W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Elżbiety, Katarzyny, Klemensa , 25 listopada 2017

Jednak ludzie z natury rzeczy skłaniają się do zgody

2017-11-02

Zdzisław Morawski był Księciem Poetów i staje się Księciem Gorzowa. Nie woła, nie krzyczy, nie żąda, a jedynie się przypomina. Jest sprawą ważną, aby tej wyjątkowej postaci ustroju Gorzowa z czasów jego życia w Gorzowie, poświęcić czas szczególny, bo własny!

medium_news_header_20050.jpg

Nie chodzi o pomnik, kiedyś zapowiedziany publicznie, a o coś bardziej ważnego, swoje miejsce na skwerze, przez który widział Gorzów i gorzowian, wystarczy kilkadziesiąt centymetrów kwadratowych ziemi, której chylił czoła i wołał strofami, że „… jest dla żywych”! Mija 25 rocznica jego śmierci (zmarł w 1992 r.), a w ubiegłym roku minęła 90. rocznica jego urodzin (urodził się w 1926 r.). Nie obrasta Pan Zdzisław w legendarną postać, nie staje się mitem, jest realną częścią literatury: ani naszej, ani polskiej, ani gorzowskiej, po prostu poezji i prozy, niezwykłej staranności fachu pisarskiego i gruntownego warsztatu, pióra, „… mistrza ufności w pióro”.

Wydaje się, że ostatnie butelki śliwkowego wina, które nastawiał Pan Zdzisław, smakowałem w latach 1992-93, z Panią Marią, jego żoną, rozprawiając o sprawach najwyższej wartości życia naszego miasta, które ważne być powinny w kontekście spraw takich naszych gorzowskich, ale rzecz ważniejsza, takich polskich, bo przecież dla Zdzisława Morawskiego, gorzowska rola na pograniczu polsko-niemieckim, była dziejowo ważna. No, ale jaka miała być, skoro Gorzów Zdzisława Morawskiego, był miastem ważnym na pograniczu polsko-niemieckim, ale ważny człowiekiem w konkretnym działaniu, konkretnym projekcie, wierszu, eseju czy po prostu głosem w sprawie! Jest sprawą dociekań, czy gorzowskie obchody milenijne 1000-lecia Chrztu Polski z 6 listopada 1966 roku, nie pozostawały bez przeorania ważnych szczelin w literackim, ale i społecznym życiorysie Zdzisława Morawskiego? Czy taka osobowość duchowego przywództwa gorzowian, jakim był bp Wilhelm Pluta, ten przewodnik wyjątkowej wrażliwości miejsca i czasu, nie miał wpływu, mimo woli bądź świadomie, na Zdzisława Morawskiego? Czasy to były szczególne tak dla Gorzowa, jak i dla Polski oraz Europy. Czas leczenia powojennych ran: pojednania, skutków przesiedleń, tożsamości miejsca, oswajania kultur wywodzących się z chrześcijańskich korzeni, wizji, które co rusz sprowadzały z jednej strony niepokoje, a z drugiej strony rozbudzały koncepcję zjednoczonej Europy opartej na aktach przebaczenia i wspólnym dążeniu do szczęścia. W tym wszystkim, w sposób nieprzeciętny wpisywał się Zdzisław Morawski ze swoimi poglądami sprawiedliwości społecznej. Tak w poezji, jak i prozie, ale i dziennikarstwie, dyskusji, także działalności publicznej. Opisywał rzeczywistość z gruntowną znajomością historii filozofii, realną pracą drwala, robotnika i to, przy udziale pierwszej recenzentki, a może korektora myśli, rymu, metafory-Maliną, czyli Marią Morawską. Właśnie Pani Maria, dbała o dobór i kondycję stylu …, Mistrza cienkiej strużyny.”, tego obieracza ziemniaków! Ważne jest, aby to co do garnka wspólnego trafiało, było czyste i dobre, i dobrze obrobione. „Wschodzili po schodach”, idąc do jego mieszkania, młodzi poeci, których opieką otaczał dla ich talentu i przyszłości polskiej literatury. Sama literatura Zdzisława Morawskiego powinna się znaleźć w programie nauczania literatury języka polskiego. Może literacki zapis wystąpienia przeciwko swojemu narodowi, zapisu czasu i miejsca, czyli okresu stanu wojennego, tego haniebnego czynu aktu politycznego, który opisał w swoim poemacie. Wypłynął także nurtem Odry, polsko-niemieckiego dialogu literackiego poematem z Helmutem Preißlerem. Uruchomił literacki Prom - Die Färe, pismo literackiego dialogu polsko-niemieckiego i wreszcie zwodował Polsko-Niemiecki Statek Literacki, którym przez kilka lat płynęli Odrą pisarze z Polski i Niemiec, a którym do Gorzowa przypłynęła Christa Wolf i spotkała się ze swoim dzieciństwem niemieckiego Landsberga/W, i skonfrontowała z nową rzeczywistością Gorzowa. Byłem świadkiem tej podróży i po części jej reżyserem. Gorzów w oczach Christy był zdecydowanie bardziej otwarty na losy człowieka, bez względu na jego pochodzenie czy stan, niż Landsberg z czasów jej dzieciństwa.

