W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Arety, Marty, Marcina , 24 października 2017

Kazimierz Furman. Poeta z miasta średniej wielkości

2017-08-02

„Kiedy umierał Chrystus

Płakało niebo

Ludzie mówili że to tylko deszcz pada”  

Kazimierz Furman

medium_news_header_19189.jpg

Świat jest zbiorem zasad. Składa się z kanonów, które notabene są od wieków podważane. Są tacy ludzie, którym natura dała więcej buntu i dociekliwości niż innym. Najwięcej tego pierwiastka spotykamy u ludzi młodych, ale są też i tacy, u których z wiekiem to nie mija. Takie specyficzne osobowości występują w mitologii i były w rzeczywistej, starożytnej Grecji. Przykładem takiej osobowości jest Sokrates. Ten nieprzeciętny człowiek twierdził, że dzięki negacji można dojść do najczystszej prawdy. Stał się tak, jako inny, buntownikiem. Buntownicy nie mają lekkiego życia. Zdarza się, że w ofierze za sprawę, dają swoje życie. Żywoty takich osobowości powtarzają się niezależnie od czasu. Każda epoka, ma swoich buntowników Wszystkich, za ich życia, spotyka podobny los. Są wyśmiewani, odrzuceni, obrzucani obelgami. Społeczności zorganizowane traktują tych „innych” jako gorszych, bez racji bytu. Chcę przez chwilę być tym buntownikiem. To pozwala mi lepiej zrozumieć postępowanie nieprzeciętnych osobowości. Pierwsze spostrzeżenie nasuwa się momentalnie. Ci „inni” przełamują stagnację, która obecna w kulturze prowadzi do przyzwyczajeń, a w konsekwencji niedorozwoju danej społeczności, zapóźnienia.

Należy jeszcze powiedzieć rzecz oczywistą. Buntowników jest wielu dzięki wrodzonej potrzebie zachowania gatunku. Ludzie „osobowości” są jednostkami. Jednak każde pokolenie raczej ma możliwość spotkania taką wyjątkową osobę. Ja zauważyłam ją w moim rodzinnym „mieście średniej wielkości”, jak swego czasu Gorzów, nazwał nieżyjący już socjolog, prof. dr. hab. Bogdan Kunicki.

Najpierw odkryłam dziwne grafiki Andrzeja Gordona. Nagie, ukrzyżowane kobiety bardzo mnie zniesmaczyły. Potem znalazłam informację, że grafik jest jednym z najznakomitszych artystów w Polsce. Następnie natknęłam się na wiersz pożegnalny. Gorzowski poeta wspomina w nim artystę, swego przyjaciela. Wiersz różnił się od tych, z którymi dotąd miałam możliwość się zapoznać. W kilkunastu krótkich wersach zobaczyłam żywot tego człowieka i gorzowskiego środowiska artystycznego tamtych czasów. Od tej pory wiersze Kazimierza Furmana nie przestają mnie zaskakiwać. Kazimierz Furman tworzy wiersze ponadczasowe, często wyzywające, równie kontrowersyjne, a może i niekiedy bardziej od erotyków A. Gordona. Nasze miasto, charakteryzujące się dużą otwartością ludzi, zawdzięczało swój stan m.in. Furmanowi.

Kazimierz Furman urodził się 20 maja 1949 roku w Jędrzejewie koło Piły. Przez kilka lat mieszkał w Santoku. Następnie przeprowadził się do Gorzowa, gdzie w krótkim czasie stał się w środowisku artystycznym tego miasta postacią kontrowersyjną i intrygującą. Zrobiło mu się ciasno w Gorzowie i próbując zmian, przeprowadził się do Częstochowy. Szybko spostrzegł, że jak to sam nazwał, „to jest miasto medalików” i wrócił do Gorzowa.

