W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Elżbiety, Katarzyny, Klemensa , 25 listopada 2017

Na Zawarciu powstanie mural Bożydara Bibrowicza

2017-11-14

W Gorzowie mamy już kilka murali, które powstały za sprawa licznych społeczników.

medium_news_header_20155.jpg

Swój mural ma m.in. Babcia Nońcia, Zbigniew Herbert czy Christa Wolf. Niebawem na Zawarciu mają powstać dwa kolejne - przy ul. Kolejowej  Egometa Brahtza, landsberczyka i  inicjatora powstania Parku Słowiańskiego, a przy Zielonej Bożydara Bibrowicza, gorzowskiego społecznika i prezes Nowego Towarzystwa Upiększania Miasta.

Tak się składa, że całkiem niedawno, bo 22 października tego roku minęła już 10. rocznica śmierci Bożydara Bibrowicza, działacza społecznego, żeglarza, założyciela Ligi Obywatelskiej na Siedlicach i Nowego Towarzystwo Upiększania Miasta, a także inicjatora m.in. „Kapsuły czasu”. B. Bibrowicz zmarł w wieku 63 lat w  2007 roku. Przy tej okazji przypominamy jego postać w reportażu opublikowanym przed laty na naszych łamach.

Był wrażliwy na piękno, lecz skazany na banicję

Po ojcu, powstańcu wielkopolskim, odziedziczył brak pokory i miłość do świata. Był po ciężkim zawale, ale nie potrafił zwolnić, choć ponad wszystko kochał życie. Cztery miesiące przed jego nagłą śmiercią miałem okazję ostatni raz z nim porozmawiać. Do dzisiaj pamiętam tamtą rozmowę, po której  napisałem wówczas tekst pod tytułem:

Niespokojny duch

Bożydar Bibrowicz urodził się w Poznaniu, ale rósł i dojrzewał w Gorzowie.

– Ojciec zaraz po wojnie dostał nakaz pracy i przyjechaliśmy. Miałem wówczas dwa latka – wspominał.

Zawsze był ciekawym życia i jednocześnie niesfornym dzieckiem. Przyznawał, że zawsze brakowało mu cierpliwości. Jeżeli coś przestawało go interesować, natychmiast szukał nowych wyzwań. Świadczył o tym choćby przebieg kariery zawodowej. Pan Darek, jak zwracali się do niego przyjaciele, zajmował się w życiu różnymi profesjami.

Na koniec świata

Po skończeniu szkoły średniej przez siedem lat pracował jako tokarz w Zakładach Mechanicznych Ursus. Uczestniczył w montażu ostatnich traktorów C45 jeszcze przed powstaniem głównej fabryki w Warszawie. Potem na kolejne siedem lat trafił do Gozametu. Był kierownikiem sekcji technologicznej. Ten okres pracy zawodowej oceniał najwyżej. Może dlatego, że był w sile wieku, a może bardziej ze względu na rodzinną atmosferę panującą w przedsiębiorstwie.

– Byliśmy młodą załogą, która robiła rzeczy, jak na tamte czasy, niewyobrażalne – wspominał. – Potrafiliśmy załatwić sobie wolne soboty. Odrabialiśmy je w tygodniu. Załatwiliśmy od firmy narty i zimą jeździliśmy do Szklarskiej Poręby. Powołaliśmy sekcję wodną, po godzinach pracy zbudowaliśmy jacht i latem zabieraliśmy go na Mazury. To wówczas zakochałem się w żeglarstwie. Dziś żegluję głównie na wodach Bałtyku. W każdej chwili jestem gotów wypłynąć na koniec świata.

Skazany na banicję

Pan Bożydar mówił, że nigdy nie dał się złamać. Nikomu. Uważał, że jeśli każdy z nas z czymś się nie zgadza, powinien bronić własnego zdania. Po odejściu z Gozametu przez kilka lat pracował w Zespole Szkół Samochodowych w Skwierzynie, a po powstaniu województwa gorzowskiego na krótki czas trafił do Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego, gdzie pełnił funkcję dyrektora oddziału wyposażeń mieszkań. Po pożarze magazynów przedsiębiorstwa został wysłany do Krzeszyc. Przez 18 miesięcy był prezesem Gminnej Spółdzielni. Jak mówił, była  to kara za nieposłuszeństwo.

