W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Kingi, Maryna, Tycjana , 3 marca 2021

Requiem dla muzyków, czyli moje wspomnienie

2021-01-15

Gdy z Władysławem Janem Ciesielskim (WJC) przekształcaliśmy (1976 rok) Oddział Lubuskiego Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego w samodzielne, Gorzowskie Stowarzyszenie (GTM), zapytałem WJC, z kim chciałby współpracować?

medium_news_header_29479.jpg Fot. archiwum Leszka Bończuka Grzegorz Kowalec - trzeci, a Leszek Bończuk czwarty od lewej razem z dawnymi władami Myśliborza w czasach tworzenia szkoły muzycznej

Pan Władek bez wahania wskazał na byłego wizytatora państwowego szkolnictwa artystycznego w Zielonej Górze, który wtedy opuścił Zieloną Górę i był zatrudniony na stanowisku dyrektora Szprotawskiego Domu Kultury.

Wraz z Heleną Głuchowską (sekretariat, biuro) przez wiele lat tworzyli „wirtuozowski tercet skutecznego działania”, jakby orzekli entuzjaści Tadeusza Kotarbińskiego. Organizowali setki koncertów rocznie – od wielkich, symfonicznych form do koncertów kameralnych, recitali, ogólnopolskich i regionalnych konkursów instrumentalnych, prowadząc przy tym sieć ognisk muzycznych (ponad 1000 uczniów), które z czasem przekształcaliśmy z Nim w państwowe szkoły muzyczne. Był wizytatorem społecznego szkolnictwa artystycznego i pierwszym dyrektorem Państwowej Szkoły Muzycznej I st. nr 2 w Gorzowie Wielkopolskim z trzema filiami w terenie. Przy organizacji konkursów gitarowych w Strzelcach Krajeńskich współpracował z Januszem Kupczyńskim, serdecznym jego przyjacielem, pedagogiem i dyrektorem tamtejszego domu kultury.

To przy GTM, przy Nim i Helence Głuchowskiej rozwijał swe nieopierzone skrzydła Klub Jazzowy GTM z Bogusiem Dziekańskim – wtedy juniorem jazzu na czele! Oni uczyli (od 1977 r) Bogusia tajemnych meandrów organizacji imprez, promocji i rozliczeń! Dziś to jest Ich spadkobierczy „filar” Klubu Pod Filarami, o czym Dziekański z satysfakcją przypomina zawsze, o swych promotorach!

Gdy w końcu lat 80. nastąpiła historyczna transformacja ustrojowa oraz nastąpiły zmiany w systemie finansowania stowarzyszeń, On zakończył swą szlachetną i kulturotwórczą misję. Emeryturę otrzymał chwilę później już w swych rodzinnych, bieszczadzkich stronach, w Ropience na Podkarpaciu.

Jeszcze próbował tworzyć tam szkoły muzyczne, ale tamtejsze samorządy nie były chętne do współpracy. Był świetnie zapowiadającym się wokalistą (tenorem) i instrumentalistą, co z dumą podkreślał ówczesny zielonogórski wizytator Stanisław Ciomek i piszący te słowa.  

W Ropience i okolicach został organistą i w kilku kościołach prowadził chóry.

Po kilku latach od śmierci Władysława J. Ciesielskiego przysłał mi list z prośbą, by z okazji zbliżającego się 15-lecia szkoły, którą stworzył, (gdzie też urzędował legendarny już WJC ze swym Zarządem GTM) – patronem PSM nr 2 został właśnie Władysław J. Ciesielski – wybitny organizator życia muzycznego w regionie i kraju.

Lech Serpina - ówczesny dyrektor szkoły, zafascynowany Jego pomysłem, szybko przeprowadził procedurę nadania imienia WJC szkole. Na odsłonięcie tablicy WJC i inaugurację nadania imienia szkole przyjechało wielu przyjaciół i współpracowników WJC z regionu i kraju z Adrianną Poniecką-Piekutowską- dyrektorem Departamentu Szkolnictwa Artystycznego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Warszawie.

Często dzwoniłem do Niego. Ostatni raz niedawno, późną jesienią. Kiedy w grudniu zadzwoniłem, by złożyć Mu życzenia świąteczne – telefon milczał. Myślałem, że zamienił numer stacjonarny na komórkę, bowiem łuszczyca, na którą cierpiał, niszczyła Mu od kilkunastu lat zdrowie i zmuszony był do rezygnacji z gry na organach i prowadzenia zespołów wokalnych. Wysłałem więc list podając swój numer telefonu komórkowego, prosząc o kontakt, adresując: Pan prof. GRZEGORZ KOWALEC – Ropienka, woj. podkarpackie. W pierwszych dniach stycznia otrzymałem zwrot listu z dopiskiem ”adresat zmarł”!Zmarł (73-letni) wybitny organizator i przyjaciel artystów, nauczycieli. Niestrudzony organizator wielu przedsięwzięć muzycznych w Gorzowie i regionie. Zwrot listu do Grzegorza skłonił mnie do refleksji, by choć tymi kilkoma słowy przywołać pamięć o Nim wśród Jego przyjaciół, pedagogów i współpracowników ruchu muzycznego na Ziemi Lubuskiej i Pomorzu.