Poeta dorastał w czasach tworzącej się gorzowskiej kultury, gdzie przywiązywano wagę głównie do jej tzw. masowości. Poezja śpiewana, pieśń mówiona - jak niektórzy żartowali, taki trochę kicz średniomiejski, bardziej ukulturniający kręgi młodych ludzi, aniżeli rozbudzający twórczą aktywność.  Furman szukał innej drogi. Nie chciał iść szlakami mas. Pisał swoje wiersze jakby wspak i naprzeciw powszechnej taniochy słownej. Poeta pisał wiersze burzące dotychczasowe kanony. W codziennym życiu, nie przywiązywał się też do tzw. poprawności obyczajowej. Nigdy jednak nie kwestionował ogólnie przyjętych zasad moralnych, ani nie podważał. On budował nową, swoją obyczajowość, a w mieście średniej wielkości, było to szczególnie trudne. Właśnie z tego powodu, wielu uważało go po prostu za dziwaka. Uważali, że jest niewychowany. Racjonalnie patrząc, on sam dawał im powody do takiego myślenia. Zdzisław Morawski przeniósł na papier kawałek tamtego Furmana. „Był chłopcem z marginesu: miał na nadgarstku wytatuowana literę „U”, co znaczyło „ultio”, a po polsku brzmiało „zemsta”. Był to znak, że kiedyś zetknął się przelotnie z satanistami- mścicielami. Nosił w uszach kolczyki, włosy wiązał w kitkę: miał modną w tych czasach, jak mówiła pani MM, „fryzurę łysych”. Nigdzie nie pracował. Utrzymywał się z drobnego handlu, gry w karty, pieczeniarstwa. Pił bardzo mocną herbatę, piwo, wódkę, czynszu za mieszkanie nie płacił, w czym podobny był do malarza swojego czasu, Gordona… Pisał wiersze. Wysyłał swoje utwory na różnorakie konkursy, by parę złotych zarobić, często konkursy wygrywał, nabrał nawet w tym względzie profesjonalnej wprawy. „Muszę obsłużyć lampkę górniczą”- mówił o konkursie śląskim. „Muszę obsłużyć Popiełuszkę”- mówił o konkursie, jaki ogłoszono w rocznicę zabójstwa księdza. Jego stosunek do tych konkursów był ambiwalentny: są wariaci, co ogłaszają konkursy do obesłania i wygrywania przez Furmana, tedy wypijemy ich zdrowie za ich pieniądze…”.

Po latach, Hanna Kaup napisała o Furmanie: „Świat widział już wielu niepokornych, szalonych i zbuntowanych, wielu wybitnych lub takich, co próbowali ich udowadniać, bo najnormalniej w świecie do żadnej roboty się nie nadawali, a jedynie, co im dobrze wychodziło, to krytyka innych, krytyka jałowa, bez poparcia konkretną argumentacją, bez wyłuszczenia rzeczowych „za” i „przeciw”. Mamy w Gorzowie na szczęście lub nie, „artystę”, który wszystkich i wszystko ma w dupie. Przybywa na spotkania, by udowodnić, że nikt poza nim nie ma racji. Nie słucha ( lub nie słyszy ), wtrąca, przerywa, jakby wyłącznie jego był „ten kawałek podłogi”. Używa błyskotliwej metafory (cytuję): „nie mój kurnik, nie moje kury”, w każdej możliwej sytuacji. A co o nim samym można powiedzieć?

Ano tyle, że na piwo ciągle pożycza. Może to fajnie mieć takiego „artystę” na pokaz. Ale mnie się najwyraźniej znudził. Oczywiście sam w sobie też się zestarzał i popadł w irytującą manierę, która bardziej przypomina zachowania człowieka mającego problemy z równowagą osobowości niż oryginalnością wybitnej jednostki…”.

Każdy człowiek ma swoje „przywary”, jak mawiali klasycy publicznej dyskusji, ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne. A kim był, jest Kazimierz Furman? Debiutował w 1974 roku na łamach „Nadodrza”. Był laureatem wielu konkursów ogólnopolskich, m.in.: Warszawska Jesień Poezji, Łódzka Wiosna Poetów, konkursy im. Śpiewaka, Przybosia, Parandowskiego. W 1996 roku otrzymał nagrodę Prezydenta Miasta Gorzowa Wlkp. oraz Nagrodę Kulturalną Wojewody Gorzowskiego. W 1998 roku został laureatem Lubuskiego Wawrzynu Literackiego. Jego wiersze są tłumaczone na język niemiecki. Wydał dziesięć książek poetyckich (wszystkie w Gorzowie): „Powrót do osłupienia” (1976), „Kształcenie pamięci” (1980), „Drzewo grzechu” (1989), „Kalendarz polski” (1993), „Doświadczenie obecności” (1993, 1997), „Wiersze” (1995), „I jeszcze nic nie wiem” (1998), „Odmienne stany obecności” (1998), „Autoportret z drugiej ręki” (1999), „Drzewo grzechu +” (2000). Wiele z jego wierszy i opowiadań, ukazało się na łamach ogólnopolskich czasopism i antologii. Od czerwca 2004 roku został członkiem Związku Literatów Polskich.

Jego talent, chociaż za życia sam Furman temu zaprzeczał, odkrył Zdzisław Morawski i przygarnął go pod swoje skrzydła. Nauczyciel wprowadził go w życie literackie. Prowadził, aby „wschodził”, jak sam Furman nazwał ten proces, po stopniach bohemy. W 1999 roku K. Furman wydał także tomik poezji „Autoportret z drugiej ręki” w tłumaczeniu na język niemiecki Wiersze zostały przetłumaczone przez Karin Wolff. W ten sposób powstał polsko-niemiecki tomik jedności.

