W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Polityczne gry personalne i roszady kadrowe

2012-07-16

medium_news_header_911.jpg

      To tu, w budynku LUW, być może zdecyduje się najbliższa przyszłość naszego miasta.

Ma absolutną rację Jacek Bachalski, kiedy powiada, że prawdziwa władza leży w samorządach, bo jako prezydent czy burmistrz może niemal wszystko.

Może decydować o tym co, gdzie i kiedy będzie lub nie będzie i rada nie jest tu żadną przeszkodą. Jako parlamentarzysta właściwie nic nie może. Może tylko apelować i lobbować. No chyba, że jest się szefem partii rządzącej w regionie. Każdy inny poseł czy senator wszędzie jest petentem. Ważnym, ale petentem. Szczególnie wtedy, gdy reprezentuje partię opozycyjną.

Jeszcze bardziej twórczo rozwinął tę myśl prezydent Tadeusz Jędrzejczak, który nie ukrywa, że  władza to przede wszystkim możliwość dzielenia (czytaj : dawania) pieniędzy i pracy (czytaj: dobrze płatnej posady). Dlatego tak chętnie, często, coraz częściej  na przekór głosom rozsądku, pokazuje kto rządzi w mieście. Dlatego tak lubi uprawiać tzw. politykę kadrową, kierując się tylko sobie znanymi kryteriami kompetencji i lojalności. Jego woluntarystyczne decyzje, jak chociażby zakup praw do Grand Prix na żużlu, których skutkami absolutnie się  nie przejmuje, czy pomysły kadrowe, budzące powszechne zdziwienie, pokazują dobitnie, że dobro miasto pojmuje po swojemu. Co ciekawsze, zawsze udaje mu się znaleźć wśród społeczników, polityków i radnych grupę popleczników, którzy z pobudek politycznych lub osobistych wspierają go do samego końca. Najczęściej swojego.

Dlaczego teraz to takie ważne ? Ano dlatego, że im bliżej terminu rozprawy apelacyjnej w sprawie tzw. gorzowskiej afery budowlanej, tym więcej dzieje się zaciszu różnych gabinetów, choć oficjalnie „nikt nie chce dzielić skóry na niedźwiedziu”. Pretendenci są już właściwie znani. I wykorzystują każdą okazję, by prezentować się publicznie, i to tylko z tej dobrej strony. Wszyscy podkreślają przy tym, ze nie jest to żadna kampania, że nie ma to związku z oczekiwaniem na wyrok w aferze budowlanej. Oni tylko robią swoje … Nawet jeśli występują w nie swojej roli.

W uprzywilejowanej sytuacji, kiedy nie ma zdecydowanego faworyta, jest rządząca w kraju i regionie Platforma Obywatelska. Partia władzy ma zawsze fory i możliwości oddziaływania, których nie mają inni. Nawet jeśli mają jakieś wpływy i pieniądze. W samej gorzowskiej platformie, mocno pogrążonej m.in. wewnętrznymi sporami i aferą „martwych dusz”, jedyną nieskazitelną z szansami na prezydenturę, wydaje się być poseł Krystyna Sibińska, która za radą swoich sztabowców dwoi się i troi, by  pokazać, ze jest nie tylko aktywna, ale zależy jej bardzo na Gorzowie. Problem w tym, że ma za sobą grupę S3 (Sibińska- Surowiec – Sobolewski), która nie wszędzie jednak jest dobrze postrzegana i w samej platformie wzbudza na - różnych poziomach – liczne kontrowersje. Bożenna Bukiewicz, jako lider i zielonogórzanka nie kryjąca swoich sympatii, może tu mieć wiele do powiedzenia, choć nie musi.  Kluczem, według kilku znaczących  platformersów, będzie postawa wojewody Marcina Jabłońskiego. To on przecież będzie decydował o tym,  kto zostanie kandydatem na komisarza miasta. A komisarz może kandydatowi na prezydenta wiele pomóc lub zaszkodzić… Będzie miał trzy miesiące na rządzenie, w trakcie których może zrobić bardzo dużo, tak wiele zmienić, że aż trudno sobie wyobrazić wszystkie tego skutki. W każdym razie może skutecznie pomóc kandydatowi i zrobić grunt pod przyszłe rządy.

