W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Dory, Olgi, Teodora , 26 marca 2019

Gorzów już ma swoją Akademię

2014-03-17

Nie ma chyba w naszym mieście człowieka, który nie zetknąłby się w jakiejś formie z działalnością Jazz Klubu Pod Filarami.

medium_news_header_6799.jpg

Swoich wypróbowanych słuchaczy mają koncertowe eventy w ramach nieustającego festiwalu muzyki jazzowej, czyli Gorzów Jazz Celebration.

Przed kilkoma tygodniami w gorzowskim teatrze izraelska wokalistka Noa powaliła widownię na kolana swoją artystyczną charyzmą, profesjonalizmem i bezpośredniością. Wkrótce do Gorzowa zawita kolejny egzotyczny gość, czyli japońska pianistka Hiromi. W ten sposób wydłuża się lista wybitnych postaci muzyków jazzowych, którzy przyciągnięci renomą Filarów, funkcjonującymi w środowisku opiniami o wysokim poziomie organizacyjnym koncertów, jak również wieściami o niesamowitym klimacie klubu, przyjmują propozycje koncertowania w Gorzowie, o którym, nie oszukujmy się, nie wiedzą nic ponadto, że jest tu świetny klub jazzowy, świetnie reagująca publiczność, dzięki której każdy koncert staje się prawdziwym wydarzeniem artystycznym.

Oprócz wielkich koncertów z udziałem jazzowych gwiazd światowego formatu Pod Filarami odbywają się stale koncerty klubowe, którego wykonawcami byli także wybitni muzycy, nie tylko jazzowi zresztą, bo zdarzały się występy kabaretów, piosenki literackiej, były koncerty muzyki klasycznej, a nawet popowej. Filary są od pewnego czasu miejscem, gdzie na swoje turniej zbierają się miłośnicy, kiedyś popularnej, a dziś odkurzonej wysiłkami kilku pasjonatów, gry w baśkę, a także w kopa. Pod Filarami zbierali się kiedyś członkowie Rotary Klubu, miłośnicy fajek, szachiści, tu odbywają się robocze próby coraz liczniejszych w Gorzowie składów jazzowych, czyli jednym słowem jest otwarty dla wszystkich i dla każdego sensownego przedsięwzięcia.

Na największe uznanie zasługuje jednak działalność edukacyjna prowadzona przez Filary w ramach tak zwanej Małej Akademii Jazzu. Pomysł powstały przed laty gdzieś na Wybrzeżu, twórczo rozwinięty i wzbogacony przez szefa gorzowskich Filarów Bogusława (wszyscy mówią o nim Boguś) Dziekańskiego. Tego rodzaju działania były prowadzone w różnych miejscach w Polsce, jednak tylko w Gorzowie udało się je utrzymać przez blisko trzydzieści lat bez jakiejkolwiek przerwy i nadać im charakter systemowy. Przez te dwadzieścia osiem sezonów funkcjonowania Małej Akademii Jazzu w Gorzowie w zajęciach uczestniczyło ponad trzydzieści dwa tysiące słuchaczy. Oznacza to, że słuchaczami MAJ jest już drugie pokolenie czwarto i pięcioklasistów, z ogromnymi szansami na to, że już wkrótce tym programem zostaną objęte wnuki pierwszych absolwentów Akademii.

Wydaje mi się, że nie wszyscy w Gorzowie zdają sobie sprawę z tego, czym tak naprawdę jest Mała Akademii Jazzu, jaką potężną wartość kulturotwórczą w sobie zawiera i z jaką siłę popularyzuje nasze miasto i to nie tylko w Polsce. Działalność MAJ w Gorzowie była już tematem kilku prac magisterskich, przedmiotem badań studentów Uniwersytetu im. Curie Skłodowskiej z Lublina, którzy wypełnili cały autokar, by przyjechać do Gorzowa i zobaczyć Akademię w praktycznym działaniu. Profesor Wiesław Kubielski z Collegium Balticum ze Szczecina pisze o gorzowskiej akademii, jako „fenomenie nie tylko w skali kraju, ale również świata”. Nie tak dawno osiągnięcia Bogusia Dziekańskiego w edukacji muzycznej dzieci i młodzieży zauważyła Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej zapraszając go do udziału w panelu dyskusyjnym, jako eksperta w tej dziedzinie.

Wszystko to sprawiło, iż poprosiłem Bogusia o umożliwienie mi poznania istoty funkcjonowania Małej Akademii, na co dzień, tak bym mógł zrozumieć  ten, jak to określa profesor Kubielski, fenomen. Prze blisko dwa tygodnie przyglądałem się jak wygląda praktyka działania MAJ, uczestniczyłem nie tylko w audycjach, ale byłem także na specjalnym koncercie klubowym zorganizowanym dla słuchaczy Akademii Pod Filarami na godzinę przed „dorosłym” koncertem. Obserwowałem audycje i w samym klubie, a także poza nim – w Kołczynie, Witnicy, Zwierzynie. Charakterystyczną cechą gorzowskiej MAJ jest bowiem to, że jej animatorzy nie ustają w wysiłkach i poszukiwaniach nowych, coraz bardziej atrakcyjnych i skutecznych form działania. Stąd ciągle nowe pomysły, a to na specjalne, ale „prawdziwe” koncerty jazzowe w klubie, a to na  za każdym razem inny, oparty na niebanalnym projekcie koncert podsumowujący roczną działalność, a to  współpraca z coraz to nowymi wykładowcami, czy też otwieranie się na nowe środowiska, w tym, co szczególnie interesujące maleńkie wsie, takie jak choćby wspomniany już Kołczyn. Wizytą w maleńkiej wiejskiej szkółce byłem prawdziwie zauroczony, bo choć wioseczka leży „daleko od szosy” to nietrudno w niej znaleźć ludzi z pomysłami i pasją. Byłem ciekaw jak to się dzieje, że Pan Jazz, jak Bogusia nazywają dzieciaki trafia ze swoją muzyką pod przysłowiowe strzechy.

