W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Ady, Aleksandra, Dagmary , 12 grudnia 2019

Gorzów na peryferiach gospodarki

2012-06-09

 Perspektywy dla młodych ludzi w Gorzowie są katastrofalne. Co człowiek po studiach ma robić?

medium_news_header_502.jpg

Augustyn Wiernicki, były radny, absolwent Akademii Rolniczej i Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, doradca wojewody w latach 2000-2001, od 1982 przedsiębiorca i właściciel firmy Metalplast PHP w Gorzowie Wlkp., od 1992 prezes i założyciel Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu im. Brata Krystyna.

 

Gorzów dla ludzi po studiach staje się miejscem pracy w magazynach sklepowych i przy ladach, przy układaniu towaru i przy sprzątaniu w hipermarketach. W Gorzowie prawie nie ma zakładów produkcyjnych – wszystkie duże upadły.

 Utrzymanie mieszkania kosztuje dziś 1200 złotych. Ile trzeba zarobić, by cztery kąty utrzymać? Oferta na gorzowskim rynku pracy to ok. 1500 zł. netto. Jak żyć?

„Szansa w Niemczech”- pod takim tytułem jeden z urzędów szczebla wojewódzkiego wydał przewodnik dla młodych Polaków chcących wyjechać na zachód Europy. Poniżające!

Na zmiany się nie zanosi. Właściwie nawet nie ma kto tych pozytywnych wizji i optymistycznych zmian obiecać, a co dopiero zrealizować. Czy może się rozwijać społeczeństwo nie produkując i nie eksportując? Niemcy pokazują, że nie!

A gorzowski model rozwoju?

Zafundowaliśmy sobie model rozwoju bez zakładów produkcyjnych wysokich technologii, niekontrolowaną hipermarketyzację miasta i uczelnie bez wydziałów generujących nową myśl techniczną. Do tego dochodzi problem z bankami, które nastawione są na szybki zysk i krótkookresowe kredyty. Małe i średnie sklepy zaczęły masowo upadać, wiele rodzin popadło w kłopoty finansowe, a duża cześć ich właścicieli i pracowników zasiliła szeregi bezrobotnych. Pomiędzy małymi sklepami a wielkopowierzchniowymi zniszczono zdrową równowagę.

Żeby jednak trochę równoważyć te dysproporcje należało by tworzyć przestrzenie gospodarcze chronione dla małych i średnich przedsiębiorstw, szczególnie handlowych i o profilu spożywczym. Wszystkie drogi dojazdowe prowadzą do hipermarketów a centrum miasta z małymi sklepami zanika. Gdy powstaje zachodnia firma czy hipermarket to ma dojazdy, podjazdy, rozjazdy, a obok stację paliw. Małym sklepom w centrum funduje się jednokierunkową ulicę lub zakaz postoju.

Handel to obieg krwionośny, jeśli o niego nie zadbamy, to nie zadbamy o coś, co w organizmie nazywa się obiegiem krwi, a w ekonomii obiegiem pieniądza. Małe zakłady umierają. Ile jest w Gorzowie małych piekarni czy hurtowni spożywczych? Prawie nie ma. A małych zakładów produkcyjnych, przetwórstwa spożywczego? – też nie ma.

Rządzący muszą się wykazywać zdrowym rozsądkiem, wiedzą ekonomiczną i znajomością funkcjonowania miasta – czyli znajomością warunków, które trzeba tworzyć dla pobudzania aktywności gospodarczej mieszkańców. Jeżeli się nie wie to podpatrywać Niemców, największą potęgę współczesnej Europy.  Model niemieckiego rozwoju się sprawdził i warto go poznać.

Rozwój miasta to konkretna wiedza ekonomiczna.

Bez końca słychać, że do Gorzowa za wszelką cenę należy sprowadzać kapitał zagraniczny.  Ale czy każdy kapitał jest równie ważny dla rozwoju miasta? Jaki kapitał powinien tu trafić? Czy w krótkiej perspektywie czasowej daje korzyści? A jeżeli tak, to jaki daje efekt w dłuższym okresie?

A gdy już złapiemy inwestora...

