W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2019

Jest mi przykro i głupio, że to widziałem

2012-06-18

Kiedy widzę jak z  miesiąca na miesiąc upada gorzowski sport, jak degradowane są ligowe  drużyny, jak niszczy się całe kluby, jak bezmyślnie niweczy się dorobek wielu  pokoleń działaczy, trenerów i sportowców, to jest mi zwyczajnie po ludzku przykro…

medium_news_header_602.jpg

To była gorzowska drużyna żużlowa … Od lewej stoją: Ryszard Fabiszewski, Krzysztof Okupski, Bogusław Nowak, Stanisław Chomski, Bolesław Proch, Mieczysław Woźniak i Jerzy Rembas. Brakuje w tym gronie Edwarda Jancarza, który przez kilka sezonów startował również w lidze angielskiej.

 

I bardzo głupio mi z  tym, że młodzi kibice, młodzi gorzowianie nie mogą i przez długi czas nie będą mogli przeżyć choćby cząstki tych prawdziwie sportowych emocji, jakie były moim udziałem.  Bo taka jest polityka władz miasta, a właściwie brak jakiejkolwiek polityki.

I  kasa jest pusta. Nawet, wbrew pozorom, w gorzowskiej Stali.

Jako gorzowianin ze świadomego wyboru miałem to szczęście, że na żywo oglądałem mecze  z udziałem Edwarda Jancarza, Ryszarda Fabiszewskiego, Mieczysława Woźniaka, Jerzego Rembasa, Bogusława Nowaka, Marka Towalskiego, Krzysztofa Okupskiego, Mirosława Daniszewskiego, Ryszarda Franczyszyna, Cezarego Owiżyca, Piotra Śwista i wielu innych gorzowskich żużlowców. Radość była ogromna kiedy wygrywali (częściej), ale  i smutek nie był wielki, kiedy przegrywali (rzadziej). Jakaż to jednak była frajda spotkać ich później na mieście, zamienić parę słów, zapytać o zdrowie, plany… Dzisiaj gorzowskich żużlowców jakoś nie spotyka się  na mieście …

Z jakimi emocjami oglądało się mecze piłkarskie Stilonu, prowadzonego przez Stanisława Adamskiego czy Eugeniusza Ksola, kiedy w latach 80-tych minionego wieku dobijał się do wrót pierwszej ligi … Prusinowski, Stępiński, Dudek,  Woziński, Jabłoński, Krasowski, Sierant, Dragon, Babij, Burzawa … Tylu ich było, że można nazwiska i twarze zapomnieć, ale nie  tamte mecze i przeżycia.

Z rozrzewnieniem patrzę czasami, jak starsi panowie uganiają się z kijami za krążkiem na lodowisku Słowianki …Tak, to oni, ostatni Mohikanie gorzowskiego hokeja … Prowadzeni ongiś przez Andrzeja Wołkowskiego, olimpijczyka starej daty, całkiem nieźle radzili sobie na Lodostilu przy Pomorskiej w meczach II ligi, co było wielka atrakcją w zimowe dni. Ech, łza się w oku kręci.

Za to latem, ale nie tylko,  na odkrytym basenie  przy ul. Energetyków do znudzenia można było oglądać waterpolistów Ryszarda Łuczaka, którzy nie mieli równych sobie w kraju i najczęściej  lali wszystkich po kolei, a w Europie potykali sie sukcesami z najlepszymi… Bracia Osińscy, Diakonów, Pawlak, Bukowski, Andruszkiewicz, Pękalski, Garbolewski, Michalski, Łuczak junior, Ryński …Boże, ilu ich jeszcze było … I równie ciekawa była walka pod wodą, jak i nad wodą …

Nasze miasto zawsze był kopalnią siatkarskich talentów. Najpierw w świat poszli Borówko, Ciaszkiewicz, Kłos … Za nimi podążyli inni. Aż w 1987 roku Ryszard Świątkiewicz , trener stąd, z chłopakami ze Stilonu awansowali do ekstraklasy, co w Gorzowie nie było znowu czymś nowym …Kowalski, Czubiński, Cholawo, Zarzycki, Raczyński, Gumienny, Kuźmiński, Roman … Później doszli Bartuzi, Hachuła, Świderski …  Hala przy Czereśniowej pękała w szwach, kiedy była tam liga, kiedy Stilon zdobywał puchary …I co nam  zostało z tamtej siatkówki?
Nie inaczej było przy Czereśniowej, gdy piłkarze ręczni Michała Kaniowskiego najpierw dobili się pierwszej ligi, następnie toczyli ostre boje z najlepszymi w kraju. To tu oglądaliśmy Bogdana Wentę i Daniela Waszkiewicza w akcji. A z naszych doskonale zapamiętałem Kozielskiego, Molskiego, Paciorka,  Imańskiego, Pękalskiego, Górskiego, Kuhnerta, Robaka, Myśliwca, Gołębiowskiego, Szopę. Do nich dołączyli Sadowy, Czubak … Jakby to było wczoraj.
Grzechem też byłoby nie pamiętać o zespole koszykarek Slilonu, który mozolna pracą stworzył od podstaw tu w Gorzowie Włodek Ćwiertniak, a który przecież awansował do ekstraklasy. I chwała, że tamte  tradycje z powodzeniem kontynuuje się w  klubie akademickim AZS PWSZ.
Pamiętam, jak najpierw się podśmiewano z dziewczyn, które kopały piłkę i chciały zostać piłkarkami. Później jednak zabawa była na całego, ale śmiechu przy tym już  nie było, bo zrobiła się z tego całkiem poważna gra. Mowa o drużynie TKKF Stilon prowadzonej przez Jana Suwarego, która przebojem weszła do krajowej elity i sięgała tam po laury. Eleonora Sikora, Małgorzata Mierkiewicz, Maria Kwiatkowska - Tartak, Mariola Silwończyk, Barbara Galant, Emilia Wnuk, Dorota Siupka i wiele innych wspaniałych dziewczyn, dla których ten sport był czymś  więcej niż zabawą, a i widzowie w pełni to akceptowali…

A bokserzy, którzy do upadłego walczyli, także na Czereśniowej, w  meczach i turniejach…

A mistrzowie  kolarstwa z gorzowskich Orląt z Leszkiem  Piaseckim i Zenonem  Jaskułą  na czele …

A tenisiści stołowi z klanem Kulczyckich w roli głównej  …

A łucznicy Orląt, co to po okiem Gerarda Nowaka mistrzostwa zdobywali …

A wioślarze i kajakarze, co to Polskę reprezentowali, byli medalistami mistrzostw Europy, świata, startowali na olimpiadzie …

A inni …

I to wszystko ma pójść na marne? Jest nieważne ? Bo tak rozumiem działania, zachowania, i słowa przedstawicieli władz miasta. Proszę jednak  pamiętać, że bez przykładów, wzorców i liderów w ligach nie będzie, prędzej lub później, także szkolenia młodzieży. Komu się będzie chciało ?
Jeszcze jest czas. Jeszcze sporo można uratować, odbudować, dać szansę rozwoju.
I nieprawda, że nie ma pieniędzy, trzeba je tylko inaczej wydatkować.

Jan Delijewski