W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Miasto w końcu skuteczne w walce o zabytki

2017-08-08

Jest prawomocny wyrok w sprawie willi Herzoga. Właściciel zapłaci wysoką karę. Miasto zapowiada dalsze takie kroki.

medium_news_header_19243.jpg

Ale i właściciel w końcu wykonuje jakieś ruchy.

Wyrok w sprawie nierozpoczęcia remontu willi Herzoga na Bulwarze Wschodnim o czasie jest prawomocny. Właściciel musi zapłacić karę za zaniechanie swego podstawowego obowiązku, jakim jest rozpoczęcie remontu w trakcie dwóch lat od zakupu, co stało się w 2009 roku. Jak tłumaczy wiceprezydent Jacek Szymankiewicz, kara może być naprawdę dotkliwa, bo miasto z opieszałym przedsiębiorcą walczy od 2011 roku. A zgodnie z prawem kara za zaniechanie remontu to 50 tys. zł za jeden rok.

Miasto nawet naliczało kary umowne, ale ze względów proceduralnych nie można było ich wyegzekwować. Sądowy wyrok zmienia sytuację. Miasto ma też informacje, że właściciel budynku prawdopodobnie zmierza jednak do rozpoczęcia remontu, więc jest szansa, że kondycja budynku się poprawi.

Czerwony Spichlerz na licytację

Ważą się też losy Czerwonego Spicherza, zabytku leżącego na lewym brzegu Warty i od wielu już lat straszącego swoim zaniedbanym wyglądem. Budynek powstał przy Dammstraße 1 (obecnie róg ulic Grobla i Wał Okrężny) w pierwszej połowie XIX wieku. Możliwe, że został wybudowany przez Adolfa Boasa, znanego landsberskiego bankiera i kupca zbożowego. Do 1945 roku budynek kilkakrotnie zmieniał właścicieli. W 1945 roku obiekt przejęła Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska i zaadaptowała go na magazyn pasz treściwych. Od lat 80. popadał w ruinę. W 1991 roku spichlerz został wpisany do rejestru zabytków. Pod koniec tegoż roku został po raz pierwszy sprzedany, a po kilku latach – na skutek niewywiązania się nowego właściciela z umowy - odzyskany przez miasto. W 1999 roku przeprowadzono pierwsze poważne prace konserwatorskie (m.in. zabezpieczono obiekt nowym dachem). Spichlerz został ponownie sprzedany z przeznaczeniem na hotel i restaurację w 2011 roku, jednak nie podjęto w nim żadnych prac adaptacyjnych.

Miasto od lat nie ma kontaktu z właścicielami. Ostatnio budynek trafił na listę obiektów do licytacji komorniczej za 241 tys. zł.

Trochę innych porzuconych w mieście

Nadal natomiast nie wiadomo, co z innymi obiektami wpisanymi do rejestru zabytków, a które także są pozbawione opieki właścicielskiej. Tak jest z kamienicą przy ul. Łokietka 17. Budynek właściwie zatracił już znamiona zabytku, fasada bowiem niszczeje coraz bardziej, ostatnio nawet zaczął się przechylać. Urzędnicy tłumaczą, że właściciel wykonuje jakieś gesty, które można interpretować jako przygotowanie do remontu. Jednak od lat tam się nic nie zmienia. Budynek został praktycznie porzucony.

Cały czas nie wiadomo, jaki los czeka Zawarciański Zameczek, czyli willę Willa Hermanna Pauckscha. To jeden z najcenniejszych zabytków Gorzowa. Trzypiętrowy eklektyczny pałacyk wybudował w 1875 roku Hermann Paucksch. Po jego śmierci potomkowie sprzedali pałacyk Franzowi Röslerowi, później należała kolejno do Reinholda Hengsta i Reinholda Boehinga. Nierozłączną częścią posiadłości jest okazały park w stylu angielskim. Po wojnie mieściła się tu Dyrekcja Dróg Wodnych i Przedsiębiorstwo Budownictwa Wodnego. W 1976 roku budynek odnowiono i stał się siedzibą Wojewódzkiego Domu Kultury (później Grodzki Dom Kultury). Po raz drugi pałacyk odremontowano w 1985 roku. Po likwidacji GDK w 2014 roku budynek opustoszał i czeka na lepszy los. Ale na razie nikt nie ma pomysłu, co dalej.

Jedna jaskółka już jest

Wiadomo natomiast, że jest szansa na uratowanie ślicznej nadal willi Jaehnego, dawnych policyjnych dołków.

Willa została wybudowana w 1896 r. w stylu neorenesansu francuskiego. Wybudował ją dla swojej rodziny jeden z zamożnych landsberskich fabrykantów Carl Jaehne, który również pierwszy tam zamieszkał. Do zakończenia wojny willa była w rękach rodziny. Po wojnie dom stał się na krótko siedzibą samorządu gospodarczego: w latach 1945-48 mieściła się w nim ekspozytura Poznańskiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Potem budynek cieszył się już gorszą sławą: mieścił się tam komisariat MO i areszt, w którym przetrzymywano m.in. działaczy opozycyjnych, uczestników strajków w stanie wojennym. Od lat stoi pusty.

Miał być siedzibą Miejskiego Ośrodka Sztuki, potem Instytutu Papuszy, ostatecznie trafiła do Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zbigniewa Herberta, która po remoncie planuje tu umieścić bibliotekę multimedialną.

Renata Ochwat