W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Ady, Aleksandra, Dagmary , 12 grudnia 2019

Tramwaje w Gorzowie są przeżytkiem

2012-06-28

Na ostatniej sesji Rady Miasta już po raz czwarty, w ostatnich miesiącach, odrzucono propozycję podniesienia cen biletów MZK. 

medium_news_header_731.jpg

Tym razem proponowano podwyżkę z 2,60 zł do 3 zł (normalne) i z 1,30 zł na 1,50 zł (ulgowe). 

Zgodnie z przewidywaniami i zapowiedziami większość radnych opowiedziała się przeciwko tej podwyżce. Pryncypialnie i lapidarnie rzecz ujmując – taka podwyżka być może w jakiejś mierze rozwiązałaby problemy finansowe MZK, ale w żaden sposób nie rozwiązuje problemów komunikacyjnych Gorzowa, a być może jeszcze bardziej mogłaby je pogłębić, gdyż społeczeństwo ubożeje i liczy każdy grosz. Takie było mniej więcej uzasadnienie tego sprzeciwu. A deficyt MZK najwyżej pokryje się, na koniec roku, dotacją z budżetu miasta.

Trudno nie zgodzić się z taką argumentacją i logiką, gdy się uwzględni, że przejazdy gorzowskimi autobusami i tramwajami nie są ani komfortowe, ani relatywnie tanie. Za te same pieniądze w innych miastach jedzie się znacznie dalej i w lepszy warunkach. Chociażby w Poznaniu czy Szczecinie. Poza tym, w Gorzowie, gdzie wszędzie jest w miarę blisko a w godzinach szczytu nie tworzą się korki, jazda własnym samochodem wychodzi znacznie taniej, szybciej i wygodniej…

Radni po raz kolejny więc odrzucili wniosek MZK o podwyżkę cen biletów. Nie pomogły tłumaczenia, że dotacja jest za mała - planowano 18 mln zł, jest 14 mln zł, że w innych miastach bywa drożej, że jeśli mamy rozwijać komunikację miejską … Oczywiście, nie zwiększono także kwoty dotacji, bo w kasie miasta pustki. MZK ma dalej szukać oszczędności. Mimo zwolnień (około 30 pracowników), wycięcia wielu kursów, wprowadzenia ograniczeń na liniach autobusowych (zlikwidowano 105, 127, 132) i tramwajowych (zlikwidowano 4 i 5), to i tak nie wystarczy na pokrycie strat, gdyż zabraknie jeszcze ok. 2, 5 mln zł.

Autobusy mamy jeszcze jako takie, ale tramwaje się sypią i ledwo zipią. Na dodatek drogi i torowiska, które są w opłakanym stanie, skutecznie dewastują te nowe, stare i bardzo stare tzw. środki komunikacji miejskiej. Nikt jednak się tym nie przejmuje. Od lat prezydent w tej sprawie wykonuje ruchy raczej mało skoordynowane, czasami wręcz pozorowane. Rada Miasta zaś niczego w kwestii komunikacji właściwie nie kreuje, bo i przecież nie musi. A problem narasta.

Panaceum na to komunikacyjne zło ma być przekształcenie MZK w spółkę prawa handlowego, co może nastąpić najwcześniej w 2013 roku. Wówczas MZK będzie mógł świadczyć inne, poza komunikacją, usługi i w ogóle zarabiać pieniądze na wolnym rynku, a także zaciągać kredyty i zajmować się biznesem. Wątpię jednak, żeby po latach zaniedbań i zaniechań, było to rozwiązanie, które zapewni rozwój naszych miejskich tramwajów i autobusów. Co najwyżej zahamuje dalsza degradację. Nie ma bowiem żadnych perspektywicznych pomysłów, żadnego planu inwestycyjnego. Choć dyskusje i przymiarki były. Na tym jednak się skończyło.

A przecież wystarczy spojrzeć prawdzie w oczy i zacząć od tego, że tramwaje w Gorzowie to przeżytek. Oczywiście w dotychczasowym kształcie i układzie komunikacyjnym. Przeżytek, który bardzo drogo nas kosztuje, bo powszechnie przecież wiadomo, ze komunikacja tramwajowa jest kilka razy droższa od autobusowej. Zwłaszcza kiedy wozi powietrze …

Weźmy linię biegnącą na Górczyn, przez Warszawską, Podmiejską, Pomorską i Walczaka. Kiedyś jeździło tędy tysiące ludzie do pracy w Stilonie, Stolbudzie i Sliwanie oraz do mieszkań na Manhattanie. Kto teraz jeździ tam tramwajem? Ze Stilonu została połowa, a i z tej połowy większość dojeżdża własnymi samochodami, autobusami. Po Stolbudzie pozostały tylko wspomnienia, a w Silwanie też już chyba niewiele się dzieje. Zaś mieszkańcy pobliskich osiedli, położonych przy pętli tramwajowej, dawno przesiedli się do autobusów i aut.
Ta linia tramwajowa nie jest już w zasadzie potrzebna i od dawna nie spełnia swojej roli. Z ekonomicznego punktu widzenia należy ją zlikwidować. Tylko kto się na to odważy? Nie ma politycznej woli… Bo tradycja, przywiązanie, duma … W Zielonej Górze przecież nie mają...
No to nie likwidujmy, ale zaplanujmy zmianę trasy - przez park Kopernika i dalej Piłsudskiego na Górczyn, gdzie po drodze są tysiące mieszkań, marketów, sklepów i punktów usługowych. Niewątpliwie byłaby to kosztowna inwestycja. Ale na lata. I ostatni to dzwonek na ewentualne działanie w tym kierunku, póki są jeszcze jakieś fundusze unijne. Wiem, za drogo, to się nie opłaca …

To płaczmy i płaćmy dalej.  Za parę lat torowiska przy Walczaka i tak zarosną trawą.

Jan Delijewski