Cieszymy się, bo mamy w danym momencie wzrost zatrudnienia, przybywa osób z pieniędzmi. Ale może nie wiemy, że w dalszej perspektywie właśnie te inwestycje często osłabiają rynek lokalny i generują bilans ujemny. Bo czy w Gorzowie rzeczywiście mamy kapitał, który nakręca koniunkturę rozwojową, likwiduje bezrobocie i jest czynnikiem aktywizacji gospodarczej? A może na dłuższą metę niewiele daje? Do Gorzowa w pierwszej kolejności trafia kapitał, który przejmuje lokalne firmy i ich rynek. Na początku przynosi pozytywny efekt: na krótko poprawia sytuację, bo przejęte przedsiębiorstwo samo nie mogło sobie poradzić. Szybko jednak przychodzi redukcja zatrudnienia i nadmierna eksploatacja pracowników i niskie płace. – To inwestycje tzw. przejmujące, z którymi w Gorzowie najczęściej mamy do czynienia. Ich faktycznym celem jest przejęcie rynku zbytu.        

Inny kapitał, trafiający równie często, ma charakter wypierający. Inwestor zagraniczny wie, że po wejściu wyprze z rynku słabsze miejscowe firmy. Inwestorzy wypierający wcale nie poprawiają lokalnego stanu gospodarki, bo zajmują przestrzeń już istniejących miejscowych firm. Inny trafiający do nas kapitał to tzw. goszczący. On siedzi na walizkach, jak je napełni to przenosi się dalej gdzie jest jeszcze tańsza siła robocza. Po niektórych firmach już nie ma śladu. Pozytywny efekt znowu jest na krótko – pozostaje mglista perspektywa rozwoju. Inwestorzy przejmujący, wypierający czy goszczący zwykle reprezentują model gospodarczy oparty na zależności między silnym centrum zarządzania w kraju pochodzenia a podległą jej firmą filialną. Filie nie wywołują efektu kooperacji w miejscu ich lokalizacji i dlatego rzadko działają rozwojowo na korzyć otaczającej ją gospodarki miejscowej. Jedynie kompletują, składają, pakują, a na pewno nie produkują. Przygotowują produkt finalny, ale bez współdziałania z miejscowym biznesem. Jest to model typu córka – matka, który wytwarza też taki sam zależny od centrum model przepływu zysków. Czy faktycznie dzięki inwestorom zewnętrznym spadło bezrobocie w Gorzowie? Być może tak, ale tylko na krótko. Z kolei, czy spadło bezrobocie w grupie osób młodych wysoko wykształconych? Jasne, że nie, bo tego typu filie koncernów zagranicznych nie potrzebuje wielu ludzi wykształconych. Potrzebują pracowników przy taśmie produkcyjnej, nawet z tytułem magistrów. Jest to ekstensywny model rozwoju, taki bez ambicji, który nie prowadzi do dobrobytu, do zmniejszania biedy, a tym bardziej do dogonienia Zachodu.

Gorzowskie inwestycje miejskie.

W dużym uproszczeniu inwestycje miejskie można pogrupować na prokosztowe, i rozwojowe. Te pierwsze znacznie obciążają budżet miasta, mają bardzo niską stopę zwrotu, praktycznie nie wpływają bezpośrednio lub pośrednio na wzrost aktywności gospodarczej mieszkańców, a tym samym na wzrost wpływów podatkowych do kasy miasta. W rzeczywistości swymi kosztami ich funkcjonowania, w tym ich utrzymania, generują koszty zubożające budżet. Wydatki z tym związane blokują środki finansowe, które mogły by być wydane na bardziej pożyteczne cele, przede wszystkim związane z pobudzaniem gospodarki. Weźmy przykład gorzowskiej Dominanty. Niczemu nie służy, kosztuje, wpływów do budżetu nie przynosi, ale przez dużą część ludzi jest przyjmowana pozytywnie. Z ekonomicznej oceny jest po prostu wyrazem niegospodarności.  Mamy dwa bulwary, wschodni i zachodni. Ten wschodni jest przykładem poprawnej architektury, funkcjonują tam sklepy i wiele zakładów gastronomicznych dających pracę gorzowianom, ich właściciele zapewne dobrze radzą sobie finansowo, płacą podatki i zasilają budżet miasta. Mówiąc językiem ekonomii: bulwar wschodni dobrze wpisuje się w ekonomię miasta i jest dobrym przykładem inwestycji prorozwojowych i aktywizujących gospodarczo. Z kolei ten zachodni jest przeciwieństwem. Wprawdzie architektonicznie jest poprawny, ale z ekonomicznością ma niewiele wspólnego.

Te drugie inwestycje, rozwojowe, mają wysoką stopę zwrotu. Już od momentu ich realizacji są czynnikiem pobudzającym aktywność gospodarczą i szybko przyczyniają się do wzrostu dochodów budżetowych miasta. Społeczeństwo szybko odczuwa ich oddziaływanie, poprawia się poziom życia, zwiększa się ilość środków na cele społeczne.

