli nawet sztuka nie portretuje konkretnych osób znanych z imienia i nazwiska, to zobaczyć się w niej mogły liczne panie a także ich mężowie oraz sąsiedzi pana Williama. 

medium_news_header_6328.jpg Od lewej: Anna Łaniewska (pani Ford), Michał Anioł (pan Ford), Kamila Pietrzak-Polakiewicz (pani Page) i Krzysztof Tuchalski (pan Page)

Naprawdę istniała oberża „Po Podwiązką” z fertyczną (na pewno) oberżystką, a cała miejscowość żyła plotkami, za kogo wyjdzie za mąż panna Anna Page  lub co też się będzie działo, kiedy do Windsoru przyjechał młody i piękny sir John Falstaff. Takie historyjki opowiadali sobie mieszkańcy Windsoru na przełomie XVI i XVII wieku. Nas, tych z początku XXI wieku, także interesuje, kto będzie mężem córki burmistrza lub na kogo zwróci uwagę elegancki i bogaty przybysz. „Kumoszki z Windsoru” właściwie mogłyby być także opowieścią o nas, bo mądry Szekspir zobaczył w ludziach to, co wieczne.

Jacek Głomb, reżyser przedstawienia, nie poszedł jednak na łatwe przenoszenie sytuacji i wniosków. Odwrotnie: bardziej zawierzył Szekspirowi niż nam, współczesnym. I zabawił się Szekspirem.

Zgodnie z intencją Szekspira mamy więc galerię postaci z krwi i kości, realnych, miejscowych. Jedni są przemądrzali, inni kompletnie głupi, Francuz jest francuski do kwadratu, a Pleban rodem z Walii podkreśla uczoność zamieniając w wymowie głoskę „b” na „p”. Szekspir – jak wszyscy Anglicy – bardzo nie lubił zarówno sztucznych Francuzów jak i głupich Walijczyków, a więc wyśmiał ich do cna.

Do pomysłów autora swoje dołożyli: reżyser, aktorzy, scenograf, kompozytor. Na pewno bardzo by się spodobały Szekspirowi kałuże na ulicy, które trzeba przeskakiwać lub omijać, a każdy z bohaterów robi to inaczej. Kapitalny sceniczny pomysł reżysera wprowadzający naturalny ruch, a jednocześnie charakteryzujący bohaterów sztuki. Na pewno w pełni by zaakceptował Annę Łaniewską jako panią Alicję Ford, która chce być cnotliwą żoną, a jednocześnie miło jej, że nią się zainteresował przystojny Falstaff, a poczciwy mąż jest o nią zazdrosny. Trzeba pisarskiego kunsztu Szekspira, żeby takie zależności zawrzeć w dialogach, a komediowego talentu Anny Łaniewskiej, żeby je pokazać. Tu koniecznie muszę dodać, że z przyjaciółką, panią Małgorzatą Page, czyli Kamilą Pietrzak-Polakiewicz tworzą znakomitą charakterystyczną parę.

Myślę, że spodobałby się Szekspirowi ostatnia scena, w której duszki leśne kpią sobie ze śpiącego Falstaffa, wypisz wymaluj przypominająca „Sen nocy letniej”.

A jeszcze kompletnie zagubiony pan Franciszek Ford (Michał Anioł), który zazdrosny o żonę buduje zasadzki, w konsekwencji uderzające w niego samego. Kapitalni Cezary Żołyński i Jan Mierzyński w rolach wyśmianych cudzoziemców. Nawet minoderyjny Falstaff (Artur Nełkowski) na pewno zyskałby uznanie Szekspira, choć w gorzowskiej realizacji reżyser znacznie go odmłodził i wypięknił w porównaniu z oryginałem. Jeszcze scenki obyczajowe, jak się zabierać do oświadczyn, jak budować intrygi, jak kupczyć informacjami, których oczekuje klient i tak dalej, i tak dalej…

Przez cały czas trwania spektaklu scena tętni życiem, stale coś się dzieje, co także Szekspir na pewno by pochwalił. On tak nie lubił nudy.

Ciekawa bardzo jestem, czy równie spodobałoby się Szekspirowi rozpoczęcie i zakończenie spektaklu. Na początku jeszcze nie ma dekoracji, widzimy całą teatralną maszynerię, na tle której współcześnie ubrana dziewczyna śpiewa, że Mężczyzna to zagadka / Czy charakter dobry ma czy zły / Coś niesie w dal gagatka. Podczas tej piosenki na oczach widzów rozwijają się dekoracje, a współczesna dziewczyna przeistacza się w oberżystkę. W finale sztuki jest odwrotnie. Przy piosence śpiewanej przez cały zespół zwijane są dekoracje, aktorzy zrzucają elementy swoich strojów, powraca teatralna maszyneria. Najpierw więc reżyser buduje iluzję teatru, by w końcówce zburzyć tamten świat. Aktorzy zaśpiewali: Skończony spektakl, więc nie szczędźcie braw, /Bo zabawiać was – to nasza rzecz. Koniec. Kropka. Do naszego świata, niestety, trzeba powrócić.

Nie, nie i nie. Nie chcę wracać. Wolałabym, nawet po realnym wyjściu z teatru, pozostać w tamtym wymyślonym przez Szekspira świecie z kapitalnymi postaciami, z konfliktami, które tak łatwo się rozwiązuje, gdzie ważniejszy jest śmiech niż trudne problemy naszej współczesności. Klasyczny, elżbietański teatr ma swoją wieczną siłę.   

Krystyna Kamińska

William Szekspir, „Wesołe kumoszki z Windsoru”, przekład Stanisław Barańczak, reżyseria Jacek Głomb, scenografia Małgorzata Bulanda, muzyka: Bartosz Straburzyński, ruch sceniczny: Witold Jurewicz, asystent  reżysera: Beata Chorążykiewicz.

Na scenie występują: Beata Chorążykiewicz (Pani Chybcik), Joanna Ginda (Anna Page), Marta Karmowska (gościnnie - Oberżystka), Anna Łaniewska (Alicja Ford), Kamila Pietrzak-Polakiewicz (Małgorzata Page), Michał Anioł (Franciszek Ford), Bartosz Bandura (Fenton), Remigiusz Kriese (gościnnie – Piotr Tuman), Hubert Kułacz (gościnnie – Abraham Mizerek), Jan Mierzyński (sir Hugo Evans – pleban walijski), Artur Nełkowski (sir John Falstaff), Maciej Radziwanowski (gościnnie – Spłyć, prowincjonalny sędzia), Krzysztof Tuchalski (Jerzy Page), Cezary Żołyński (doktor Caius, francuski medyk), Kacper Andruszczak (Robin, paź Falstaffa, słuchacz ze Studia Teatralnego) oraz dzieci w przebraniu skrzatów: Emilia Jagodzińska, Maja Gordzielewska, Aleksandra Fabian, Kamil Szpakowski, Kuba Zienkiewicz, (młodzież ze Studia Teatralnego). Premiera – sobota, 25 grudnia 2014 r.