W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Emmy, Flory, Romana , 24 listopada 2017

Nie była obojętna na krzywdę ludzką, zawsze komuś pomagała

2017-04-29

Dla Stefanii Hejmanowskiej nie było rzeczy niemożliwych – tak o niej mówią ci, którzy ją pamiętają.

medium_news_header_18258.jpg
Stefania Hejmanowska była mocno związana z Lechem Wałęsą.

Bo jak się czymś zajmowała, to na serio, z dużym zaangażowaniem. I wkładała w to dużo serca.

- Stefania Hejmanowska była moim przyjacielem – mówi Wanda Milewska, znana gorzowska dziennikarka. Opowiada, że poznała panią senator I kadencji, kiedy ta już zasiadała w senacie właśnie. – Spotkałam ją w parafii przy ul. Żeromskiego. Tam się odbywały ciekawe spotkania, między innymi tam przyjechał i spotkał się z gorzowianami Adam Michnik – wspomina Wanda Milewska.

Niemal całe życie w Gorzowie

Stefania Hejmanowska urodziła się 1 maja 1937 roku w Poznaniu. Ale jej rodzina tuż po wojnie w 1945 roku przeprowadziła się do Gorzowa. Tu przyszła pani senator skończyła Technikum Chemiczne, wówczas jedną z lepszych szkół w mieście. Po maturze szybko wyszła za mąż, urodziła dwójkę dzieci i równie szybko została wdową. Sytuacja życiowa zmusiła ją do podjęcia pracy. W 1966 roku, już po śmierci męża zaczęła pracę w Stilonie. I to była przełomowa ze wszech miar decyzja w jej życiu.

Po sierpniu 1980 wstąpiła do „Solidarności”. Była członkinią prezydium komisji zakładowej oraz regionalnej komisji wykonawczej związku. Bo jak wspominają znajomi, Stefania Hejmanowska, jak się czymś zajmowała, to na serio, z dużym zaangażowaniem. Nie uznawała półśrodków. Dlatego też, jak wielu innych aktywnych działaczy „Solidarności” szybko stała się obiektem obserwacji ówczesnych sił porządkowych. Służba Bezpieczeństwa śledziła ją cały czas.

13 grudnia 1981 roku, w noc stanu wojennego została internowana. Do 12 marca 1983 roku siedziała w Wawrowie pod Gorzowem, Poznaniu i Gołdapi. Dzieliła los innych internowanych, jak śp. Teresa Klimek czy znana dziennikarka Grażyna Pytlak.

Jednak internowanie nie złamało jej kręgosłupa. Po powrocie z odsiadki Stefania Hejmanowska nadal aktywnie działała w podziemiu antykomunistycznym. – Ona była niezmiernie konsekwentna oraz wierna swoim poglądom politycznym. To nie był człowiek-chorągiewka – mówi Wanda Milewska.

No i przyszedł kolejny feralny dzień w życiu przyszłej pani senator. 25 sierpnia 1985 r. została aresztowana w mieszkaniu córki w czasie przygotowań do demonstracji w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Skazano ją na 10 miesięcy pozbawienia wolności i osadzono w więzieniu w Krzywańcu. Ostatecznie odsiedziała siedem miesięcy z zasądzonego wyroku.

Zawsze z Lechem Wałęsą

- Pani senator od samego początku popierała Lecha Wałęsę. Zresztą do końca życia w niego wierzyła i broniła przed atakami – mówi Wanda Milewska. Zdjęcia z różnych czasów zaświadczają, że Stefania Hejmanowska zawsze była blisko prezydenta Wałęsy.

Brała udział w obradach Okrągłego Stołu. W wyborach parlamentarnych w 1989 z ramienia Komitetu Obywatelskiego została wybrana na senatora I kadencji w województwie gorzowskim. Zasiadała w Komisji Gospodarki Narodowej i Komisji Ochrony Środowiska oraz Polityki Społecznej i Zdrowia. Cały czas zresztą podkreślała, że człowiek i jego prawa są najważniejsze. Po zakończeniu kadencji senatorskiej nieco się wycofała z życia politycznego, ale jednak nie na tyle, aby całkowicie porzucić politykę. Za każdym razem popierała działania Lecha Wałęsy. Aktywnie uczestniczyła bowiem w kampaniach prezydenckich. Kiedy prezydent Wałęsa przyjeżdżał z wizytami do Gorzowa, zawsze obok niego była Stefania Hejmanowska.

