W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Elżbiety, Katarzyny, Klemensa , 25 listopada 2017

Pierwsza katolicka parafia w ewangelickim Landsbergu

2017-11-09

Czerwoną wyniosłą bryłę kościoła pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego przy ul. Warszawskiej  mija codziennie wielu gorzowian, choćby w drodze do pracy.

medium_news_header_20110.jpg

Niewielu jednak z nich zna wybitnie ciekawe dzieje i wnętrza, które zatykają dech w piersi.

- Jeśli wyliczyć historyczne, wzniesione przed II wojną budynki kościelne w Gorzowie, to jest ich niewiele – mówi Robert Piotrowski, gorzovianista i historyk specjalizujący się w dziejach regionu. I wylicza, że takimi są: katedra – najstarszy istniejący kościół w mieście, genetycznie katolicki, po 1537 roku do 1945 roku – ewangelicki, Biały Kościół – Kościół Zgody kontynuujący tradycję kościoła św. Gertrudy, ale już ewangelicki w chwili wzniesienia, kościoły ewangelickie na Wieprzycach i w Chróściku, także przepiękny modernistyczny kościół Chrystusa Króla dziś, a w chwili oddania Martin Luther Kirche oraz właśnie Czerwony Kościół, od początku katolicki, niegdyś pod wezwaniem Krzyża Świętego, potem Podwyższenia Krzyża Świętego, choć po prawdzie trudno się doszukać momentu oficjalnej zmiany wezwania, albo raczej modyfikacji tegoż.

Półmrok i zachwyt

Do Czerwonego Kościoła trudno wejść tak z ulicy. Zwykle zamknięty, otwierany bywa na czas mszy świętych czy wydarzeń specjalnych, jakimi są śluby lub chrzciny poza godzinami mszy. Od niedawna można doń zajrzeć przez zamknięte odrzwia wiodące z przedsionka do wnętrza. W słoneczny dzień da się zauważyć ciekawe malowidła, które tylko podsycają ochotę i konieczność wejścia do środka. Trzeba zaczekać, kiedy świątynia zostaje otwarta przed kolejną mszą. Jak się jest na godzinę przed, to można wejść do środka. I tu już zachwyt odbiera na chwilę dech. Bo przepiękny to kościół. Rozświetlony ołtarz i malowidła na bocznych ścianach oraz na suficie odsyłają do Bizancjum.

Zwykle w takim momencie jest tam cicho, raczej jeszcze nie ma wiernych oczekujących na mszę, więc bezkarnie można się porozglądać, pozadzierać głowę w spojrzeniu na sufity, nasycić się sztuką decorum. W tym kościele bowiem można doświadczyć właśnie potęgi sztuki, która została zaprzęgnięta jako usługa. Przepiękne malowidła miały bowiem w oczach nieuczonych wówczas wiernych budzić właśnie zachwyt ale i trwogę. I błędem nie będzie, jeśli się takie założenie uczyni.

Zresztą majestat i piękno tego kościelnego wnętrza do dziś nie pozostawiają bez wrażeń tych, dla których spójność wizji artystycznej, jednolitość formy oraz mistrzostwo wykonania są kwestiami nie do przecenienia. A jak do tego dołożyć jeszcze bardzo oszczędne dekorowanie kościoła współczesnymi artefaktami, bo akurat w tej świątyni tak jest, podziw rośnie.

Jak ktoś ma więcej czasu, a wiadomym jest, że organy podczas mszy zagrają, to warto zostać i posłuchać. Bo i instrument w dobrym stanie jest, akustyka niezgorsza, organista nie fałszuje, więc i takie doznanie może się trafić. Decorum w pełni. Bo i widzialny, ale i ten naddany, czyli muzyczny.

Zwyczajnie wybrać się tam na dłuższą chwilę trzeba, bo naprawdę warto.

