W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Jak biskup wjeżdżał do miasta, to urzędnicy w dzwony bili

2017-09-21

Na pierwszego polskiego biskupa, choć w istocie ksiądz Edmund Nowicki nim nie był, w Gorzowie czekali nie tylko katolicy.

medium_news_header_19657.jpg

Czekała też władza. A kiedy się w końcu pojawił, to i majątek miał dostać…

Mało kto pamięta, że z przybyciem księdza Edmunda Nowickiego, administratora apostolskiego w Gorzowie wiążą się dziwne, a niekiedy zabawne wydarzenia. Z jego obecności w mieście cieszyli się jednak wszyscy.

Po latach reformacji znów katolicyzm

Aby historia miała sens, warto dodać, że katolicki Landsberg w 1537 roku, podobnie jak i cała Marchia Brandenburska przeszedł na ewangelicyzm. Co prawda, swoją synagogę mieli Żydzi, ale już katolicy, zresztą nieliczni, swojego miejsca modłów nie mieli. Sytuacja zmieniła się mocno na przełomie XIX i XX wieku, kiedy do Landsbergu zaczęli trafiać robotnicy najemni – zwykle za pracą przyjeżdżali z katolickich terenów Polski, wówczas jeszcze pod rozbiorami. Wtedy powstała katolicka parafia, czyli dziś Czerwony Kościół. Ale nadal większość była ewangelicka.

No i przychodzi 1945 rok. W wyniku wielkiej polityki Landsberg staje się Gorzowem. W marcu tego roku instalują się w mieście polskie władze. Zaczyna się napływ przesiedleńców. Ale…, ludzie nie chcieli się osiedlać w miejscowościach, gdzie nie było księży, gdzie nie było parafii katolickich. Każdy duchowny był na wagę złota, albo mórg, co niemal przytrafiło się księdzu Nowickiemu.

I stracone zęby nie pomogły

Interesujące jest, dlaczego to właśnie księdzu Nowickiemu przypadł w udziale zaszczyt, ale i ogromna praca organizacji administracji apostolskiej na tych ziemiach. Odpowiedź można znaleźć w pamiętnikach księdza, w których pisze o swojej bliskiej znajomości z kardynałem Augustem Hlondem, prymasem Polski jeszcze sprzed II wojny światowej. Prymasowi wydawało się to oczywiste, że Nowicki pojedzie na tę terra incognito organizować administrację. A tak o zdarzeniu pisze sam ksiądz Nowicki: „W stosunku do mnie uniósł się ks. kardynał Hlond raz jeden, a mianowicie w 1945 roku, gdy zlecał mi urząd administratora apostolskiego a na pytanie, czy urząd ten przyjmuje, odpowiedziałem, że w moim przekonaniu na zadanie to, wymagające wielkich wysiłków fizycznych, brak mi zdrowia. Ks. Kardynał wówczas ogromnie spoważniał i wygłosił mi egzortę, że dewizą kapłana powinno być “nie moja lecz Twoja niech się dzieje wola” a kto się Papieżowi przeciwstawia, ten przegrał kapłaństwo swoje. Tymczasem rzeczywiście samopoczucie moje wówczas było fatalne. W obozie Gusen bowiem nie tylko wybito mi zęby ale okaleczono mi szczęki, tak iż pod koniec wojny prof. Meissner w szpitalu Omega w Warszawie dwukrotnie mnie operował i w końcu lipca 1945 sprawa zaczęła się odnawiać. Kardynał dał mi trzy dni czasu do zastanowienia się a zwłaszcza na modlitwę. Dokładnie w drodze od Ks. Kardynała do swego mieszkania przy ulicy Spokojnej spotkałem na ulicy dr. Kozaryna, który był świadkiem moich warszawskich operacji. Gdy powiedziałem mu o swoim samopoczuciu, skierował mnie do prof. dr. med. Sarrazina. Tenże bezzwłocznie podjął się operacji w swoim mieszkaniu choć bez asysty, wówczas jeszcze nie osiągalnej. W czasie operacji pod narkoza wyrwałem się profesorowi i spadłem ze stołu na podłogę. W wyniku tych przejść musiałem potem dłużej leżeć w łóżku. Ks. Kardynał, dowiedziawszy się o wszystkim, wzruszająco mnie przepraszał za okazany brak zrozumienia.

Jedzie administrator przez Ziemie Odzyskane

Ksiądz Nowicki misję powierzoną przez zwierzchnika przyjął i wyruszył szukać stolicy swojej administracji. Tak trochę w ciemno, bo map tych terenów wówczas jeszcze nie było, za bardzo też nikt rozeznania w rzeczywistości nie miał.