Moją uwagę przyciągnął jeden szczególny wiersz z tego tomiku.

x x x

Kiedy umierał Chrystus

Płakało niebo

Ludzie mówili że to tylko deszcz pada

Nie wiem co wtedy czułem

Widząc Go przybitego do krzyża

Co nie był jeszcze symbolem wiary

Lecz krzyżem hańby

Nie znałem modlitw ani psalmów

Wtedy chyba nikt nie znał

Lamentowały wynajęte płaczki

Tumany oklasków wzniecali klakierzy

Starałem się nie patrzeć na to widowisko

Przecież to umierał człowiek którego znałem

Błądziłem z Nim po pustyniach

Rozmawialiśmy o Jego kobietach

O których dzisiaj nikt nie mówi

Później widziałem Go na płótnach mistrzów

W galeriach

W katedrach

W wiejskich kościółkach

Luwru

Watykanu

Pipidówki

Którejś nocy Jego grób opustoszał

Ludzie mówili że uciekł

Że stchórzył

Ale radowali się

Tańczyli w rytm rock and roll

Śpiewali przeboje Lennona Nazareth Pink Floyd

Ucztowali na Jego cześć

I trwa to do dziś

Pełno tego w kościołach na stołach w iluzjonach

Odjechali z tej uczty pijani

Na swoich czarnych mercedesach- benz

Na harleyach- davidson i szybkich ferrari

Autostradą do nieba

Nie padał im deszcz

Kazimierz Furman

„Autoportret z drugiej ręki”

Gorzów Wlkp., 1999 r.

Od wielu gorzowian, z którymi rozmawiałam o Furmanie słyszałam to, co odkrywam czytając jego wiersze: dla Kazimierza Furmana, w jego pisarstwie, najważniejsza jest uczciwość poetycka. Nie lubi pozorów. Twierdzi, że słów należy dobierać tyle, ile trzeba. Jego twórczość jest bardzo odważna i wychodzi ponad nasze rozumowanie, które przyswoiliśmy sobie w czasie dorastania. Jego myślenie twórcze, przypomina mi Stanisława Wyspiańskiego w „Weselu”. Ten artysta, myśliciel podważył dotychczasową mentalność Polaków. Naród Polski widział w Piaście chłopa, władcę; w „kosach na sztorc osadzonych”- braterstwo chłopów ze szlachtą, w Szeli - skazę, strach, upadek wizji przyszłej, bratniej Polski, a w Wernyhorze Polskę wielką z czasów Jagiellonów. Wyspiański pokazał tragedię w przepowiedniach kozackiego wróżbity, wspólne cechy Piasta i Szeli… Przewrócił wszystko do góry nogami tworząc jednego chłopa - paradoks wiary polskiej, trwający kilkanaście wieków. Poza tym ukazał ponadczasowość mentalności ludzkiej. Czy to jest antyk, czy wiek XXI, ludzie zawsze mają podobną mentalność, podobne problemy.

W przeciwieństwie do S. Wyspiańskiego, nie wszyscy uważają K. Furmana za wielkiego poetę. Ludzie ustabilizowani, miłujący porządek, konsekwentni oburzą się na niego. Osoby otwarte na świat i nowości, zobaczą w jego poezji arcydzieło: konstrukcji, prostoty i gruntownej myśli. Myśli wynikającej ze studiowania Księgi wszystkich Ksiąg, Biblii! W tym też znalazł swoją twórczą drogę: poszukiwania prawdy przez negację. Zbudował nowy, swój literacki język. Język rozpoznawany z upływem lat, z zaczytywaniem się w tę niezwykłą literaturę, jak na możliwości miasta średniej wielkości! Zresztą, Zdzisław Morawski przed laty, zasugerował proroczo, że może kiedyś ktoś napisze pracę zatytułowaną: „Gorzów za czasów Furmana”. Czy już nastał ten moment? Jaki jest ten Gorzów, skoro stawia mu pomnik przy Jazz Club’ie Pod Filarami?

Czy staje się Gorzów czasem Furmana? Może ten Gorzów już się skończył? Gorzów czasów Furmana!

Dziś powstaje  pomnik: Furman na miarę Gorzowa. A Gorzów, miasto średniej wielkości…?

Aneta Stosor

Autorka zawodowo zajmuje się fotografią i grafiką. Od ponad 10 lat współpracuje z Jazz Clubem Pod Filarami, fotografując gwiazdy Gorzów Jazz Celebrations, projektując plakaty i druki użyteczne. Od kilku lat mieszka w Poznaniu.

Fot. Zenon Kmiecik