W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Najpierw wybudujemy, później będziemy się martwić

2012-05-18

Takie zdaje się hasło przyświecało pomysłodawcom i budowniczym stadionu żużlowego, i filharmonii w takim a nie innym kształcie i za takie a nie inne pieniądze, czyli przesadnie monumentalnie i przesadnie drogo.

medium_news_header_268.jpg

Wybudujemy i jakoś to będzie. Nie licząc się przy tym z kosztami późniejszego  utrzymania i funkcjonowania. Albo bardzo źle licząc. Jeśli tak, to oczywiste jest pytanie: celowo czy po prostu niekompetentnie?  No i mamy wszyscy zmartwienie, bo nie jest już ono tylko zmartwieniem władz miasta, które z pewną nonszalancją i beztroską podeszło do sprawy. Nonszalancja i beztroską, gdyż zabrakło uczciwego biznesplanu, w którym należało  rzetelnie przewidzieć skutki ekonomiczne i społeczne zarówno dla budżetu miasta, jak i w konsekwencji dla kultury i sportu jak całości. A skutki już widzimy i nie jest to tylko kwestia kryzysu gospodarczego, którego doświadczamy, a który służy jak tarcza do obrony racji, których obronić się nie da.
Skoro jest wielki  i piękny stadion, to musi się przecież na nim coś dziać No i dzieje – mamy wielce kosztowne Grand Prix na żużlu i ligowe mecze Stali. Ale to tylko od święta, na co dzień stadion stoi pusty i straszy. A próby organizowania festynów czy innych imprez masowych są tylko zasłoną dymną, mającą przesłonić brak ekonomicznego sensu tak kosztownej inwestycji. Rodzinny piknik, festyn, koncert czy jakąś inna masową imprezę można przecież zorganizować z powodzeniem w kilku innych miejscach i nie  trzeba do tego tak ogromnego stadionu, z taka ilością miejsc na trybunach i lóż dla VIP-ów.
A skutki tego są m.in. takie, że to cierpi na tym cały gorzowski sport, bo ta inwestycja, Grand Prix i w ogóle żużel wyssały z miasta – nie tylko z budżetu – tyle pieniędzy, że na pozostałe kluby i dyscypliny niewiele już pozostaje. Kiedyś, po wojnie, cały kraj odbudowywał stolicę, teraz cały Gorzów odbudowuje żużel … Właśnie, czy aby właściwie odbudowuje?  To akurat można było zrobić i taniej, i lepiej. Na dodatek bez kosztownej zabawy w Grand Prix. A już żenujące są te pretensje do władz województwa, że nie chcą dołożyć się do tej dętej imprezy, bo niby to taka świetna promocja i Gorzowowi się należy… Jasne, że się należy, ale przed wszystkim należało rozmawiać o tym wcześniej, kiedy decydowano się na tą zabawę w światowy (?) żużel.
Nie inaczej wygląda sprawa z filharmonią. Skoro powstała, jako wielki zamysł, to musi funkcjonować, być własna orkiestra i w ogóle coś w niej grać. A i gra, choć nie buczy. Bo znowu koszty ogromne, kołdra krótka i zabiera się pieniądze gdzie tylko się da, by utrzymać ten nasz piękny i dumny zbytek. Oczywiście kosztem innych placówkę kultury, działań i przedsięwzięć kulturalnych oraz oświatowych, a nawet drogowych. A że ludzie kultury są raczej cichego i pokornego serca, to na razie po kątach tylko zgrzytają zębami i głośno jeszcze nie narzekają.
I żałosne są, w tym kontekście,  te gorzowskie pretensje do władz samorządowych województwa, że nie chcą wspomagać finansowo gorzowskiej filharmonii. A wcześniej, planując  czy już realizując inwestycję, zabiegał ktoś o to , czynił jakieś starania o wpisanie filharmonię na listę marszałka? Czy prezydent prosił kogoś o pomoc w tej sprawie? Nie słyszałem o tym od żadnego z radnych wojewódzkich czy naszych parlamentarzystów. To przecież byłoby poniżej godności … A teraz, kiedy przyszła bieda, stawia się pod ścianą marszałka i  żąda pieniędzy, bo Gorzowowi się należy…  Jasne, że się należy, ale kolejność rzeczy powinna być chyba  inna.
Trzeba i należy  przewidywać skutki swoich działań. Odpowiedzialna władza  zaś szczególnie powinna przewidywać konsekwencje decyzji, bo działa w naszym imieniu i dla naszego dobra. I proszę mnie traktować jak dziecko, którego rodzice (władza) wiedzą lepiej co jest dobre dla mnie i moich potomków. W normalnej rodzinie bowiem także dziecko ma dużo do powiedzenia. I proszę też  nie  wmawiać nam teraz, ze władza chciała i chce dobrze, ale to inni (czytaj: marszałek województwa, Zielona Góra, kryzys) są źli, niedobrzy i się sprzysięgli, by nas niszczyć. Niszczymy, niestety, się  sami … Sport, kulturę i może coś jeszcze przy okazji.
Pisząc władze mam na myśli nie tylko prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka, ale także kolejne Rady Miasta i kolejnych radnych, którzy również maczali w sprawie ręce, a teraz często udają, że ich przy tym nie było.


Jan Delijewski