Los zetknął wówczas księdza Nowickiego z pewnym sowieckim oficerem. Jakoś w połowie września 1945 r. Po wizycie w Słubicach Rosjanin zapytał ks. Nowickiego: „A co chcesz smotrić?” (Co chcesz widzieć?) Ks. Nowicki odpowiedział: No – miasto powiatowe. Radziecki kapitan na to: To może Landsberg? – zaproponował, patrząc na mapę. Niech będzie Landsberg – zgodził się ks. administrator.

I tak oto Gorzów został stolicą administracji apostolskiej.

Dzwony biły i radość nastała

Gdy ksiądz Nowicki i rosyjski oficer dotarli do Landsberga – Gorzowa, miejscowy pełnomocnik rządu, który był jednocześnie starostą, oraz prezydent miasta zapewniali ks. Nowickiego, że tylko tutaj powinien „zamieszkać i rezydować, bo to jest wielkie miasto. To jest miasto wielkiej przyszłości; to jest w ogóle centrum całych Ziem Zachodnich” i że „jest kościół, który nadaje się na katedrę jak sto dwa”.

Sam administrator dzień  ten wspomina tak: „Zajechaliśmy pod kościół. Wszystkie drzwi były otwarte na oścież. W kościele, który później służył za katedrę, to na metr może było mierzwy, wszystkie szyby wybite, drzwi otwarte jak szeroko. No, rzeczywiście – jedno spustoszenie. Na oścież wszystko pootwierane, drzwi powybijane, gdzieś w środku pewnie konie tam stały, bo pełno zanieczyszczonej słomy, żadnych ołtarzy, niczego. Stoję tak na tej mierzwie i się rozglądam. Ale za chwilę słyszę – dzwony biją! Za jakieś 5-6 minut przybiegli panowie Kroenke [pełnomocnik rządu] i Wysocki [prezydent miasta] spoceni jak myszy, ręce mi ściskają i powiadają, że byli na wieży i bili w dzwony, żeby uczcić ten historyczny moment”.

Ale spotkanie trwało dalej i miało dość egzotyczny przebieg. Starosta, młody mężczyzna w wieku ok. 35-40 lat, powitał ks. Nowickiego dość swoiście: „No do diabła, czy to czasem nie mój biskup”? Ks. Nowicki prostował: „Jestem administratorem apostolskim”. Starosta nie przestawał wyrażać swojego zadowolenia: „Zaraz mi się widziało, psia krew. No ale to jest historyczna chwila”. Jak napisał ks. Nowicki, starosta „ucieszył się najwyraźniej”. A potem już było wybitnie egzotycznie. Starosta, bowiem zaczął rozdawać majątek hojną ręką. Natychmiast zatelefonował do kierownika Urzędu Ziemskiego i kazał wyznaczyć dla pierwszego polskiego biskupa na Ziemiach Zachodnich „majątek przynajmniej 2 tys. mórg”. Ksiądz Nowicki oponował: „Nie, panie starosto, ja nie chcę żadnego majątku”. Na co starosta zareagował w znanym już stylu: „Cicho, nie będziemy się lumpować”.

Urządzanie się w Gorzowie

Po wyjściu z katedry rządcy miasta zapytali ks. Nowickiego, co chciałby jeszcze zobaczyć. Ksiądz administrator chciał zobaczyć miejsca, gdzie mieli zamieszkać księża. Kroenke i Wysocki na wszystko się zgadzali, chcieli, żeby biskup – jak tytułowali Nowickiego, zamieszkał w mieście. Obwieźli więc księdza administratora opustoszałym jeszcze mieście, pokazali budynki, które mogą przekazać, kurii, aż czas przyszedł na szukanie siedziby dla samego biskupa. Padło  na obecny pałac biskupów gorzowskich, czyli willę Maxa i Roberta Bahrów. Budynek był zajęty, starosta Kroenke obiecał, że zrobi wszystko, aby pałac stał się siedzibą biskupa. No i trzeba dodać, słowa dotrzymał.

Gdy ks. Nowicki przybył w Uroczystość Chrystusa Króla, aby „objąć Gorzów”, willa czekała na dostojnego lokatora.

Nie pomieszkał tam długo. 26 stycznia 1951 w związku z „likwidacją stanu tymczasowości w administracji kościelnej na Ziemiach Zachodnich”, jak motywowała swoją decyzję strona państwowa, musiał opuścić administrację gorzowską. Powrócił do Poznania, gdzie zajął się pracą w kurii, sądzie duchownym oraz seminarium.

A potem został biskupem w Gdańsku, ale to już zupełnie inna historia.

Renata Ochwat

Korzystałam miedzy innymi z: http://hlond.blogspot.com/2010/09/bp-edmund-nowicki-wielkoduszny-wobec.html; http://laboratorium.wiez.pl/2017/07/06/tysiac-klerykow-czyli-przygod-ks-nowickiego-w-gorzowie-ciag-dalszy/; https://www.tygodnikpowszechny.pl/gorzowska-notre-dame-148875.