Trochę o architekturze będzie

Piękna i jednak robiąca wrażenie świątynia została wybudowana z czerwonej klinkierowej cegły w latach 1905-1907 w stylu neoromańskim. Jest to druga świątynia w tym miejscu, pierwsza powstała w latach 1854-1855. Szybko okazała się za mała dla już ros nącej wspólnoty katolickiej. Kościół ma układ bazylikowy i wieżę nakrytą ostrosłupowym hełmem oraz zamknięte półkoliście absydą prezbiterium – miejsce przeznaczone dla duchowieństwa, odcięte od przestrzeni dla wiernych symboliczną Belką Tęczową. Został zaprojektowany przez berlińskiego architekta Konrada Nuona. Bryła świątyni składa się z ośmiu fantazyjnie połączonych ze sobą różnej wielkości elementów. Są to nawa główna, dwie boczne, dwie półbaszty, transept, zakrystia i prezbiterium. Wystrój, owe malowidła, które o zachwyt i drżenie serca przyprawiają nawiązują do stylu biznantyńskiego. I iście biznatyńskie są.

A teraz słówko o parafii

Początki parafii świętokrzyskiej, zawsze katolickiej, sięgają 1855 r. Renesans katolicyzmu, na protestanckim od czasów reformacji obszarze, związany był z napływem zarobkowej emigracji polskiej, głównie z Wielkopolski. W latach 1854-55, za sprawą ówczesnego proboszcza misji w Neuzelle, Ks. Teodora Grühlinga, wybudowano kaplicę, wokół której organizowano duszpasterstwo. Wkrótce okazała się ona niewystarczająca. Na jej miejscu wybudowano w latach 1905-1907 obecny kościół. W 1899 r. zbudowano tu, dla mniejszości katolickiej, szkołę dla 400 uczniów. Ówcześnie na 18,2 tys. było tylko 830 katolików. W 1927 r. parafia liczyła już ponad 5 tys. katolików. Ostatnim niemieckim proboszczem był Paulus Dubiański, pochodzenia polskiego. W 1899 r. został wzniesiony dom parafialny, gdzie obecnie mieszkają siostry Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo zwane szarytkami. Po II wojnie światowej parafia obejmowała wielki teren miasta i kawałek powiatu gorzowskiego z około 2,5 tys. katolików – Niemców i Polaków. Pod koniec 1945 r. ich liczba wzrosła do 20 tys. W pierwszych miesiącach po wojnie przybyli ojcowie kapucyni z Krakowa i pod opiekę duszpasterską przejęli właśnie ten kościół. Początkowo ojciec Przemysław i ojciec Sylwester obsługiwali Gorzów i okolice w promieniu 25 km, organizowali polskie życie religijne, przygotowywali również katedrę przyszłemu administratorowi apostolskiemu, księdzu Edmundowi Nowickiemu.

Po utworzeniu parafii katedralnej w parafii Krzyża Św. pozostała niewielka liczba katolików – około jednego tysiąca, w tym mieszkańcy m.in. Wieprzyc, Czechowa, Łupowa i Baczyny. Kapucyni byli obecni w Czerwonym Kościele do 1996 r., kiedy to parafię przekazali ostatecznie duchowieństwu diecezjalnemu. I ten stan utrzymał się do dziś.

O ważnych osobach dla parafii będzie

Pierwszym proboszczem i dziekanem parafii Świętokrzyskiej był wzmiankowany już ksiądz Teodor Grühling. Urodził się 31 października (nota bene w Dzień Reformacji) 1849 roku w Bertholsdorf (wioska we Frankonii, środkowa Bawaria). 31 sierpnia 1902 roku został mianowany archiprezbiterem w Neuzelle. To on wybudował kościół. To jego imię nosił jeden z dzwonów, a dziś pochowany jest na cmentarzu świętokrzyskim. I choć przeszły dwie wojny, zmieniał się ustrój, kataklizmy pustoszyły okolicę, w tym dwa ostatnie orkany, to jego nagrobek – ten historyczny zachował się w stanie nienaruszonym i oglądać go można na cmentarzu. Trudno go przeoczyć. Bo leży w pierwszej alejce wiodącej w lewo od głównej alei. Szary, granitowy, z reguły wypolerowany ocieniają jakieś iglaki, całkiem dziś spore. Wystarczy się na nie kierować, aby dojść i może świeczkę zapalić.