* * * 

Słowem muszę też wspomnieć o śp. Januszu Kupczyńskim – znakomitym artyście instrumentaliście i pedagogu. Poznaliśmy się w 1975 r., gdy wspólnie z Tadeuszem Rachlewiczem tworzyliśmy szkołę muzyczną w Strzelcach Krajeńskich. Janusz był wtedy pierwszym nauczycielem mającym pełne kwalifikacje muzyczne do nauczania na instrumentach dętych. Pamiętam Jego znakomite wykonania Koncertu B-dur Karola Kurpińskiego na klarnet i orkiestrę. Często grał dla mnie wirtuozowską Codę. A cały koncert zagrał przed laty z gorzowskim Odeonem. Prowadził znakomite amatorskie zespoły instrumentalno-wokalne i instrumentalne. Jego ówczesna grupa CZAS ze strzeleckiego domu kultury brylowała w całej Polsce, zdobywając laury na wszystkich możliwych ogólnopolskich przeglądach, czym dumny był też dyrektor szkoły Tadeusz Rachlewicz.

Z drugiej strony stanowił utrapienie dla PSM, bowiem ciągle był nieobecny w szkole muzycznej niczym enffant terrible placówki. Często musiałem interweniować (jako wizytator szkolnictwa muzycznego w gorzowskim Urzędzie Wojewódzkim) i łagodzić te incydenty, mówiąc, że wszystko się z czasem ułoży! Pamiętam, że Czas w 1977 r. zakwalifikował się też do opolskich Debiutów. Ta czwórka śpiewających i grających rewelersów w znakomitej własnej aranżacji i autorskim repertuarze była „skazana na sukces” – jak wtedy mówiono. Byłem wówczas służbowo w Opolu na festiwalu z ramienia Estrady Szczecińskiej, z którą – jako Wydział Kultury UW podpisaliśmy umowę o współpracy. Wtedy to Jerzy Stuhr zaśpiewał słynne „Śpiewać każdy może”, do tekstu Jonasza Kofty, który (przy nas) napisał go na serwetce - w przeddzień, na nocnym bankiecie…

Również na tym festiwalu mnie oczarował koncert „Nastroje, nas troje” autorstwa scenicznego Wojciecha Młynarskiego, Jonasza Kofty i Agnieszki Osieckiej. Niestety, czekając na próby do Debiutów w opolskim amfiteatrze, dowiedziałem się, że Janusz Kupczyński wraz z zespołem nie wystąpi w tym prestiżowym koncercie, bo wylądował w szpitalu z jakimś rozstrojem żołądka czy czymś podobnym? Odwiedziłem go w szpitalu. Ucieszył się, że widzi bratnią duszę, ale też był rozżalony i zły na los, który go dotknął.

Po okresie dyrektorowania w strzeleckim domu kultury, organizowania wespół z Grzegorzem Kowalcem wielu edycji konkursów gitarowych, wrócił do  tamtejszej szkoły muzycznej, był dyrektorem tej placówki i nauczycielem gry na instrumentach dętych drewnianych. Uczył z pasją wytrawnego pedagoga w kilku też szkołach w regionie. Studiował zaocznie z własnej woli, chcąc podwyższyć swe kwalifikacje naukowo-pedagogiczne na Wydziale Instrumentalno-Pedagogicznym PWSM. Był też klarnecistą w cygańskim zespole „Terno” Edwarda Dębickiego. Po przejściu na emeryturę, kontynuował swą pedagogiczną misję. W międzyczasie skomponował hejnał dla Gorzowa. Zmarł niedawno, 21 grudnia 2020 r. w wieku 72 lat.

* * * 

Nie ma już wśród nas Władysława J. Ciesielskiego, Heleny Głuchowskiej, Grzegorza Kowalca, Tadeusza Rachlewicza, dyrektora Regionalnego Centrum Animacji Kultury
w Zielonej Górze-Gerarda Nowaka – mojego wielkiego przyjaciela, muzyka i artysty do spraw folkloru, scenarzysty i reżysera wielu kulturowych widowisk. Nie ma też moich kolegów z regionu: Jana Myszaka - pedagoga i twórcy szkoły muzycznej w Myśliborzu, Józefa Szuszkiewicza, który lata był nauczycielem muzyki w liceach ogólnokształcących Dębna Lubuskiego i Gorzowa. Zmarłego przedwcześnie Zbyszka Bociana rodem z Barlinka. Nie ma wśród nas Jerzego Bywalca ze Strzelcach Krajeńskich, twórcy znakomitego big - bandu sprzed laty (o którym niewielu już pamięta), Marka Jasińskiego ze Szczecina, kolegi ze studiów i wybitnego kompozytora, twórcy kantaty rokitniańskiej „Ego sapientia”, wybitnego etnomuzykologa i szczecińskiego artysty Bogdana Matławskiego, czy historyka muzyki i legendarnego konferansjera koncertów muzyki wysokiej – Mikołaja Szczęsnego  oraz wielu, wielu innych!

* * * 

Moi przyjaciele artyści, muzycy i działacze tego ruchu, Apeluję do Was! Nie zapominajmy o Waszych artystach i pedagogach. Przypomnijmy Ich teraz. Przypominajmy Ich zawsze! Pochylmy się nad pamięcią o twórczych ludziach, bo – jak mówił nam przed laty Jerzy Ficowski, gdy wraz z Edwardem Dębickim i Januszem Dreczką odbieraliśmy historyczne rękopisy Papuszy – On, odkrywca Jej talentu, mówił nam: „Pamiętajmy o poprzednikach, bo przyjdzie czas, że – przy braku dokumentów nastanie refleksja: Dlaczego nie spisałem lub nie zapytałem się o Ich dossier swojej mamy, dziadka, przyjaciela sprzed lat…?”
Przywołałem więc kilku naszej Pamięci!

Teraz Oni pewnie organizują życie muzyczne w niebiańskich błoniach i spoglądając na Ziemię cieszą się, że O NICH PAMIĘTAMY!

Requiem aeternam Dona eis Domine,

et lux perpetua luceat eis.

Requiescant in pace. Amen

 

Wspominał: Leszek Bończuk