W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2018

Gorzowskie ślady Zofii Bilińskiej

2018-04-16

Kobieta-rzeźbiarka to ciężki zawód. I brudny. Zawsze mam połamane paznokcie, zmarznięte ręce. Ludzie się dziwią, że chce mi się mieszać glinę, piasek, dźwigać  ciężkie odlewy. Ale ja uważam, że wybrałam dobrze.

Zofia Bilińska

medium_news_header_21504.jpg
Zrekonstruowana Fontanna Paukscha na Starym Rynku należy do jednego z wielu dzieł Z. Bilińskiej

Rzeźby kameralne i plenerowe

Niedawno Zofia Bilińska obchodziła 50-lecie pracy artystycznej, co zostało podkreślone zbiorczą wystawą w galerii BWA oraz albumem. Wykonuje duże rzeźby plenerowe oraz małe, kameralne, przede wszystkim z brązu, ale także z drewna, ceramiki, oczywiście z gipsu jako modele. Tylko na wystawie można było obejrzeć prawie wszystkie kameralne rzeźby Zofii Bilińskiej. Natomiast nieustannie można podziwiać jej duże rzeźby plenerowe. W Gorzowie to: Fontanna Pauckscha na Starym Rynku, „Macierzyństwo” z marmuru w parku obok Muzeum, Czarownica na Studni Czarownic, figury sławnych gorzowian:  Papuszy, Pawła Zacharka i Jana Korcza, „Panny” na Kłodawce w Parku Róż, „Ptaki” obok Białego Kościółka, na cmentarzu przy ulicy Warszawskiej Pomnik Więźniarek z Ravensbrück, a na cmentarzu przy ul. Żwirowej – Pomnik Ofiar Stalinizmu i rzeźby nagrobne. Spod jej ręki wyszły też rzeźby Gołębiarki oraz figur na fontannie w Sulęcinie,  Sukiennika w Świebodzinie, Pomnik Osadników w Gliśnie, a także kilka prac w województwie zachodniopomorskim.

Zaczęło się od płaskorzeźb

Zofia Bilińska mieszka w Gorzowie od 1976 roku. Dzieciństwo spędziła na wielkopolskiej wsi w okolicach Śremu, na czas nauki w Liceum Plastycznym i w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych związała się z Poznaniem. Potem los rzucił ją na sześć lat do Choszczna, a gdy powstało województwo gorzowskie, państwo Zofia i Krzysztof Bilińscy przenieśli się do jego stolicy.

Najpierw w Choszcznie, a potem także w Gorzowie uczyła plastyki w szkołach, ale dość szybko zdecydowała się na samodzielną działalność artystyczną. W latach 70. w jej dzieła wyposażano statki sprzedawane na eksport, u niej zamawiano wyposażenie miejsc użyteczności publicznej. W Gorzowie z tamtych lat pozostała płaskorzeźba przy wejściu do amfiteatru, którą robili wspólnie Andrzej Gordon, Bolesław Kowalski i Zofia Bilińska. Tę pracę niedawno odnowiono i cieszy oko wchodzących do amfiteatru. Natomiast samodzielna praca Zofii Bilińskiej – płaskorzeźba w restauracji „Nowa” (potem „Shaolin) przy ulicy Borowskiego została skuta nie wiadomo przez kogo, choć lokal jest ciągle własnością miasta.

Fontanna Pauckscha na Starym Rynku

W 1896 roku gorzowski przedsiębiorca Hermann Paucksch, w swoje 80-lecie ufundował fontannę na Starym Rynku, w miejscu dawnego ratusza. Kompozycję rzeźb wykonał berliński artysta Cuno von Uechtritz. Fontannę odsłonięto w 1897 roku. Kobieta z wiadrami  szybko stała się symbolem Landsbergu, a fontanna miejscem kochanym przez mieszkańców. W czasie wojny wykonane z brązu figury zdemontowano i słuch po nich zaginął. Na Starym Rynku pozostał tylko postument z piaskowca. 20 marca 1995 roku podpisano umowę między Urzędem Miasta a stowarzyszeniem dawnych mieszkańców Landsbergu na odtworzenie fontanny Pauckscha.