Drugą ważną osobą dla parafii był Klaudiusz Alkiewicz, polski Tatar, katolik i fundator cmentarza świętokrzyskiego. Do dziś można w głównej alei cmentarza oglądać jego nagrobek w głównej alei po lewej stronie. Wysoka stela z czarnego granitu zaświadcza, iż spoczywa tu właśnie Klaudiusz Alkiewicz i jego siostra Maria Luiza. Zawsze zresztą palą się tam lampki i zwykle leżą świeże kwiaty. Nawet zimą.

Osobę fundatora zbadał zasłużony badacz historii miasta redaktor Jerzy Zysnarski i oto co mu się na temat ciekawego zaiste człowieka ustalić udało. Oczywiście w skrócie dotyczącym samego Klaudiusza, bo parantele rodzinne intersujące są, ale i dość zawikłane. Dość zaznaczyć, że wielkopolska, co ważne, rodzina Alkiewiczów wywodziła się ze spolonizowanych Tatarów, którzy w XVI w. spolonizowali się i przeszli na katolicyzm.

Protoplastą ważnej dla nas linii rodu był Onufry Alkiewicz, zwany Zawoją, który też pojawia się na początku XVIII w. Był on dzierżawcą Murzynowa (dziś gm. Skwierzyna), a właściwie tej połowy wsi, która należała do dóbr starostwa międzyrzeckiego. Potem jeszcze trochę paranteli rodzinnych oraz związków małżeńskich się wydarzyło. Ale Alkiewicze ciągle obecni byli w Skwierzynie lub w okolicznych wioskach. Potem poszli trochę dalej w Wielkopolskę, ale ciągle na tym niespokojnym pograniczu ich można spotkać.

W każdym razie Klaudiusz urodził się 23.05.1831 r. w Nowej Wsi i ochrzczony został w kościele w Sokolej Dąbrowie. Uczył się w szkołach w Cylichowie (Sulechowie). Potem wraz z rodzicami przeniósł się do Wilkowa i takie pochodzenie rodziców (Wilke bei Lissa) podawał później w swych ankietach i takie odnotowano w akcie zgonu. Jako jedyny z rodzeństwa wstąpił do szkoły kadetów w Berlinie.

Według pewnej nieudokumentowanej tradycji, młodość miał spędzić w Paryżu, gdzie poznał Izabelę Czartoryską, w której zakochał się ze wzajemnością, ale do mezaliansu nie doszło i Klaudiusz do końca życia pozostał kawalerem. Jedynym, dostępnym na razie, potwierdzeniem tej informacji wydaje się być biogram (PSB VI, s. 75) Izy (Elżbiety) z Czartoryskich Działyńskiej (1830-1899), córki księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, starszej o kilka miesięcy od Klaudiusza, która rzeczywiście dzieciństwo i młodość spędziła w Paryżu na emigracji w otoczeniu polskich działaczy i licznej rodziny, znana była z wyniosłego wdzięku, czaru i żywego umysłu, miała wielu konkurentów, zaś w małżeństwie z Janem Działyńskim był nieszczęśliwa.

Tymczasem Klaudiusz, który do końca życia pozostał kawalerem, robił karierę wojskową. Nie wiadomo w jakich okolicznościach trafił do Gorzowa, na pewno nie drogą przeniesienia do landsberskiego garnizonu, gdzie od 1872 r. istniała jednostka artyleryjska. W mieście pojawił się bowiem dopiero między 1892 a 1894 r. już jako spensjonowany oficer. Zamieszkał zrazu przy ul. Ogrodowej, ale już 1895 r. sprowadził do siebie siostrę Marię Ludwikę i razem z nią zamieszkał w nowym, ale już nieistniejącym domu przy ul. Warszawskiej zrazu nr 10, później 19, dziś taki numer posesji nosi budynek SP nr 17.

