W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny , 25 maja 2020

Skarb znaleziony w prywatnym domu

2020-04-02

Wizerunki chłopów z XIX-wiecznego Wołynia przez lata uznawano za zaginione. Namalował je wybitny polski malarz Henryk Rodakowski, a ma w swoich zbiorach Muzeum Lubuskie.

medium_news_header_27356.jpg

O tym, że w Muzeum Lubuskim znajduje się skarb, wiedzą muzealnicy w całym kraju oraz garstka gorzowian, która interesuje się sztuką. Cały czas zagadką jest, w jaki sposób Album Pałahickie znalazł się w prywatnych rękach i jak udało się go przywieźć do Gorzowa.

Niczym grom z jasnego nieba

Album Pałahickie to 11 akwarel namalowanych w latach 1867/1868 przez Henryka Rodakowskiego, wybitnego polskiego artystę o europejskiej sławie. To perfekcyjnie wykonane arcydzieła przedstawiających chłopów i Żydów mieszkających i pracujących w Pałahiczach (koło Stanisławowa), majątku brata artysty. Cykl ten stanowi całościowy etnograficznie rejestr dziewiętnastowiecznego barwnego galicyjskiego folkloru.

Już przed II wojną światową uznawany był za zaginiony a prace z niego znane były w fotokopiach. W wielu starszych monografiach artysty do dziś zresztą można przeczytać taką informację.

Dlatego informacja, że wielkie dzieło uznawane za zaginione znajduje się w Gorzowie spadł na muzealników niczym grom z jasnego nieba. No bo jak, no bo skąd w przemysłowym mieście nagle takie niezwykłe znalezisko?

Był w prywatnych rękach

O tym, że Album Pałahickie znajduje się w Gorzowie muzealnicy dowiedzieli się na początku lat 70. XX wieku. Okazało się, że oryginalną tekę ma w swoim domu pani Franciszka Żukotyńska, wdowa po właścicielu niewielkiego majątku pod Warszawą oraz współwłaścicielu działającego przed wojną warszawskiego antykwariatu.

I choć nadal nie bardzo wiadomo, w jaki sposób cenne akwarele trafiły do pana Żukotyńskiego, można założyć, że zostały zakupione od ostatniej znanej właścicielki, czyli wnuczki malarza Janiny Straszowskiej.

Jakie były dalej losy tego zbioru? Jak udało się go ocalić z pożogi powstania warszawskiego? Dlaczego Żukotyńscy osiedlili się właśnie w Gorzowie? Te pytania pozostają bez odpowiedzi.

Kiedy tylko stało się jasne, że cenne akwarele są w prywatnym domu, muzealnicy zaczęli prowadzić rozmowy o zakupie. Pani Franciszka jednak nie chciała się zbioru wyzbywać. Aby Album uchronić, został wpisany do rejestru zabytków.

I tak naprawdę muzealnikom w nabyciu zbioru pomógł przypadek, a dokładnie nieudana na szczęście próba kradzieży. Dopiero wówczas właścicielka zgodziła się Album sprzedać, co stało na przełomie 1980-1981 roku.

Specjalna sala

Trochę czasu trwało, zanim kolekcja na stałe została wyeksponowana w willi Muzeum. 11 znakomitych portretów wołyńskich chłopów, ale i Żydów, można oglądać w specjalnie do tego przygotowanej Sali.

Każda akwarela jest dokładnie opisana – ma datę dzienną powstania oraz podpis identyfikujący portretowaną osobę.

Zaskakujące może się wydawać, że opisy uczynione są po francusku. Jak twierdzi biograf artysty Władysław Kozicki, mogło się tak stać, ponieważ artysta na co dzień posługiwał się tym językiem.

I tak poszczególne prace przedstawiają: Roznosiciela telegramów, Chłopskiego rzeźbiarza, Dworskiego listonosza, Wójta Nykołę, Kuca Myszkę, Pobereżnika Gregorcia, Chłopca stajennego Josia, Karczmarza Jasia, Pachciarza Szloma, Stajennego Iwana i konia Dickyta i w końcu Gumiennego Iwana Brzusia.

Roch

Korzystałam z: Małgorzata Kitowska „Album Pałahickie” Henryka Rodakowskiego.