Zofia Bilińska tak wspominała tamten czas: „Od pierwszej informacji o rekonstrukcji XIX-wiecznego dzieła berlińskiego rzeźbiarza wiedziałam, że jest to wymarzona dla mnie praca. Poza mną był okres fascynacji rzeźbą abstrakcyjną, happeningową, a moje fascynacje powróciły do sztuki klasycznej, dostojnej, sprawdzonej”.

Praca nad rzeźbami trwała dwa lata. To miało być odtworzenie rzeźbiarskiej niemieckiej kompozycji według wzorca z XIX wieku, a jednocześnie postać Marii musiała być jakby trochę współczesna, bliższa polskiemu odbiorcy. Zachowały się zdjęcia fontanny, ale przede wszystkim jej ujęcia z przodu, a dla rzeźbiarki równie ważny był tył, także boki, a nawet małe elementy, czyli postaci dzieci i żółwie.

Najpierw trzeba było zrobić model w gipsie w skali 1 : 5, potem z dykty wycięto 2,5 metrową sylwetkę Marii i ustawiono ją na postumencie. Rzeźbiarka musiała wyważyć proporcje, a także dopasować model do zachowanych uchwytów, odprowadzeni wody itp. Miejsce do pracy, czyli wysokie pomieszczenie udostępnił Stilon, tyle że z jego ogrzaniem były kłopoty, więc Zofia często pracowała w zimnie. Natomiast życzliwością i ciepłem obdarzali ją pracownicy Stilonu.  

A oto fragment wspomnień Zofii Bilińskiej:

„Postać Marii sprawiała mi najwięcej kłopotów. Samo dotarcie do twarzy na wysokości ponad trzech metrów wymagało sprawnego biegania po rusztowaniu i odwagi w posługiwaniu się wieloma narzędziami. Co najmniej pięć razy zmieniałam ruch postaci, co wiązało się z przestawianiem nóg, pochyleniem głowy, gestów rąk. Czasami wpadałam w rozpacz i przerażenie, że nie podołam, że się załamię, ale – o dziwo – nigdy nie żałowałam decyzji o przyjęciu zadania. Gdy po wielu zmaganiach z konstrukcją postać była już w takim ruchu, który pozwalał dopracować detale, czułam się jak zwycięzca po trudnym boju.

Teraz zaczął się najbardziej przyjemny i wręcz radosnym etap pracy. Z ogromną satysfakcją i zapałem przekraczałam codziennie próg pracowni. Z dnia na dzień pogłębiał się mój emocjonalny kontakt z Marią. Gdy formowane włosy, kształt nosa czy spojrzenie były nieodpowiednie, czułyśmy to obie: Maria i ja. Musiałam wiele razy zmieniać grymas ust, kierunek spojrzenia czy szerokość podbródka, aż wszystkie detale zagrały. Czasami, dotykając twarzy czy piersi Marii, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że dotykam żyjącego ciała. Zastanawiałam się często,  czy twórca rzeźby byłby zadowolony z mojej pracy. Jakaś dziwna świadomość jego kontroli prawie zniewalała mnie przy wykonywaniu szczegółów. Do perfekcji dopracowywałam kształt paznokci, detale załamań w uszach, ułożenie kosmyków włosów”.

Z. Bilińska i  dyrektor Miejskiego Ośrodka Sztuki Marta Gendera podczas benefisu artystki w MOS

Aż przyszedł dzień 2 lipca 1997 roku, 740 rocznica ustanowienia miasta Landsberga, obecnie Gorzowa i 100-lecie odsłonięcia fontanny. Z Niemiec przyjechało bardzo wielu dawnych mieszkańców miasta, także potomkowie Johanna Pauckscha, przybyły tłumy gorzowian. Było upalnie, z trudem staliśmy na wygrzanym placu, ale wszyscy czekaliśmy na odsłonięcie rzeźby. Wreszcie ukazała się w pełnej krasie: niby ludowa, niby niemiecka, a przy tym jakby nasza kobieta schodząca po stopniach postumentu z wiadrami pełnymi wody. Jest w tej postaci zarówno gracja dziewczyny, jak i trud niesienie ciężkich wiader. A obok bawią się dzieci z symbolami landsberskiego (wtedy gorzowskiego także) przemysłu, dostojnie kroczą małe żółwie. Wszyscy podziwiali dzieło.

