W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny , 25 maja 2019

Tenis to jego miłość na całe życie

2015-01-18

Uprawiał lekką atletykę, boks, grał w piłkę nożną, ale całe swoje zawodowe życie związał z tenisem stołowym. 

medium_news_header_10057.jpg
Ryszard Kulczycki (pierwszy z prawej) i jego Gorzovia lat 90-tych minionego wieku.

Ryszard Kulczycki do tego sportu zapalił całą swoją rodzinę, która też osiągała i osiąga nadal świetne wyniki.

- Z tenisem było tak, że grałem w niego już w technikum rachunkowości rolnej w Zieleńcu. Za rakiety służyły zeszyty, albo coś innego. Ale grałem też w szkolnej lidze – opowiada dr Ryszard Kulczycki, gorzowska ikona tenisa stołowego. W międzyczasie uprawiał inne dyscypliny sportu, jak piłka nożna, boks, lekka atletyka. Już kiedy był na studiach w Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu zachorował na żółtaczkę. Trzeba było wziąć urlop dziekański. Potem przyszła druga żółtaczka. – No i wtedy w szpitalu przeczytałem w gazecie, że klub Jedwab Gorzów przegrał z LZS Raduszec.  No i nie uwierzyłem. No bo jak to klub miejski, z dużego miasta, przegrywa z jakimś klubem ze wsi. To był 1960 rok. No i wtedy zdecydowałem, że może się tym zajmę, bo już lekkiej nie mogłem uprawiać – opowiada Ryszard Kulczycki.

Z Drohobycza na Zawarcie

Ryszard Kulczycki urodził się w 1941 roku w Drohobyczu. – Prawie nic z tamtych czasów nie pamiętam. Utrwaliły się tylko obrazki. Pamiętam pogrzeb mego brata, pamiętam jak Niemiec przyszedł do naszego domu, potem pijanych Rosjan, jak strzelali na podwórku, tylko tyle - mówi.

Wraz z rodziną, mamą i rodzeństwem, kuzynem, kuzynką i wujkiem przyjechali w maju 1945 roku. – Podróż trwała sześć tygodni i raczej nie sądzę, aby rodzina wiedziała bardzo dokładnie, gdzie jedzie. Pociąg zatrzymał się w Gorzowie, więc tu zamieszkaliśmy – opowiada dr Kulczycki.

Zamieszkali na Zawarciu, w bloku przy ul. Towarowej. – Kiedy przyjechaliśmy, cały blok był pusty, a my się zainstalowaliśmy wszyscy w małym dwupokojowym mieszkanku na parterze. I tak to trwało aż do 1946 roku, kiedy z łagru przyjechał ojciec. Wtedy rodzina zamieszkała osobno, zajęła trzy inne mieszkania, tak więc przy Towarowej dość długo Kulczyccy mieszkali razem.

- To właśnie ojciec zaszczepił mi miłość do sportu. Sam uprawiał lekką atletykę i jako piłkarz razem z Junakiem Drohobycz wszedł do I ligi, choć wojna sprawiła, że nie zdążył w niej zagrać – mówi Ryszard Kulczycki.

Opowiada, że po raz pierwszy i jak dotąd jedyny do Drohobycza wrócił trzy lata temu. - Nawet chciałem zobaczyć ten dom, w którym się urodziłem, ale kiedy kazało się że ulica Wójtowska Góra ma 360 numerów, to zrezygnowałem, bo chyba raczej bym tego domu nie rozpoznał – opowiada.

Skoki do Warty i inne ekscesy

Już jako dziecko Ryszard Kulczycki grał w piłkę nożną, kiczkę i inne gry podwórzowe. – Latem skakało się z mostu do Warty, no robiło się różne dziwne rzeczy. Takie były czasy – wspomina. W 1951 roku zaczął regularne treningi boksu w Stali Gorzów, ale dość szybko je zakończył, bo pobił swego sparringowego kolegę gołymi pięściami i za ten wybryk został zwyczajnie z klubu wyrzucony W 1956 roku zaczął dźwigać ciężary, bo jak mówi, taka była moda i w ówczesnym świecie nie było wąskiej specjalizacji sportowej i każdy uprawiał nawet po kilka dyscyplin sportowych. Aż przyszedł feralny z jednej strony, a z drugiej szczęśliwy rok 1960, bo zachorował i od tego czasu zaczął swoją przygodę życia z tenisem sportowym.

Od zawodnika do trenera

W Jedwabiu Gorzów trenował pod okiem wybitnego trenera Gerarda Nowaka. Ale bardzo szybko z zawodnika przeszedł do trenerstwa, stało się tak po odejściu trenera Nowaka z klubu. Potem pracował jako trener w Stilonie Gorzów. Potem jeszcze w Siemianowiczance Siemianowice, Warcie Gorzów, Siarce Tarnobrzeg, znów w gorzowskiej Warcie, potem w SHR Wojcieszyce. Aż przyszedł 1990 rok i Kulczycki zapragnął założyć jednosekcyjny, tylko tenisowy klub. I założył Gorzovię.