- Skazano mnie na banicję. Tylko dlatego, że powiedziałem ,,nie’’, a pracowałem w przedsiębiorstwie będącym w partyjnej nomenklaturze - dodawał.

Po powrocie do Gorzowa został prezesem Spółdzielni Transportu Wiejskiego, a następnie szefem Inter-Biowetu. Tuż przed ustrojowymi zmianami w Polsce założył własną działalność gospodarczą. Zajmował się wszystkim, lecz po pięciu latach przeszedł na rentę. Długo w domu nie usiedział. Poszedł do LOK-u, gdzie jako wykładowca szkolił kandydatów na kierowców. Po trzech latach zaczął pracować z niepełnosprawnymi intelektualnie w Ośrodku Terapii Zajęciowej. Przyznawał, że po przekroczeniu progu ośrodka zobaczył inny świat. Bardziej naturalny, uczciwy i dający wiele do myślenia. Do końca życia otrzymywał liczne dowody sympatii, które dla niego były największą nagrodą za pracę z podopiecznymi.

Wrażliwy na piękno

B. Bibrowicz miał wiele innych pasji. Jedną z nich była muzyka. I to w każdym wydaniu, o ile tylko była dobra. Dla niego dobra znaczyła, że nie drażni i daje coś do myślenia. Uwielbiał słuchać Mozarta, który był dla niego geniuszem. Lubił jazz, ale bardzo chętnie włączał też płyty Jeana Michela Jarra i Ennio Moricone. Tego ostatniego doceniał za niezwykłą wrażliwość plastyczną. – Muzyki nie można odbierać ot tak sobie – uważał. - Ona musi trafić do odbiorcy. Ubolewam, że w Gorzowie jest bardzo mało ciekawych imprez. Więcej jest ich w mniejszych miejscowościach.

Pasjonował się fotografią. Starał się zatrzymać w kadrze ulotne piękno wszystkiego, co go otaczało. Unikał przy tym komputerowego obrabiania zdjęć. Przez wiele lat robił je do szuflady. Dopiero pod koniec życia dał się skusić na publiczną prezentację dorobku. Miał za sobą trzy wystawy. Jedną w Łagowie i dwie w Gorzowie. Ale ponad wszystko był przyrodnikiem. Twierdził, że każdy człowiek wrażliwy na piękno staje się z czasem przyjacielem przyrody. Pokochał ją już w dzieciństwie, na spacerach z ojcem. To on pokazywał mu rzeczy, na które normalnie nie zwraca się uwagi.

Miasto w prezencie

– W przyrodzie wszystko jest piękne, tylko ludzie nie potrafią tego docenić – opowiadał. – Nikt na poziomie szkoły, kiedy umysł dzieci jest bardzo chłonny, nie potrafi uwrażliwiać na otoczenie. Podobnie jak na tożsamość historyczną. Bardzo mnie to boli. Przykład? Miasto obchodzi jubileusz 750-lecia istnienia. Ilu gorzowian zna historię miejsca, w którym żyje? Powiem rzecz może niepopularną, ale prawdziwą. Lekceważymy nasze miasto, bo dostaliśmy je gotowe w prezencie - dzisiaj te słowa nabierają większej wartości.  

B. Bibrowicz przez dwa lata był prezesem Nowego Towarzystwa Upiększania Miasta, które sam zakładał. Jak wyjaśniał, celem towarzystwa była kontynuacja działalności tej organizacji, która funkcjonowała w Gorzowie w latach 1844-1945. Denerwowało go stwierdzenie, że wszystko, co działo się w czasach Landsberga, należy wymazać z pamięci. I zaraz wyjaśniał, że dziełem starego towarzystwa są np. wszystkie nasze parki.

Jego organizacja ufundowała m.in. zegar słoneczny w Parku Róż oraz tablicę upamiętniającą Carla Teike. Zorganizowała akcję sadzenia zieleni, rozdając mieszkańcom ponad 11 tys. drzew i krzewów oraz kilka tysięcy cebulek kwiatowych. Ponad sześć lat pan Bożydar kierował też działalnością Ligi Obywatelskiej na Siedlicach. Celem tego stowarzyszenia była z kolei poprawa warunków życia w dzielnicy zapomnianej przez urzędników miejskich. 

Robert Borowy