W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Jarosława, Marka, Wiki , 25 kwietnia 2018

Chodziłem po ogniu i … nic się nie stało

2013-08-18

Gdy usłyszałem od radiestety i terapeuty Cypriana Toruńskiego, że w Polsce odbywają się rytuały chodzenia po rozżarzonych węglach nie byłem w stanie uwierzyć.

medium_news_header_4613.jpg

Oczywiście oglądałem zdjęcia w podróżniczych albumach i filmy dokumentalne o Indiach. Żaden ze znanych mi autorów nie wszedł jednak na ognistą drogę.

Jakież było moje zdziwienie gdy otrzymałem zaproszenie do wzięcia udziału w podobnym rytuale i to w Gorzowie. Przede wszystkim odczułem lęk, ale również ogromną ciekawość. W końcu jestem dziennikarzem i miałem już okazję bywać w wielu niebezpiecznych miejscach. Dlaczego by nie spróbować? Chodzić boso po węglach nie będę, ale może uda się zrobić kilka zdjęć i zrozumieć na czym tajemniczy rytuał polega. Czytałem o tym jak cyrkowi magicy chodzili po węglach przedtem posmarowawszy sobie stopy specjalną pastą. Czy tak będzie i teraz?

W piątkowy wieczór grupa ludzi zebrała się wokół płonącego ogniska. Posługujący się bębnem generującym bardzo niskie tony pan Cyprian skłonił  zebranych do medytacji na temat własnego ja i otaczających nas żywiołów. Będąc osobą bardzo odporną na jakiekolwiek zmiany świadomości, w końcu podczas bardzo długich jazd non stop nie mogę stracić trzeźwości i precyzji myślenia, pilnie wsłuchiwałem się w słowa mistrza ceremonii.  Przez ponad dwie godziny nie padło z jego ust ani jedno słowo sugerujące związki z jakąkolwiek religią. Było za to wiele o potędze ludzkiej świadomości i egzystencji w harmonii z otaczającymi nas żywiołami, które są życiodajne, a zarazem niszczące i których nauka dotąd nie ujarzmiła.

Zapadał zmrok i zbliżała się kulminacyjna część rytuału. Z płonących drągów pozostał płonący żar. Przed ceremonią usiłowałem ustalić temperaturę czegoś takiego. Internetowe źródła mówiły o 600 do 800 stopni Celsjusza. Myślałem o tym gdy rozgarniano żar robiąc kilkumetrową płonącą drogę. Czerwony żar i dymiący gdzie nie gdzie popiół u nikogo nie wzbudził panicznego leku. Dwie godziny wcześniej byłoby zapewne inaczej. Spoglądałem na bose stopy towarzyszy leciutko tylko przybrudzone piaskiem. Nie było żadnej chemii.  Gdy pierwsza osoba przeszła przez rozżarzone węgle bez pośpiechu nie odczuwałem strachu. Pstryknąłem kilka zdjęć koncentrując się nie na ceremonii a prozaicznym ustawieniu czasu i przesłony,  po czym  ustawiłem się w rzędzie medytujących  uczestników. Trzykrotnie przeszedłem po żarzących się węglach i … nic się nie stało. Owszem czułem ciepło, ale przede wszystkim czułem nagły wzrost własnej wartości. Przeszli wszyscy zebrani i nikt się nie poparzył. Po ceremonii wszystkich ogarnęła euforia. Gdy pokonasz płonącą drogę, dasz sobie radę z wszelkimi przeciwnościami i zdasz sobie sprawę z ogromu ludzkich możliwości.

Rytuał ognia to najdoskonalszy jaki dotąd poznałem seans grupowej psychoterapii. Do tego nie trzeba jechać do Indii. Nie trzeba również zgłębiać tzw. nauk tajemnych. Przerażająca Europejczyków tajemnica hinduskich mędrców stała się rzeczywistością.

Ryszard Romanowski