Gorzowska peryferyjna gospodarka.

Tylko jeden rodzaj inwestorów zewnętrznych dobrze działa na miejscowe otoczenie biznesowe – to ten o trwałym charakterze kooperacyjnym. Buduje trwale obiekty i wywołuje efekt kooperacji z lokalnymi zakładami. Ma biura badawcze i sekcje wdrażania nowych technologii, zatem tworzy zapotrzebowanie na ludzi wysoko wykształconych. A to z kolei prowadzi do zwiększenia zapotrzebowania na nowe uczelnie i wydziały. Niestety w Gorzowie jak dotąd takich firm nie ma.

Nawet gdyby miejscowe przedsiębiorstwa o trwałej lokalizacji dobrze funkcjonowały to w końcu i tak znikną, bo kurczy im się rynek zbytu. Z kolei wielka sieć zbytu kooperuje głównie z wielkimi producentami i dostawcami. Średnie i małe firmy produkcyjne przy tej polityce gospodarczej po prostu plajtują, bo nie ma dla nich sieci zbytu małych sklepów i hurtowni.

Gorzów nabiera cech gospodarki peryferyjnej, skąd zawsze daleko do centrum gospodarczego, a jest tu tania siła robocza, niskie zarobki i otwarty rynek zbytu dla koncernów. Tam gdzie przedsiębiorstwa - córki tam gospodarka najczęściej peryferyjna, tam gdzie przedsiębiorstwa- matki tam centrale eksportowe z zapleczem badawczym i wdrożeniowym. U tych pierwszych zawsze niedobór środków rozwojowych, u tych drugich nadpłynność finansowa. Przykładem są współczesne Niemcy.

Co gorsza, peryferyjność gospodarcza Gorzowa prowadzi do tego, że miejscowe przedsiębiorstwa zamieniają się w firmy o charakterze niszowym. Aby ratować siebie i swoich pracowników, szukają miejsc, w których jeszcze można coś zarobić. Nie mniej jednak i tak prędzej czy później zostaną wyparte przez międzynarodowy kapitał, który także sięgnie po te nisze.

Czy rządzący miastem wiedzą ile pieniądza krąży w Gorzowie, jaki jest bilans przepływów gotówkowych, czy mamy do czynienia z dodatnim bilansem pieniężnym czy ujemnym?  Wszystko wskazuje na to, że siła nabywcza zasobów pieniężnych jest coraz mniejsza.

W tym modelu gospodarczym, bez produkcji i własnego handlu, musi być dominacja alokacji kapitału gotówkowego poza Gorzów nad zasobem pieniądza krążącego w społeczeństwie, pomiędzy podmiotami gospodarczymi. To prowadzi do małej dynamiki rozwoju, a może nawet do stagnacji.

 Padają małe przedsiębiorstwa, nawet miejscowe stragany i zakłady usługowe nie mogą się utrzymać. Te jeszcze istniejące w większości funkcjonują na poziomie przetrwania. Targowiska mają się coraz gorzej, a właściwie to ich prawie nie ma. W dobrze prosperujących miastach są dobrze prosperujące giełdy handlowe - u nas ich nie ma. Jedni mają produkować a inni sprzedawać. O przetrwanie walczą ostatnie małe piekarnia, znikają małe hurtownie, a małe sklepiki spożywcze utrzymują się dzięki sprzedaży alkoholu. Gorzów alkoholem stoi!  Ktoś powie: małe upadają a ich zadania przejmują duże np. hipermarkety. Słyszy się, że te duże to wygodne, ale przede wszystkim oferują tańszy towar. Szybko należy to sprostować: tak jest na początku i do czasu zniszczenia konkurencji tych małych. Co te wielkie, przejmujące i wypierające małe i średnie firmy, robią z pieniędzmi zagarniętymi z rynku? Czy wpuszczają je w obieg, wzbogacają lokalną społeczność? Nie. Reinwestują, ale zupełnie gdzie indziej. Zatem jeżeli fundujemy wiele przedsiębiorstw wysysających pieniądz z obiegu to naszemu społeczeństwu w końcu musi brakować kapitału, a szczególnie na rozwój i cele społeczne. Młodzi wyjeżdżają bo nie widzą szans dla siebie. Potrzebne są poważne zmiany w podejściu do metod i strategii rozwoju Gorzowa Wlkp. - inaczej z biedą sobie nie poradzimy, a raczej ją utrwalimy.

 Augustyn Wiernicki