W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Eleonory, Lenki, Kiejstuta , 21 lutego 2018

Z wizytą u Christy Wolf w willi Lehmanna

2018-02-02

medium_news_header_20834.jpg

Skromy pokój z wygodną otomaną i dwoma fotelikami. Na ścianach zdjęcia, z których patrzy na mnie pisarka. Do Gabinetu Christy Wolf najlepiej pójść, kiedy nie ma tam nikogo.

Do pokoju z pamiątkami po Chriście Wolf na poddaszu biblioteki wiodą najpierw paradne schody sieni z kominkiem. Potem wspiąć się trzeba mniej paradnymi, jak dla służby. I po chwili otwierają się drzwi opatrzone napisem Gabinet Christy Wolf. Miła bibliotekarka zapala światło i mówi – to ja panią zostawiam samą.

Zdjęcia, książki, zdjęcia…

Na wprost drzwi wisi poster z berlińskiego mieszkania pisarki. Na tle wysokich półek zapełnionych książkami przy okrągłym stole siedzi sama Christa Wolf i jej mąż. Obok stoi otomana – mebel, jakiego próżno dziś szukać w polskich mieszkaniach, a który jest także w gabinecie. Za pisarką drugi pokój, a w nim fotele, które stoją pod posterem.

Poza tym na ścianach wiszą zdjęcia, w tym to, które jest fotokopią aktu urodzenia. Na innym 13-letnia Christa z bratem. I jest to jedyne chyba zdjęcie, na którym przyszła pisarka jest uśmiechnięta. Troskliwa ręka, która przygotowała ekspozycję, zadbała także o to, aby pokazać domy, w których pisarce przyszło mieszkać. Można też zobaczyć szkoły, do których chodziła.

Enigmatyczne do tej pory życie pisarki, która całe życie tęskniła do rodzinnego miasta, zaczyna nabierać czytelnych znaków, czytelnych śladów. Obrazki mają inną wagę niż słowa.

W szklanej gablotce inna troskliwa ręka położyła polskie, niemieckie, angielskie i amerykańskie wydania „Wzorców dzieciństwa”. I co dziwne, anglojęzyczne tytuły nieznacznie się od siebie różnią. Taka uroda języka.

Pod „Wzorcami” niemieckie wydania innych książek pisarki. Sporo ich napisała.

Zamyślenia o pisarce

Siadam na podłodze pod ścianą tak, aby popatrzeć też na stolik stojący pod oknem z numerami „Heimatblatt” – pismem byłych mieszkańców Landsbergu, w których są słowa wspomnienia o Pisarce. Myślę o „Wzorcach”. W oczach staje mi mural na osiedlu Słonecznym. Widzę te wszystkie kwiatki i zioła, które rosną po tej i tamtej stronie Odry, a które z taką sympatią Christa opisała właśnie we „Wzorcach”. Takie mlecze i babki rosną w całej północnej Europie. Znakomicie rozumiem, że akurat te zioła, albo pospolite zielsko trzymały pisarkę przy życiu. Bo wyglądały tak, jak te, które do dziś rosną w pobliżu jej rodzinnego domu w polskim od 1945 roku Gorzowie.

Myślę też o ławeczce, na której przysiadła Nelly na skwerku przed byłym Empikiem. Nelly – porte parole pisarki, główna bohaterka „Wzorców” faktycznie jest starsza, niż literacki pierwowzór. Ta Nelly z powieści ma niewiele ponad dziesięć lat i właśnie się wymknęła z domu, bo paliła się synagoga. Rzadko które miasto tej wielkości ma literacki obraz okrucieństwa, które było preludium do II wojny światowej. Rzadko które ma też taką diagnozę, że w pamięci dziecka, właściwie młodej dziewczyny było jednak ładniejsze, zasobniejsze, z charakterem. Bo Gorzów, który zobaczyła, był przykurzony i jakiś taki senny.

Niewielkie, ale ważne miejsce

Choć Gabinet na razie to jeden niewielki pokój z kilkoma zaledwie sprzętami ulokowany na poddaszu byłej fabrykanckiej willi, ale już jest to miejsce ważne na kulturowym, dość zresztą ubogim szlaku Gorzowa. To miejsce jest materialnym śladem po pisarce, która się nigdy pamięci Landsbergu nie wyrzekła, która całe życie do miasta tęskniła i której tylko dwa razy udało się do niego wrócić.

Gabinet odwiedzać można w godzinach pracy książnicy. I choć czynny jest zaledwie od kilku dni, już przyjść do niego, do Pisarki, zdążyło sporo mieszkańców. Mało tego, zaczynają się też pojawiać zainteresowani z tamtej strony Odry.

Miła pani bibliotekarka prosiła, żebym zgasiła światło, jak będę wychodzić. Zamykam za sobą drzwi i wiem, że znów tu wrócę. Choćby po to, żeby w ciszy posiedzieć na podłodze w towarzystwie Pisarki.

Renata Ochwat

christwolf-1.JPG
christwolf-3.JPG
christwolf-4.JPG
christwolf-5.JPG