W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Bernarda, Sabiny, Samuela , 20 sierpnia 2017

Jazzu nauczył tutaj kilka pokoleń słuchaczy

2015-12-14

- Co tu się dzieje? – to były pierwsze słowa Bogusława Dziekańskiego podczas sobotniego benefisu, który urządzili mu przyjaciele Filarów. Impreza miała być niespodzianką i rzeczywiście była.

medium_news_header_13327.jpg

Zaskoczyć czymś Bogusława Dziekańskiego jest z reguły zwykle trudno. A jeśli chodzi już o klub, wydaje się to prawie niemożliwe. A jednak przyjaciołom Prezesa oraz samych Filarów tym razem udało się wyśmienicie. Pomogła w tym żona – Renata Dziekańska, która wtajemniczona w całość, pomogła jak tylko mogła, aby mąż niczego się nie domyślił.

Trzeba godnie zamknąć fetę

                

Sobotnia impreza była swego rodzaju ukoronowaniem obchodów 35-lecia Jazzowych Filarów, czyli cyklu koncertów, na które w nowym sezonie zaprosił Prezes fanów. – on dla nas tyle robi, zróbmy i my mu coś – mówili organizatorzy.

Koncert przeplatany był quizem z działalności klubu i samego Dziekańskiego. I te właśnie pytania kolejny raz uświadomiły, że Dziekański to instytucja.

Uczniowie, wychowankowie, mistrzowie

                 

Podczas koncertu wystąpili gorzowianie, w tym najjaśniejsza gwiazda na jazowym firmamencie, czyli Adam Bałdych. – Zerwałem koncert na tę okoliczność, a co tam, tyle ich gram, że jeden mogłem. Nie wyobrażam sobie, żeby mnie tu miało nie być w takiej chwili – mówił.

To właśnie Dziekański pierwszy zauważył olbrzymi talent i możliwości Adama Bałdycha. To on pierwszy pozwolił Adamowi zagrać na dużej scenie w klubie. Do anegdoty przeszło wydarzenie, kiedy zagościła w Gorzowie Luluk Purwanto, indonezyjska skrzypaczka na stałe mieszkająca w Holandii. No i kiedy Adaś, który wówczas był tylko Adasiem, dobrze zapowiadającym się skrzypkiem, wyszedł na scenę i zagrał, to zawodowej skrzypaczce trochę się przykro zrobiło, bo kilkunastoletni chłopak z Gorzowa zagrał zwyczajnie lepiej.

Na scenie pojawił się także pianista Michał Wróblewski, kolejny muzyk, który karierę zaczynał w wieku kilkunastu lat i też na klubowej scenie. A Dziekański, podobnie jak w innych sytuacjach było, wspierał go jak tylko mógł. I dlatego do dziś obaj muzycy uznają klub za swój matecznik.

MAJ, czyli coś na miarę Europy

                 

Na koncert-benefis przyszło sporo tych, którzy słuchali jazzu w szkołach, bo byli studentami Małej Akademii Jazzu. Bo to właśnie Dziekańskiemu zachciało się kontynuować ideę takiego kształcenia muzycznego, kształcenia, które zalazło uznanie w USA, a teraz coraz bardziej zaczyna się liczyć w całym kraju. Bo do piwnicy jazzowej w Gorzowie coraz częściej zagląda dr Andrzej Białkowski z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, bo ciągle cos tam bada w tym systemie, który się sprawdził.

Na scenie tego wieczora pojawili się profesorowie MAJ. Zagrał najstarszy stażem wykładowca, gitarzysta Leszek Dranicki. Pojawił się gitarzysta Krzysztof „Puma” Piasecki, saksofonista Marek Kazana oraz najmłodszy stażem, gorzowski saksofonista Marek Konarski. – Przecież to oczywiste, że tu jesteśmy Takich klubów, jak Filary zwyczajnie nie ma w Polsce – mówili muzycy, którzy zresztą dość często bywają w Gorzowie.

I dla klasyki miejsce jest

                 

Wydawać by się mogło, że Jazz Club, już choćby tylko z definicji, to ostoja tylko jazzu. Jednak Bogusław Dziekański jest zdania, że skoro są muzycy klasyczni, którzy chcą tu występować, to mogą. Dlatego też na benefisie pojawił się znany meloman Marek Piechocki, który od lat w Filarach prowadzi kameralne koncerty klasyczne, na które zaprasza muzyków z poznańskiej Akademii Muzycznej. Niektórzy z nich to już dziś w pełni ukształtowani muzycy o liczących się nazwiskach. Także dlatego na scenie zagrał kwartet Straordinario złożony z muzyczek Filharmonii Gorzowskiej. Od momentu powstania Filharmonii klub jest otwarty na współpracę. Z krótką przerwą zresztą harmonijnie się ona układa. Bo jak mawia Bogusław Dziekański, jeśli muzyka jest dobra, to zawsze się w klubie miejsce dla niej znajdzie.

I jak trzeba, to klub udziela miejsca zespołom wchodzącym dopiero do świata muzyki. Kilka razy popróbowali tu nawet lokalni raperzy.

                

Niezwykły wieczór, pełen muzyki, ale i wspominek o tym, co tu się wydarzyło, zakończył szampan. A jam session, jak tradycja klubowa nakazuje, trwała niemal do rana.

Renata Ochwat