Czas na warsztaty

Bardzo dobrze znała swoich podopiecznych z Warsztatów Terapii Zajęciowej.

Po zakończeniu kadencji senatorskiej Stefania Hejmanowska znalazła sobie inne zajęcie. Stała się bowiem pionierką Warsztatów Terapii Zajęciowej. – Ona pierwsza je założyła. Zgromadziła kadrę, wiedział, jak to ma działać i komu te zajęcia mają służyć – wspomina Wanda Milewska.

Słynne już w Gorzowie warsztaty działały przy kościele przy ul. Czereśniowej. Pani senator nie była zwykłą kierowniczką. Bardzo dobrze znała swoich podopiecznych, wiedziała o nich wszystko. – Moja córka tam chodziła. Pani Stefania bardzo dużo dobrego robiła dla wszystkich uczestników, dbała o wychowanków, zgromadziła najlepszą z możliwych kadrę – opowiada Anna Jasińska.

Warsztaty prowadzone przez Stefanię Hejmanowską stały się niejako wzorem dla innych, które powstały później.

Jakby było mało obowiązków, Stefania Hejmanowska działała w Klubie Inteligencji Katolickiej, pełniła również funkcję wiceprezesa Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. – Pani senator kierowała się w życiu zasadą wierności wierze, religii, tradycji i moralności. Z tego wynikała jej siła i to, że liczono się z jej zdaniem. Religia, moralność, prawda – to były podstawy, którym była wierna do końca życia – mówi Wanda Milewska. Przyznaje, że się przyjaźniła z panią senator. I nie raz, nie dwa ścierały się w dyskusjach na różne tematy, ale bez wzajemnego obrażania. – Warto, a nawet trzeba dodać, że była fantastycznym człowiekiem, z ogromnym poczuciem humoru. Potrafiła rozbawić towarzystwo smakowitymi anegdotkami – opowiada Wanda Milewska.

Panią senator znało mnóstwo osób. Bywało jednak, że Stefania Hejmanowska nie potrafiła sobie przypomnieć nazwiska. – W ujmujący sposób zawsze się do tego przyznawała. Nie pozowała na alfę i omegę. Zawsze jednak miała dla każdego dobre słowo – opowiadają ci, którzy spotykali ją spotykali na różnych uroczystościach kościelnych.

- Stenia była po prostu wspaniałym człowiekiem. Pełniła wiele funkcji, angażowała się w sprawy społeczne, polityczne, ludzkie. Mówiąc krótko – nie zmarnowała życia. Co bardzo ważne – nie była obojętna. Zawsze gotowa do pomocy: rodzinie, znajomym, przyjaciołom, potrzebującym. Nie była obojętna – na krzywdę ludzką, na niesprawiedliwość, na zakłamanie. Nie była obojętna na słowa: Bóg, Honor, Ojczyzna, Solidarność. Często chwytała mnie za rękę filigranową dłonią i patrząc głęboko w oczy mówiła mi, co trzeba jeszcze zrobić. Mówiła o rzeczach, które były bardzo ważne, a których ja nie dostrzegałem. Miała rację, widziała więcej. Interesowała się ludźmi. Bardzo. Bo dla Steni, człowiek był najważniejszy – mówi Jarosław Porwich, kiedyś szef struktur „Solidarności”, dziś poseł na sejm z partii Kukiz’15.

Za swoją działalność Stefania Hejmanowska w 2001 otrzymała Złoty Krzyż Zasługi, a w 2007 Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Stefania Hejmanowska zmarła  5 marca 2014 w Gorzowie Wielkopolskim. W ostatnią drogę na cmentarz komunalny odprowadzili ją członkowie Solidarności, a mszę żałobną oraz ceremonię pogrzebową sprawował legendarny duszpasterz Solidarności, śp. ksiądz prałat Witold Andrzejewski.

Roch

Fot. Archiwum rodzinne