W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Ambrożego, Florentyny, Gawła , 16 października 2018

Debiuty trochę późniejsze, ale ciekawe

2018-02-08

Dwie poetki i jedna prozaiczka – pojawiły się w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej na promocji swoich książek. Wieczór był niezwykły i pełen zaskoczeń.

medium_news_header_20892.jpg

- To są pisarki, które już coś przeżyły, mają swoje doświadczenia życiowe, a zadebiutowały późno. W literaturze lubi się mówić o wczesnych debiutach, teraz mamy te trochę późniejsze, ale ciekawe – mówi Ireneusz Krzysztof Szmidt, prezes oddziału Związku Literatów Polskich, faktyczny ojciec chrzestny pisarek, które święciły swój debiut. Nie do przecenienia jest w tym debiucie rola dr Krystyny Kamińskiej, literaturoznawczyni, a prywatnie żony Ireneusza K. Szmidta, która czyta wszystko, co literaci napiszą i czasem, nawet bardzo często wspiera dobrym słowem, komentarzem i okiem doświadczonego redaktora. Promocyjny wieczór trzech nowych dam literatury gorzowskiej, czyli Elżbiety Haliny Daszkiewicz, Krystyny Dziewiałtowskiej-Gintowt oraz Janiny J. Jurgowiak odbył się w środę w gościnnych wnętrzach Książnicy Gorzowskiej – Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zbigniewa Herberta.

W otoczeniu gobelinów i akwarel

Bywalcy wieczorów literackich w Książnicy, którzy się w naprawdę sporej ekipie stawili na wieczór autorski, byli dość zaskoczeni na początek. Bo sala, w której zwykle się te spotkania odbywają, zamieniła się w małą galerię prac Krystyny Dziewiałtowskiej-Gintowt. Jej gobeliny tkane z liści, traw i kwiatów na otwarcie zachwyciły. Nawet tych, którzy z pracami Dziwonii, jak jest też nazywana, są obeznani. Uzupełnieniem były akwarele Janiny J. Jurgowiak. Troskliwe ręce bibliotekarzy zadbały, żeby dla każdego, kto przyszedł na promocję, miejsca wystarczyło. Dość powiedzieć, że trzeba było krzesła dostawiać, tylu fanów się stawiło. Zanim się zaczął właściwy wieczór, promocja literatury, zgromadzeni goście mieli okazję popatrzeć na ciekawe prace. Autorki, choć stremowane, jednak dawały radę i o swoich pracach opowiadały. Właściwy kontekst do słowa, które za chwilę miało stać się najważniejsze.

Na początek proza była

Ireneusz Krzysztof Szmidt, który był gospodarzem spotkania, rozpoczął prezentację nowych autorek od prozy, czyli książki Elżbiety Haliny Daszkiewicz, czyli od „Matyldy. Pora na życie”. Nie jest to dziwne, bowiem proza jest najrzadziej wybieranym gatunkiem literackim, najtrudniejszym zresztą. Rzadko się zdarza, że objawia się pisarz, pisarka, którzy decydują się na ten gatunek. W całej historii powojennego Gorzowa prób prozatorskich jest niewiele, zaledwie kilka. I tylko nieliczne uznać można za coś ciekawego i wartościowego. Dlatego powieść Elżbiety Haliny Daszkiewicz uznać trzeba za coś intrygującego. Dobre słowo o tej książce napisała zresztą już Krystyna Kamińska w naszym portalu. Rzecz dzieje się w Gorzowie, bohaterowie są z miasta. Pisarka zapowiada ciąg dalszy. Książka ma tytuł „Matylda czyli pora na życie”. Fragmenty przeczytała Danuta Gołąbek.

Poezja, ale jakaś taka odmienna

Drugą autorką, która zadebiutowała w środowy wieczór, i to za rzeczywistą namową Ireneusza K. Szmidta ale i Aarne Puu – Estończyka, pracownika Katedry Filologii Węgierskiej UJ, poety także, była Janina J. Jurgowiak. Nasza Jaszka, jak o poetce mówili zaprzyjaźnieni z autorką goście wieczoru. Sama poetka wspominała początki swego pisarstwa. – Pisałam wierszyki na imieniny znajomych, bo nudziło mnie składanie standardowych życzeń, a potem pojechałam do Garbicza na warsztaty organizowane przez Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury i jakoś tak wyszło – mówi pani Janina. Nasza Jaszka – idąc za jej znajomymi i przyjaciółmi, maksymalnie zauroczyła obecnych na wieczorze promocyjnym. Zauroczyła wierszami odnoszącymi się do ostateczności. Ale tak naprawdę podbiła słuchaczy tekstami pokazującymi jej niebywały słuch literacki, jej znajomość kontekstów literackich, w końcu jej fantastyczne poczucie humoru. Ale też i dystans do materii literackiej. No i w końcu umiejętność śpiewania. Bo ma koncie coś, wiersz, wierszowaną opowieść w typie „Teatrzyku Zielona Gęś” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Mało tego, ma trawestacje Wisławy Szymborskiej z jej Kotem. A co więcej, napisała ciekawą i mocno zabawną humoreskę o walce z molem. Tego akurat tekstu nie ma w jej tomiku poetyckim. Są za to jej potyczki z Bolesławem Leśmianem.

Późny debiut. Późny, ale jak dobrze, że jednak się w końcu wydarzył. Nazwisko Janina J. Jurgowiak, nasza Jaszka, warto i trzeba zapamiętać. Warto, bo nawet nieprzekonani ruszyli po jej tomik. Warto, bo rzadko się rzeczywiście dziś zdarza taka poetka, która tak podchodzi do literatury i spuścizny. Jej wiersze dedykowane choćby Chriście Wolf czy Papuszy są z gruntu inne niż te znane. Wielu z obecnych mówiło, że czekają na dalej. Warto czekać.

I trochę z Dziwonii światów

Dziwonia, czyli Krystyna Dziewiałtowska-Gintowt. Generalnie plastyczka. Twórczyni niezwykłych gobelinów, niezwykłych rzeczy z filcu. A jednak poetka. A jednak pisarka. Jej teksty doskonale uzupełniają jej prace plastyczne. Ale tak naprawdę te teksty są osobną wartością. Jej tomik nosi tytuł „Słowa podzielone. Między wiersze i obrazy”. I jak pokazał wieczór w Książnicy, tak jest. Słowo uzupełnia obraz, obraz odnosi się do słowa. Krystyna najlepiej czuje się w Owczarach. Tam się plęgną jej obrazy. Ale tam też plęgną się jej słowa.  Niebanalne, osobiste, ciekawe. Warto poczytać, warto spojrzeć.

Panteon nam się rozszerzył

Autorki trzy, dwie jakoś znane, jedna trochę nie. Każda z trzech zasługuje na uwagę. ZLP w osobie Ireneusza Krzysztofa Szmidta i dr Krystynie Kamińskiej słowa podzięki, że wygrzebują takie ciekawe autorki. Bo tak naprawdę tylko ZLP interesuje się tym, co w świecie literackim się dzieje. Panteon nam się rozszerzył.

Książki kupić można w Jedynce. Jak ich tam nie ma, to trzeba alarmować i pytać Ireneusza K. Szmidta, za pomocą Jedynki.

Warto śledzić lokalne nowości literackie. Naprawdę warto. A naszą Jaszkę, panią Janinę J. Jurgowiak to trzeba wziąć pod specjalną uwagę. Nieznana do tej pory, a jak zaciekawiła.

roch