Już jako emeryt  Alkiewicz poświęcił się działalności społecznej w obrębie parafii katolickiej. Od 1895 r. zapewne do śmierci należał do zarządu parafii, czyli rady parafialnej wg obecnych standardów. Z rąk fabrykanta Schrödera, mieszkającego w pałacu zamienionym dziś na muzeum, wykupił część jego posiadłości i ofiarował na powiększenie cmentarza katolickiego, istniejącego podobnie jak parafia od 1855 r. Gest ten dał mu prawo do tytułu „fundatora cmentarza”. Mieszkał niemal po sąsiedzku z kościołem i cmentarzem, w którym ulokował zapewne wszystkie swoje oszczędności. Przy jego głównej alei pochował w 1907 r. swą siostrę Marię. Sam dożył jeszcze poświęcenia kościoła 21.10.1907 r. przez kardynała Koppa z Wrocławia. Zmarł rok później, 14 października 1908 r. o godz. 17.00.

Zdaniem o. Rolanda Prejsahttp://gorzowhistoria.pl/notatniki/jerzy-zysnarski/23-klaudiusz-alkiewicz - _ftn21, który interesował się archiwaliami gorzowskiej parafii, tablica ta przetrwała w stanie potłuczonym do 1969 r., kiedy ówczesny proboszcz ks. Bogusław Juliusz Rosochacki zastąpił ją nową z napisem polskim.

Do dziś mówi się o tym polskim Tatarze, że był fundatorem cmentarza. I przy tym zostańmy.

O niezwykłych wydarzeniach będzie

Każda świątynia ma w swoich annałach niezwykłe wydarzenia. Najbardziej niezwykłym, jaki wiąże się z Czerwonym Kościołem, był pogrzeb Marty Frezet von Carnap Bornheim, zwaną szwagierką egipskiego króla. Było to wydarzenie bez precedensu dla Landsbergu, wówczas zakurzonego i zapomnianego miasteczka na wschodnich kresach Prus, dziś podobnie zakurzonego i zapomnianego na kresach zachodnich RP.

Marta Frezet tak po prawdzie była francuską awanturnicą. Była żoną barona Constantina Philippa [Ottomara Gerharda] von Carnap Bornheim - właściciela podgorzowskiego majątku ziemskiego w Janczewie. Urodziła się 7 stycznia 1873 roku w Paryżu, zmarła 24 czerwca 1928 roku w Neapolu, już jako baronowa von Carnap. Ale wcześniej była żoną egipskiego księcia Aly'ego Fazila. Była trzykrotnie zamężna: z katolikiem, muzułmaninem i protestantem, i trzykrotnie rozwiedziona. Jej pierwszym mężem był Louis [François Paul] Bounin, którego poślubiła 26 listopada 1891 roku w Paryżu. Jej drugim mężem był Turek - książę Egiptu - Aly Fazil (własc. Aly Haidar Fazil Pasha - urodzony w Konstantynopolu w 1875 roku) - pierwszy kuzyn króla Egiptu Fuada I – członka tureckiego rodu zasiadającego na tronie królów Egiptu. Ich ślub odbył się 24 kwietnia 1898 roku[w Maazoun Kekhia Ezbekieh w Kairze. Z tego związku narodziło się dwóch synów: Said Fazil (w 1898 roku w Neapolu) i Ibrahim Fazil (w 1901 roku w Kairze). Małżeństwo przetrwało do 1908 roku. Już po rozwodzie z księciem Alym Fazilem Khedive Abbas Hilmi II ustanowił ją księżniczką. 19 czerwca 1912 roku w Westminster Registry Office w Londynie wyszła za mąż po raz trzeci, za Constantina Philippa von Carnap – barona i arystokratę, właściciela majątku rycerskiego z Janczewa. Pierwotnie landsberska prasa podawała, że baronowa von Carnap była wcześniej żoną brata króla Fuada, co było błędem, bo król w chwili jej śmierci miał zaledwie osiem lat.