Okazuje się, że jest to zazwyczaj odpowiedź na zapotrzebowanie wychodzące z poszczególnych środowisk, do Kołczyna Akademia została zaproszona przez Anię Szymankiewicz, stałą bywalczynię Filarów, która dla swego umiłowania muzyki jazzowej znalazła wspaniałego sojusznika w osobie pani dyrektor szkoły Beaty Brzezińskiej wspierającej  wszystkie, nawet te wydawałoby się najbardziej wariackie pomysły,  swoich współpracowników. To dlatego w liczącym trzystu mieszkańców Kołczynie już wkrótce odbędzie się siódma edycja Biegu Olimpijskiego, w którym potrafi wziąć udział i tysiąc biegaczy. To dzięki nim właśnie zachwycone dzieciaki mają kontakt z żywą muzyką i wybitnymi artystami. Do legendy MAJ przeszła słynna kołczyńska jajecznica, którą są traktowani wszyscy wykładowcy, a  i studenci lubelskiego uniwersytetu nie mogli się jej nachwalić.

Nie inaczej jest i gdzie indziej. Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Zwierzynie pani Teresa Ostałowska po latach popularyzowania muzyki klasycznej i współpracy z poznańskimi muzykami od tego roku postanowiła skupić zainteresowanie miejscowej młodzieży na innym rodzaju muzyki – jazzie. Wystarczył jeden telefon do Bogusia i odzew był natychmiastowy. Efekt przeszedł oczekiwania, tak Bogusia,  jak i chyba pani dyrektor. Audycje MAJ w Sali widowiskowej GOK w Zwierzynie gromadzą ponad setkę słuchaczy, żywo reagujących na występujących muzyków. Wszędzie jest jakiś przysłowiowy spiritus movens, dzięki któremu MAJ zdobywa nowe przyczółki. Dzisiaj w zajęciach MAJ oprócz uczniów czwartych i piątych klas 16 szkół podstawowych z Gorzowa uczestniczą także dzieci z Kołczyna, Kostrzyna, Witnicy, Bogdańca, Różanek, Janczewa, Zwierzyna i Deszczna. Wszystko to realizowane jest za naprawdę niewielkie pieniądze,  niewspółmiernie małe w porównaniu z efektami, jakie udaje się osiągnąć.

Wielkim walorem gorzowskiej MAJ są jej wykładowcy. To naprawdę pierwsza liga polskich muzyków jazzowych. Jednak nie wystarczy być wspaniałym muzykiem, trzeba mieć jeszcze umiejętności pedagogiczne. Miałem to szczęście, że obserwowałem w akcji Adama Wendta, wybitnego saksofonisty, ale i super nauczyciela wprowadzającego swych słuchaczy w tajniki korzystania z elektroniki we współczesnej muzyce. Temat naprawdę frapujący, bardzo interesujący dla współczesnej młodzieży epoki komputerów i elektronicznych gadżetów. Robił to w sposób zabawny i bezbłędnie trafiający do słuchaczy.

Audycje odbywają się w cyklach dwutygodniowych obejmujących serię czterdziestu audycji siedem razy w roku szkolnym. Dla realizatorów programu edukacyjnego drugorzędne znaczenie mają warunki, w jakich przychodzi im pracować. Nie ważne jest czy audycja odbywa się w klasie, czy w fatalnej pod względem akustyki sali gimnastycznej, czy szkolnym korytarzu. Najważniejsze jest to, że młodzież ma niepowtarzalną możliwość bezpośredniego kontaktu z muzyką i artystami, Adamem Wendtem, Leszkiem Dranickim, Piotrem Lemańskim, czy nawet zagranicznymi jazzmanami jak Brad Terry. Wśród wykładowców MAJ są także kiedyś jej słuchacze, a dziś uznani artyści, jak Adam Bałdach czy Grzegorz Turczyński.

To ich zadaniem jest nauczenie dzieciaków zrozumienia istoty muzyki jazzowej, ale także uświadomienia, że ten gatunek muzyki zawsze był synonimem wolności i źródłem przemian obyczajowych, a nawet społecznych i politycznych.

Z zazdrością, ale i przyjemnością obserwowałem pracę Bogusia i Adama, ludzi, którzy z tego co robią czerpią autentyczną satysfakcję i radość. To rzadki przywilej, niewielu ludziom dane jest poczucie sensu swojej pracy, a spotkanie kogoś, kto nie przywiązuje przesadnej wagi do finansowych efektów swoich działań to w dzisiejszych czasach niestety coś wyjątkowego. Prawdziwym bonusem, jaki wyniosłem z tych wspólnych wyjazdów do podgorzowskich miejscowości była dla mnie możliwość rozmowy z Adamem Wendtem, nie tylko wspaniałym saksofonistą, ale przede wszystkim ciepłym, mądrym człowiekiem, o interesujących poglądach na sztukę i życie.

Cóż, gorzowscy politycy od lat gadają i gadają o potrzebie stworzenia Akademii Gorzowskiej, w której młodzi mieszkańcy mogliby kształcić się na poziomie uniwersyteckim.

Póki co na gadaniu się kończy, jako że każdy ma swój, jedynie słuszny pomysł. Tymczasem wysiłkiem praktycznie jednego człowieka udało się stworzyć w Gorzowie coś wyjątkowego i niepowtarzalnego – Małą Akademię Jazzu.

Można? Można !!!

Jerzy Kułaczkowski