Kto może więc być tym komisarzem? Na tym polu właśnie, jak opowiadają lokalni politycy, trwają różne gry, dyskusje i przymiarki. Bez oglądania się na niedźwiedzia … Wojewoda Jabłoński, którego mocno skrywana acz powszechnie znana niechęć do B. Bukiewicz (i vice versa), z kamienną twarzą pokerzysty, gra rolę zdystansowanego urzędnika, który z daleka trzyma się od tych politycznych zabaw, ale w zaciszu gabinetu szykuje prawdopodobnie  swój własny plan, którego wykonanie powierzy … No właśnie komu ? Początkowo mówiło się o Jerzym Ostrouchu, który jako zaufany doradca okazał się bardzo skuteczny w wielu sprawach. A już majstersztykiem była wymuszona dymisja kuratora oświaty Romana Sondeja, z którym nie mogła sobie poradzić Helena Hatka. Ostrouch nie ma jednak bardzo tu potrzebnego doświadczenia samorządowego, a i nie pali się ponoć do roli walca, który ma torować drogę dla prezydenckiej limuzyny.

Doświadczenie samorządowe ma za to Wojciech Woropaj, który był także  wicewojewodą lubuskim a obecnie pełni funkcje dyrektora gabinetu wojewody. Ostatnio zaś za sprawą wiceprezydenta Stefana Sejwy został przewodniczącym rady nadzorczej Słowianki, skąd całkiem niedawno usunięto, będącego już w niełasce, Ryszarda Bronisza (po wcześniejszym wyrzuceniu go z Gorzowskiego Rynku Hurtowego). Po co to Woropajowi ? Pieniądze właściwie żadne, prestiż znikomy, a problemy wcale niemałe i nadchodzą jeszcze większe. Może to Stefan Sejwa, jako resortowy wiceprezydent i polityk z wielkimi ambicjami próbuje na własna rękę coś ugrać, coś kreować ? Rządzenie to przecież taka fajna przygoda …
W zanadrzu jest jeszcze Henryk Maciej Woźniak, który po utracie senatorskiego mandatu wycofał się do swojego Sulejówka i czeka na lepsze czasy. Wiedzy, doświadczenia i ambicji odmówić mu nie można. No i jest zaprzyjaźniony z wojewodą Jabłońskim, który przecież co nieco mu zawdzięcza. Kłopot w tym, że HMW chciałby znowu zostać prezydentem a na to inni zainteresowani z jego obozu politycznego nie chcą mu pozwolić. Zanadto „samodzielny z niego byt polityczny”, co mu wszyscy pamiętają i wypominają. Możliwy jest jednak kompromis, pakt i umowa, nad którą zdaję się kilka osób pracuje. Dla człowieka po przejściach zawsze łatwiej jest akceptować kompromisowe rozwiązania, które oznaczają powrót do dużej gry…
Wszystko jest jeszcze możliwe, bo przecież polityka jest nieprzewidywalna, a zaskakujące wolty i zwroty akcji możliwe są w każdej chwili. W polityce bowiem najbardziej liczy się skuteczność. Wszelkie polityczne  wybory i decyzje personalne będą wiec konsekwencją nie tyle zimnej kalkulacji, co wypadkową ścierania się  różnych interesów, stref wpływów i … sympatii. Politycznych i osobistych, rzecz jasna. Merytoryczne powody i względy mają, niestety, mniejsze znaczenie. Taka to jest ta nasza polityka. Szczególnie personalna.

Co jednak będzie, gdy szczeciński  sąd uniewinni Tadeusza Jędrzejczaka lub przekaże sprawę do ponownego rozpatrzenia ? Z całą pewnością ciąg dalszy nastąpi.
Jan Delijewski