W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny , 25 maja 2019

Mistrzowskie kwartety XX wieku

2019-03-06

Ze współczesną muzyką klasyczną jest trochę tak, jak z owocami morza – przekonuje Maciej Grygiel, skrzypek Orkiestry Filharmonii Gorzowskiej, który wraz z Kwartetem im. Henryka Mikołaja Góreckiego wystąpi w koncercie kameralnym „Mistrzowskie kwartety XX wieku” – trzeba spróbować, by ją pokochać. Gorzowianie będą mieli taką szansę już 15 marca.

medium_news_header_24193.jpg

Usłyszymy dwie kompozycje – Karola Szymanowskiego oraz Witolda Lutosławskiego.

Co wpłynęło na wybór takiego repertuaru?

Maciej Grygiel: Od bardzo dawna interesuję się muzyką współczesną. Szczególnie bliska jest mi muzyka Witolda Lutosławskiego. Jeszcze w liceum zakochałem się w jednym z jego utworów, który potem grałem na dyplomie. Podobnie jest z Karolem Szymanowskim. Nie ukrywam, że przemawiały też za tym wyborem względy osobiste i moje własne upodobania i tęsknoty. Pochodzę co prawda z Krakowa, ale korzenie mam w górach i dlatego między innymi szukam takich wpływów w muzyce. W poprzednim sezonie wraz z kwartetem graliśmy utwór Grażyny Bacewicz, zaś w utworze Szymanowskiego te nawiązania do folkloru góralskiego są jeszcze bardziej czytelne. Co więcej, już teraz mogę zapowiedzieć, że podobnych wyborów będę dokonywał w przyszłości. Złożyłem już kolejne projekty, które również czerpią inspirację z muzyki góralskiej.

Współczesna muzyka klasyczna kojarzy się głównie z muzyką trudną, eksperymentalną. Czy słusznie?

M.G.: Na wstępie muszą zaznaczyć, że dla mnie nie jest to ściśle muzyka współczesna. Jest to XX wiek, można śmiało powiedzieć, że jest to XX-wieczny kanon muzyki klasycznej. Co więcej, Kwartet smyczkowy Lutosławskiego uznany jest za jeden z najważniejszych XX-wiecznych kwartetów. Rzeczywiście nowatorski, bo Lutosławski wprowadza tam metodę aleatoryczną stworzoną przez Johna Cage’a. Jako pierwszy zastosował ją do kwartetów smyczkowych.

Co oznacza ta metoda?

M.G.: Alea z greckiego oznacza kostkę do gry. Występują tam tak zwane serie dźwięków, schematy, na bazie których instrumentalista ma szerokie pole do popisu. Na podstawie konkretnych tonów może improwizować, wprowadzać własną interpretację. Lutosławski usprawnił i unowocześnił tę metodę nazywając ja aleatoryzmem kontrolowanym.

Trochę przypomina to muzykę jazzową.

M.G.: W pewnym sensie tak. Dlatego właśnie ta muzyka jest tak ciekawa – każde jej wykonanie jest inne, różni się od poprzedniego.

Jakie zatem będzie Wasze?

M.G.: O ile w pierwszej części, która jest punktualistyczna, ciężko mówić o dowolności i improwizacji, to już w drugiej części – określę to dość banalnie – można wyżyć się trochę na instrumencie, włożyć w nią nieco własnej ekspresji i charakteru. Z kolei ta druga część przechodzi w przepiękną część żałobną. Pamiętam pewien wywiad ze znakomitym skandynawskim dyrygentem, Esa-Pekka Salonen, który był zafascynowany twórczością Lutosławskiego i prywatnie się z nim przyjaźnił, w którym to wywiadzie wspomina słowa Lutosławskiego na temat powstania tej ostatniej części Kwartetu smyczkowego. Smutną inspiracją do jej napisania był widok zniszczonej w wyniku II wojny światowej Warszawy. I to ewidentnie w tej muzyce słuchać, jest tam smutek, żal, tęsknota. Ten wywiad, ta rozmowa z Lutosławskim, jego wspomnienia były dla mnie osobiście inspirujące podczas pracy nad tym utworem.

Przejdźmy zatem do utworu Szymanowskiego.

M.G.: To również kanon światowy. Jest to kwartet ekspresjonistyczny, w którym znajdujemy wiele kontrastów, a także wiele nawiązań do muzyki góralskiej. Szymanowski był nią zafascynowany, co słychać w wielu jego utworach symfonicznych.

Wystąpicie jako Kwartet im. Góreckiego. Od jak dawna tworzycie razem?

M.G.: Kwartet powstał w 2011 roku. Przy niewielkich zmianach składu gramy razem już od 8 lat. Od początku działalności artystycznej aktywnie włączaliśmy się w życie muzyczne Gorzowa biorąc udział w różnych wydarzeniach kulturalnych.

Zapowiedział Pan, że podczas przyszłego sezonu artystycznego możemy również spodziewać się najlepszej współczesnej muzyki klasycznej. Możemy zdradzić już jakieś szczegóły?

M.G.: Trochę na to za wcześnie, bo projekty te muszą zostać zaakceptowane przez dyrektora artystycznego, ale rzeczywiście złożyłem dwa takie projekty – z kwintetami Alfreda Schnittke’go i Grażyny Bacewicz, a drugi z muzyką dawną.

Wróćmy do początku naszej rozmowy. Co powiedziałbyś tym, którzy z nieufnością podchodzą do klasycznej muzyki współczesnej?

M.G.: Myślę, że z muzyką współczesną jest trochę tak, jak z innymi rzeczami, których nie znamy i których trochę się obawiamy. Porównałbym to na przykład do owoców morza. Dla wielu z nas wyobrażenie o nich oraz sam wygląd mogą być zniechęcające, tymczasem gdy ich spróbujemy, okazuje się, że odkryliśmy nowe, ciekawe smaki, które jesteśmy w stanie pokochać. Z muzyką Lutosławskiego jest podobnie. Warto przyjść na ten koncert, by spróbować, przekonać się, że współczesna muzyka klasyczna kryje w sobie piękno i bogactwo brzmień. Nie warto kierować się uprzedzeniami. W innym wypadku może nas ominąć coś, co być może bylibyśmy w stanie naprawdę polubić. Wydaje mi się, że ci z Państwa, którzy nie znają tej muzyki wyjdą z koncertu mile zaskoczeni.

Urszula Śliwińska