W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Ady, Aleksandra, Dagmary , 12 grudnia 2019

Samotny szeryf przeciwko złu naszego miasta

2012-09-21

medium_news_header_1524.jpg

Jerzy Wierchowicz, były prominentny polityk Unii Wolności, adwokat i radny klubu Nadzieja dla Gorzowa, znany jest z tego, że lubi chadzać własnymi ścieżkami, czasami pod prąd i na przekór. Tym razem rzucił wyzwanie całemu miastu, pisząc w obronie dyrektora szpitala Marka Twardowskiego i marszałek Elżbiety Polak list otwarty, a w nim takie oto słowa (cytuję za Radiem Gorzów):
„Radzę nie zważać na populistyczne uchwały różnych partii politycznych, klubów radnych czy nieodpowiedzialne zachowania związków zawodowych. Nie sądzę, by miały one na celu dobro wspólne, jakiemu Pan służy. Są wyłącznie przejawem partykularnych interesów politycznych bądź osobistych”.

Jerzy Wierchowicz zawsze idealizował rzeczywistość i był raczej ponad wszystko, co miało wymiar banalny i było takie zwyczajnie przyziemne. Szczególnie było to widać podczas jego posłowania, gdy unikał wikłania się w małe lokalne sprawy i związane z tym polityczne gry i gierki. I byłoby to może i chwalebne, gdyby jednak nieoderwane od politycznego realiów i dalekie od społecznych oczekiwań. To sprawiło, że podobnie jak cała pięknoduchowska Unia Wolności przegrał kolejne wybory, a jego następne polityczne wybory zawiodły go tam, gdzie jest, a co mu najwyraźniej trochę ciąży. Bo rzeczywistość nie jest idealna, zarówno ta społeczna, jak i polityczna. I na tym polega jest podstawowy problem, stąd też biorą się jego polityczne błędy i porażki.

Tym razem także najwyraźniej błądzi, wierząc w szlachetne intencje i akceptując metody dyrektora Twardowskiego i marszałek Polak, którzy realizują wyznaczone sobie cele, nie bacząc na sprzeciwy i na nikogo w naszym mieście. Nie może jednak być tak, że wszyscy tu w Gorzowie błądzą, tylko władza z Zielonej Góry wie wszystko lepiej. Tym bardziej, że ta władza już raz nam udowodniła, że to lepiej oznaczało gorzej, kiedy połączyła trzy gorzowskie szpitale. I do dzisiaj nikt się do winy nie przyznaje, i nie wyciąga żadnych wniosków.
Teraz znowu władza lubuska wie co robi, więc robi swoje. Wygląda zaś na to, że piecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Pierwszą pieczenią jest ostateczne rozwiązanie kwestii gorzowskiego szpitala, bez względu na liczne zastrzeżenia, wątpliwości, obawy i protesty. Pieczenie drugiej stanie możliwe po upieczeniu pierwszej, gdyż na tak przygotowanym przedpolu znacznie łatwiej będzie tworzyć wydział lekarski na Uniwersytecie Zielonogórskim, a wraz z nim klinikę uniwersytecką. I osoba Marka Twardowskiego, łącząca bezpośrednio obie te sprawy, nie jest tu przypadkowa. Sam zresztą na łamach „Gazety Lubuskiej” przyznał, że będąc dyrektorem gorzowskiego szpitala nie zrezygnuje z pracy na UZ w roli pełnomocnika ds. utworzenia wydziału lekarskiego, gdyż musi myśleć o swojej przyszłości. O zasiadaniu w radzie społecznej szpitala w Nowej Soli nie ma co już nawet wspominać. Dziwne tylko, że wszyscy dookoła mówią o ewidentnym konflikcie interesów, a jedynie marszałek z dyrektorem tego nie dostrzegają.

Nikt zdrowo myślący nie zaprzeczy, że w gorzowskim szpitalu trzeba wiele zmienić, naprawić i poprawić. Kłopot w tym, że po ostatnich zdarzeniach i doświadczeniach, Marek Twardowski stał się dla gorzowskich polityków wszystkich opcji (!), związkowców i wielu mieszkańców ostatnią osobą, która tych zmian i reform powinna dokonywać. Tymczasem dla Jerzego Wierchowicza, jak wynika z jego listu, Marek Twardowski jest szlachetnym szeryfem z dzikiego zachodu, który występuje przeciwko całemu złu naszego miasta. I należy mu się jego poparcie, bo wsparcie marszałka ze stolicy regionu już nie wystarcza.

Panie mecenasie, nie jesteśmy złem tego miasta. My się po prostu boimy o nasze zdrowie i życie. Teraz i w przyszłości. Bo właśnie życie nas nauczyło, że nie można wierzyć politykom, którzy nam szpital już raz zreformowali. Poza tym, był pan przecież jednym z tych, którzy nas kiedyś zapewniali, że Gorzów będzie wojewódzki i równy Zielonej Górze. A z tą równością, jakoś ostatnimi czasy, niezbyt nam wychodzi – wygląda raczej na to, że zjeżdżamy po równi pochyłej. I szpital może nas jeszcze bardziej pochylić w stronę … powiatu.

Gorzowski szpital jest chory, ale pacjent potrzebuje wprawnej, zdecydowanej i jednocześnie delikatnej ręki chirurga, a nie szeryfa, który bez głębszej refleksji i zastanowienia strzela do wszystkich, którzy krzywo spojrzą. 
A był pan naszą nadzieją…

Leszek Zadrojć

P.S. W Zielonej Górze, jak podaje Gazeta Wyborcza, otworzyli właśnie – wybudowane za 15 milinów złotych - nowoczesne centrum urazowe z lądowiskiem dla śmigłowców na dachu szpitala wojewódzkiego, co bardzo ucieszyło obecnego na otwarciu Marka Twardowskiego, który mocno przecież przyczynił się do realizacji tej inwestycji właśnie w ZG a nie w Gorzowie.