Zdzisław Morawski oprócz doświadczeń rozumienia polsko-niemieckiego pogranicza, w swojej osobowości jawi się człowiekiem nie tylko dyskusji przy tzw. Stoliku nr 1, z błędami i zaletami tego dialogu nad miastem, ale organicznego działania w sprawach wykraczających poza obręb „gadania”. Po fatalnym potraktowaniu Ireny i Tadeusza Byrskich, dyrektorstwa naszego Teatru przez ówczesne władze miasta (rozstanie z Byrskimi nastąpiło w 1966 roku), Zdzisław Morawski listem z 25 marca 1970 roku do Tadeusza Byrskiego, w imieniu nowych władz miasta Gorzowa, prosi o rozważenie objęcia dyrekcji Teatru J. Osterwy, Tadeuszowi Byrskiemu.. „Szanowny Panie Profesorze! Chociaż zdarzają się między ludźmi okresy nieporozumień, to jednak ludzie z natury rzeczy skłaniają się do zgody, która jest najdoskonalszym wyrazem ładu. Wydaje się to wynikać z faktu, że człowiek zawsze do przyszłości dąży, że przyszłość jest ważniejsza od przeszłości. Mając na względzie te racje i z nich wychodząc, zwracam się do Pana prof. z prośbą tej treści: jeżeli Pana i Jego szacowna małżonka uznają za celowe nawiązanie stałego kontaktu z naszym teatrem, wtedy władze miasta skłonne byłyby zwrócić się do Pana z propozycją objęcia dyrekcji teatru w Gorzowie.[…]. W składzie władz miasta nastąpiły zmiany: nowy I sekr. K.M. PZPR, nowy przewodniczący R.N., jego zastępca, nowy kier. W-łu Kultury.” W odpowiedzi z 1 kwietnia 1970 roku, Tadeusz Byrski, w związku z działaniami „innych ludzi z Gorzowa”, oświadcza, że sprawa., o której pisze Zdzisław Morawski,  raczej jest już nieaktualna. Jednak pozostają kwestie kultury teatralnej na prowincji, które bardzo leżą mu na sercu. Ostatecznie, Zdzisław Morawski w liście z dnia 11 kwietnia, przeprosił za zamieszanie, które powstało na skutek wizyty w Warszawie przedstawicieli, delegacji miasta, którzy sprawę, przedstawili inaczej, niż On sam we wcześniejszym liście. Do powrotu Byskich do Gorzowa nie doszło.

No i czas już wspomniany. Stan wojenny czyli lata osiemdziesiąte, a w szczególności 31 sierpnia 1982 roku. Dzień ten szczególny, w swoich notatkach Zdzisław Morawski, najpierw jako działacz polityczny PPR-u. a później do końca lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia, jako wieloletni członek i aktywny działacz PZPR,  opisał ze starannością nadzwyczajną. Podjął także osobiste decyzje, które jak przystało na niego, były ważne i odważne.

Ponad 10 tys. ludzi uczestniczyło w manifestacji przy Katedrze, jak opisuje dzień 31 sierpnia 1982 roku, w swoich codziennych zapiskach Zdzisław Morawski. Był to protest przeciwko stanowi wojennemu, aresztowaniu ludzi. Modlitwa, śpiew pieśni religijnych, hymnu Polski, hasła wolnościowe.  Armatki wodne, uzbrojeni po zęby funkcjonariusze. Gaz łzawiący produkcji NRD. Pobity Mieczysław Rzeszewski, pobity Michał Puklicz. Jak pisze Zdzisław Morawski, kazali Pukliczowi uciekać i bili go pałkami, ale tłumaczył im, że nic złego nie zrobił i nie będzie uciekać - bili go pod ścianą! Po tym wszystkim, 1 września 1982 roku, Zdzisław Morawski, rano, złożył rezygnację z funkcji przewodniczącego Rady Kultury, a także  z udziału w pracach Rady. Chodziło o Wojewódzką Radę Narodową. Wprost pisze, że ma to związek z wydarzeniami jakie miały miejsce w dniu 31 sierpnia 1982 roku przy Katedrze i na ulicach Gorzowa. Swoją rezygnację dodatkowo motywuje następująco: Jeżeli mogę zrozumieć rozpraszanie demonstracji, obce mi jest znęcanie się nad ludźmi, jakie widziałem ze swego okna. Moje miejsce jest razem z ludem Gorzowa. Tak kończy swoje zapiski Zdzisław Morawski pod datą 1 września 1982 roku.

Zdzisław Morawski zmarł 28 października 1992 roku w gorzowskim szpitalu. Skwerek przy dawnym EMPik-u, ma sporo miejsca, aby upamiętnić symbolicznie Zdzisława Morawskiego, choćby medalionem, tak aby na zawsze pozostał z ludem Gorzowa.

Zdzisławowi Morawskiemu, w pierwszą rocznicę śmierci, dedykowałem krótki tekst. Wygłosiłem także w dniu pogrzebu krótką mowę, po Januszu Koniuszu, który przemawiał w imieniu ZLP Oddziału w Zielonej Górze, w Gorzowie oddziału jeszcze nie było.

                                       Życie Odrą płynie

z

                                     pisane różnym charakterem

                                     kolorem atramentu

                                     swoistą melodią poezji

                                     Odrą życie płynie

z

                                      Bóg ustanowił odwieczne prawa

                                      ręką świętego Augustyna

                                      i nic sobie z tego nie robił

                                      czy zechcesz je przyjąć

z

                                      mówiłeś Kritonie,

                                      śmierć to życia porządek

                                      Emigrancie co dałeś światu

                                      jakie kształty na nim odcisnąłeś

                                      czego nie zdążyłeś

                                      co miałeś w nadmiarze

                                      Mistrzu ufności w pióro

                                      przyjąłem  zaproszenie do twojej biesiady

z

Zdzisław Morawski wydał:

Jego utwory były tłumaczone na język rosyjski, niemiecki, serbski i gruziński.

Janusz Dreczka