Ursula Hasse-Dresing, szefowa stowarzyszenia landsberczyków, powiedziała do gorzowian: „Pokochajcie Marię z fontanny tak jak myśmy ją kochali”. Kobieta z wiadrami jest znów wizytówką miasta. Nie tylko z uwagi na historię. Przede wszystkim dlatego, że ta piękna plenerowa rzeźbiarska kompozycja jest tak znakomicie odtworzona.

Papusza, Zacharek i Korcz

Pomnik Papuszy w formie gipsowej Zofia Bilińska zrobiła z własnej inicjatywy, bo zawsze fascynowała ją postać uzdolnionej a nieszczęśliwej Cyganki. Ukazała poetkę siedzącą na pniu drzewa i trzymającą książkę, z której wypadają karty do wróżenia. Zobaczył ten model dyrektor Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej, Edward Jaworski i poprosił artystkę, aby biała Papusza stanęła w secesyjnej willi przy ul. Sikorskiego, gdzie wtedy mieściła się biblioteka. Gdy ruszyła budowa nowego obiektu, dyr. Jaworski uzgodnił z firmą „Skanska”, że zapłaci ona za odlew z brązu. Zofia ogromnie się ucieszyła, choć trudną pracę nad wyeksponowaniem koronek wspomina do dziś.  Rzeźba została odsłonięta 8 listopada 2007 r. w Parku Róż. Mierzy 1,28 metra i waży 260 kg. Piękna, uduchowiona kobieta wpisana została w świat natury. Od pierwszej chwili zachwyciła wszystkich.

 *

Paweł Zacharek był przewoźnikiem, który przez 20 lat po wojnie woził mieszkańców miasta między brzegami Warty. Towarzystwo Miłośników Gorzowa uznało jego postać za godną upamiętnienia przez Zofię Bilińską.   

Najpierw Zofia szczegółowo obejrzała wszystkie zdjęcia Pawła Zacharka. Zdecydowała, że zrobi go w łódce, w pozycji siedzącej, podczas wiosłowania. Pierwotnie Zacharek miał być tylko w podkoszulku, ale ostatecznie rzeźbiarka ubrała go w koszulę. Najbardziej żmudną czynnością było wymodelowanie twarzy. Zacharek ma ok. 50 lat i twarz pobrużdżoną zmarszczkami. Zofia cztery razy zmieniała mu rysy, siedząc modelowi na kolanach. Tak powstał podziwiany potem miękki uśmiech. Ci, którzy pamiętali Zacharka, twierdzą, że właśnie taki był. Paweł Zacharek siedzi w autentycznej łódce z lat 50. W Szczecinie znalazł ją kapitan Jerzy Hopfer i przywiózł do Gorzowa. Rzeźba waży 130 kg. Od 2008 roku stoi na nadwarciańskim bulwarze.

*

Na skwerze u zbiegu ul. Łokietka i Chrobrego 31 stycznia 2010 r. odsłonięto dwa pomniki malarzy zamówione przez Towarzystwa Miłośników Gorzowa. Postać niemieckiego malarza Ernsta Henselera wykonał Andrzej Moskaluk, zaś gorzowianina Jana Korcza – Zofia Bilińska. Jan Korcz siedzi na kamieniu  i rysuje, trzymając w jednej ręce niewielki szkicownik, a w drugiej ołówek. Postać jest odwzorowaniem artysty uwiecznionego na fotografii wykonanej przez Waldemara Kućkę. Kilka lat po wykonaniu tej rzeźby artystka tak ją ocenia: „Jestem z niej zadowolona. Uważam, że pokazuje charakterystyczną sylwetkę pana Jana w garniturze i kapeluszu. Wyrzeźbiony Jan Korcz skupiony jest na rysowaniu fragmentu pejzażu Gorzowa”.

Do innych rzeźb Zofii Bilińskiej

Zapraszamy na spacer do innych rzeźb a także tablic wykonanych przez Zofię Bilińską, a już wrośniętych w krajobraz Gorzowa. Zbigniew Rudziński z PTTK Ziemia Gorzowska planuje wytyczenie specjalnej trasy turystycznej.  Ale nie trzeba na nią czekać, a można ruszyć już dziś.

Krystyna Kamińska

Fot. Zofia Gonta