Ze względu na tę dziennikarską pomyłkę Marthe Frezet von Carnap Bornheim do dzisiaj nazywana jest „egipską królową”. Według odnalezionych dokumentów, 7 listopada 1919 roku w Berlinie Marthe i Phillip Carnapowie wzięli rozwód. Był to rozwód fikcyjny, dzięki któremu mogła zrezygnować z niemieckiego obywatelstwa i uratować swój majątek. W rzeczywistości do końca życia byli związani ze sobą. Dzieci nie mieli.

Zmarła 24 czerwca 1928 roku w Neapolu w rodzinnej rezydencji Villa Carnap. Po śmierci jej zabalsamowane ciało zostało sprowadzone w specjalnej trumnie (według świadków z przezroczystym wiekiem) do Landbergu i tu, aż do 15 sierpnia 1928 roku, było wystawione na widok publiczny w katolickim kościele przy obecnej ulicy Warszawskiej (parafia pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego).

Jej pogrzeb stał się jednym z największych wydarzeń w dziejach miasta, które odbiło się szerokim echem w prasie europejskiej. Do przedwojennego Gorzowa zjechała szlachta i magnateria z Ameryki, Indii, Włoch i Egiptu. Przybyło ponad 200 dostojnych gości (mimo że data pogrzebu na prośbę rodziny była utrzymywana w tajemnicy) i tłumy mieszkańców Landsbergu. Obok barona Constantina von Carnap Bornheim (który był protestantem) w katolickim pogrzebie wzięli udział jej dwaj synowie. Według notatki sporządzonej przez urzędnika magistratu, byli to oficerowie brytyjscy w galowych mundurach, których nazwisk nie udało mu się ustalić. Jeden odbywał służbę w Indiach, a drugi w Australii. Przybyli też członkowie najbliższej i dalszej rodziny oraz przedstawiciele zakonu joannitów, którego członkiem był baron von Carnap, w obrzędowych czarnych pelerynach z białymi krzyżami. Według wielu źródeł, msza miała bardzo uroczystą oprawę. Śpiewały trzy chóry katolickie i znakomite gwiazdy opery włoskiej (divy Mafalda Salvatini i Gigli). Po mszy św. ozdobną trumnę przeniesiono do specjalnego samochodu pogrzebowego, który był jednym z 20 aut tworzących orszak pogrzebowy. Utworzony kondukt przeszedł do Janczewa, gdzie baronowa została pochowana w mauzoleum wybudowanym w 1880 roku, znajdującym się w majątku rodzinnym von Carnap.

Mauzoleum, podobnie jak budynki majątku, zostało rozgrabione i doszczętnie zniszczone po wojnie. Nieznane są losy szczątków baronowej i zmarłych członków rodziny von Carnap. Według najczęściej powielanej wersji zostały pochowane w parku otaczającym mauzoleum, obok jego nieistniejących murów.

Ten wystawny pogrzeb, dziś znany i przywoływany, przykrywa inne wydarzenia, które się tu w kościele wydarzyły, w tym cykl koncertów, na jakich wystąpiła czołówka polskich muzyków ze znakomitym skrzypkiem Konstantym Andrzejem Kulką i paru innymi.

Dziś kościół stoi cichy, ożywia się tylko w czasach mszy świętych. Wielu gorzowian go mija i zwyczajnie nie wie, jak fascynujący to obiekt jest. I powtórzę, warto, a nawet trzeba tam wejść. Ja w każdym razie tak zawsze robię, od lat wielu. Bo mnie ten kościół zachwyca.

Renata Ochwat

Korzystałam między innymi z tekstów Jerzego Zysnarskiego, w tym z jego „Encyklopedii Gorzowa” oraz z http://gorzowhistoria.pl/notatniki/jerzy-zysnarski/23-klaudiusz-alkiewicz, jak i z tekstów pani Stanisławy Janickiej pomieszczonych w „Nadwarciańskim Roczniku HistorycznoArchiwalnym” nr 4, 1997, ss. 305-307 oraz ze stron parafii czerwonokrzyskiej.

czerwony-1.JPG
czerwony-2.JPG
czerwony-3.JPG
czerwony-4.JPG
czerwony-6.JPG
czerwony-7.JPG
czerwony-8.JPG