Ale po drodze był trenerem kadry narodowej juniorów i młodzików, wychował wielu reprezentantów Polski w tenisie stołowym, którzy zdobyli ponad 50 medali Mistrzostw Polski. Jednym z jego podopiecznych był legendarny polski tenisista stołowy Andrzej Grubba. – Andrzej miał zacięcie do tego sportu. Pamiętam, jak byliśmy na zgrupowaniu w Cetniewie, zarządziłem koniec treningu. Wszyscy się zastosowali, ale ja słyszę, takie charakterystyczne dźwięki, jakie wydaje odbijana piłeczka. To Andrzej trenował. Bo jak sam mówił, nie lubił przegrywać – opowiada Ryszard Kulczycki.

Już jako trener zajął się też działaniami na rzecz rozwoju ukochanej dziedziny. Szefował Okręgowemu Związkowi Tenisa Stołowego, był wiceprezesem Polskiego Związku Tenisa Stołowego. Działał na rzecz powstawania klubów tenisa stołowego wszędzie, gdzie tylko się działo. Poza tym sędziował i nadal sędziuje w meczach.

Teraz martwi go, że kluby jednak znikają. – No właśnie znika nam klub Unia Lubiszyn, trener niestety zachorował i nie ma kto prowadzić zajęć dla dzieci. Boję się, że podobny los spotka trzecią siłę tenisową w naszym województwie, czyli klub Drzonkowie – mówi.

Trener z papierami

Kiedy choroba przerwała studia Kulczyckiego na poznańskiej AWF, wydawało się, że już do tego nie wróci. Zaczął odnosić sukcesy jako trener i działacz. Ale ambicja naukowa zwyciężyła. Wrócił na studia i ukończył je w trybie zaocznym. Mało tego, skończył studia trenerskie na Uniwersytecie Jana Komeńskiego w słowackiej Bratysławie. W 1997 roku obronił pracę doktorską napisaną pod okiem prof. Bernarda Woltmanna „Rozwój tenisa stołowego w Polsce w latach 1918-1989”. Wykładał na AWF między innymi historię sportu tenisowego. Jest autorem kilku książek o tenisie stołowym i metodach treningu. – Myślałem nawet o habilitacji, ale jakoś tak zeszło, że jednak jej nie zrobiłem – mówi Kulczycki.

Gorzovia jego miłość

Życie Ryszarda Kulczyckiego, a właściwie całego klanu, bo i dzieci jego brata, jego dzieci, teraz i wnuków od 1990 roku kręci się z i wokół Gorzovii. Tenisowy klub znany w Polsce to dziecko Ryszarda Kulczyckiego, bo to on go wymyślił, założył, prowadził, trenował w nim, robił wszystko. – Kiedy miasto dało nam pomieszczenia w Łaźni, to sami wszystko robiliśmy. Moja nieżyjąca żona sama codziennie sprzątała po kilka godzin dziennie i to za darmo. Zresztą ja sam też się dokładałem finansowo do działań. Aż przyszedł feralny rok 2013 – mówi.

Półtora roku temu przestał pełnić funkcję prezesa, został jedynie trenerem. I zwyczajnie ma żal do ludzi, którzy odsunęli go od władzy w klubie, który wymyślił i założył.

Tenis, bzik całej rodziny

W tenisa stołowego grali lub grają oraz trenują niemal wszyscy członkowie klanu Kulczyckich. Sukcesy osiągała bratanica Kamila, także synowie Łukasz i Szymon, nieżyjąca już córka Joanna oraz wielu innych.

Teraz nadzieją dziadka i klubu jest Samuel, który ma 13 lat i pokaźny wór sukcesów na koncie. Bo jest już 72 na świecie w kategorii kadetów i ósmy na świecie kategorii młodzików, a trzeci w Europie. Poza tym na koncie ma dwukrotne zwycięstwo  Kid’s Open w Düsseldorfie (nieoficjalne mistrzostwa Europy zawodników do lat 10). Jest także międzynarodowym mistrzem Austrii młodzików (2012). – Ma talent, ale też i olbrzymie zacięcie do sportu. Trening to rzecz święta, nie ma znaczenia dzień. Bo nawet w wigilię przed południem byliśmy na sali – opowiada dumny dziadek. I przyznaje, że kariera zawodnicza na tym poziomie, na jakim jest Samuel, to potężne koszty i ból głowy rodziców, jak je zapewnić.

Sport nawet w chwilach bez sportu

Ryszard Kulczycki od 24 lat jest na emeryturze, ale cały czas czynny, bo trenuje lub sędziuje. Jak tego nie robi, to ogląda sport w telewizji. Jak sam przyznaje lubi pooglądać angielską i hiszpańską ligę piłkarską, lekką atletykę, boks zawodowy, choć według niego dzisiejszy boks ma niewiele wspólnego z boksem prawdziwych fighterów, lubi też skoki narciarskie.

- Kolekcjonuję też znaczki sportowe klubów, znaczki pocztowe  wydawnictwa sportowe. No tak, sport to całe moje życie – mówi. I jak żartuje, czas mu organizuje pies Buster, który nie znosi nieobecności swego pana i rozpaczliwie szczeka, czego z kolei nie mogą Kulczyckiemu wybaczyć sąsiedzi.

Za zasługi na rzecz tenisa w 1995 uznany został trenerem roku województwa gorzowskiego, jest odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.

Renata Ochwat