W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2018

Jak tu nie zbankrutować, panie prezydencie?

2018-02-23

Radny Jerzy Synowiec chce zwołania nadzwyczajnej sesji rady miasta.

medium_news_header_21029.jpg

Dla ratowania przed plajtą przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność gospodarczą przy remontowanej właśnie ulicy Sikorskiego.

– Nie może być tak, że ja remontuję a sąsiad przez to bankrutuje. Tam jest ponad czterysta podmiotów, które zatrudniają setki ludzi. Jak miasto nie pochyli się nad ich problemami, to mnóstwo z nich szybko zbankrutuje, bo już stoją na krawędzi – grzmi radny i zauważa, że prezydent Jacek Wójcicki oraz jego służby ponoszą wizerunkową porażkę za porażką.

- Jeżeli ktoś się bierze za potężne inwestycje musi umieć rozmawiać z ludźmi. Niestety, tego nie można powiedzieć o naszych urzędnikach - podkreśla.

Zapomniano o przedsiębiorcach

Zdenerwowania nie kryje właściciel hurtowni Nilago Krzysztof Futro, który działalność gospodarczą prowadzi od 1989 roku. Wcześniej miał hurtownię w innych lokalizacjach, ta obecna przy ul. Sikorskiego znajduje się tu od lutego 2002 roku. Z chwilą zamknięcia ulicy na wysokości jego hurtowni praktycznie stracił kontakt ze światem.

– Dosłownie – mówi i zaraz wyjaśnia, że żadną publiczną drogą nie można teraz do niego dojechać. Pozostają prywatne. – Oczywiście poradzę sobie, bo wśród przedsiębiorców potrafimy się dogadywać, inaczej niż miasto z nami. Ale problem nie tkwi w tym, czy jest dojazd, czy go nie ma. Problem jest w tym, że nikt o tym remoncie nic nie wiedział – tłumaczy i po chwili dodaje, że takie sprawy, jak modernizacja strategicznej ulicy w mieście powinny być rozplanowane dużo wcześniej.

- Pierwotnie miał być zamknięty odcinek od dworca do biblioteki, a teraz słyszę, jak prezydent Szymankiewicz mówi, że to na wyraźną prośbę wykonawcy przekazano mu do prac dłuższy odcinek. A gdzie w tym wszyscy jesteśmy my? Miasto powinno dać nam przynajmniej szansę na przygotowanie się do remontu –– kręci głową.

Jacek Wiernicki, współwłaściciel Metalplastu o zamknięciu Sikorskiego na wysokości Garbary dowiedział się będąc z dziećmi na feriach.

- Kiedy wróciłem usłyszałem, że nasza firma nic nie straci na remoncie, bo do nas i tak klienci przychodzą pieszo – opowiada. – Chciałbym wyjaśnić, że około 60 procent naszych klientów to są zmotoryzowani odbiorcy towaru, przyjeżdżający do nas z miejscowości oddalonych nawet o 70 kilometrów. Są to głównie rzemieślnicy. Jeżeli teraz będą mieli utrudniony dojazd, to wybiorą innych hurtowników. Nie będą tracili czasu na stanie w korkach. Gdybym odpowiednio wcześniej wiedział, że remont ruszy teraz, to bym inaczej zorganizował dostawy. Wynajął nawet kolejne auto, żeby w razie potrzeby obsłużyć klientów. W części już to zresztą robimy dwoma samochodami – wyjaśnia, ale zaraz dodaje, że Metalplast powinien sobie poradzić, jeżeli remont nie będzie się ślimaczył.

– Na szczęście mamy dojazd ze strony ulic Spichrzowej i Składowej. Nie zmienia to jednak oceny, że spotkanie dotyczące remontu powinno być wiele miesięcy temu. Przecież właściciele drobnych punktów usługowych, mając pół roku czasu, mogliby przenieść swoją działalność na czas remontu. - Mnie to nie dotyczy, ale kwiaciarni znajdującej się przy słynnych sukiennicach już tak. Minęły dwa tygodnie a kwiaciarnia zamknęła drzwi, bo przychody spadły niemal do zera. My zaś odczuwamy już spadek klientów detalicznych – zaznacza.

Przedsiębiorcy zwracają uwagę na kolejną sprawę. Dostali harmonogram prac, gdzie na dole mogą przeczytać, że ,,Powyżej wskazane terminy mają charakter orientacyjny i będą podlegać aktualizacjom’’. - I jak ja mam cokolwiek planować? – retorycznie pyta Krzysztof Futro.

Nie wyciągnięto wniosków

Od dwóch lat w mieście jest realizowany Wieloletni Plan Inwestycyjny. Wiąże się to nie tylko z dużymi inwestycjami, ale i z utrudnieniami dla przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność w miejscach remontów dróg. Tak było między innymi przy ul. Warszawskiej.

– Moja kancelaria adwokacka poradziła sobie, bo prowadzimy nieco inną działalność od handlowej, usługowej czy gastronomicznej. Niemniej kilka firm nie wytrzymało braku klientów, niektóre zbankrutowały, jak bar przy naszej kancelarii. Ich właściciele przygotowali się na kilkumiesięczny remont, a ten trwał grubo ponad rok. I pomimo przedłużającego się czasu nie otrzymali żadnej pomocy z miasta – tłumaczy Jerzy Synowiec i dlatego nie wierzy w prezentowane harmonogramy, ponieważ ostatnio niewiele miejskich remontów jest kończonych w wyznaczonych terminach.

Przy Warszawskiej tych podmiotów gospodarczych nie było za dużo, ale wszystko wskazuje na to, że miasto nie do końca wyciągnęło wnioski. Pokazało to spotkanie z przedsiębiorcami, które odbyło się w 21 lutego. Podczas spotkania zaprezentowano koncepcję nowego zagospodarowania ulicy, w tym powstającego deptaka. Przedstawiono założenia projektu przebudowy ulicy Sikorskiego oraz harmonogram działań wykonawcy modernizacji ulicy. Zaprezentowano przy tym tymczasową organizację ruchu. Przedsiębiorcy spodziewali się jednak ze strony miasta jakiś propozycji pomocy na czas prowadzonych inwestycji. Niczego takiego nie usłyszeli.

– Nie może być tak, że miasto z jednej strony zajmuje się remontem, z drugiej skazuje na bankructwo tych, którzy płacą podatki, dzięki którym te remonty można wykonać. Kiedy urzędnicy zaproponowali, że mogą zmniejszyć czynsz za lokale użytkowe wszyscy niemal parsknęli śmiechem. Bo 95 procent lokali należy do przedsiębiorców. Tylko kilka osób podniosło rękę, kiedy padło pytanie, kto wynajmuje lokale od miasta – zwraca uwagę Jerzy Synowiec.

Zgrzytanie zębami

Radny z klubu Nowoczesny Gorzów nie kryje wzburzenia i przygotowuje wniosek o jak najszybsze zwołanie nadzwyczajnej sesji rady miasta. Odbędzie się ona prawdopodobnie w pierwszej dekadzie marca, ponieważ na 28 lutego jest zwołana zwyczajna sesja.

- Chciałbym, żebyśmy pochylili się nie tylko nad problemem przedsiębiorców przy ul. Sikorskiego, ale wszystkich, którzy cierpią z powodu prowadzonych inwestycji. Chodzi o wypracowanie formuły udzielania im pomocy. Szczególnie tym najdrobniejszym, których byt zależy od ilości przepływu klientów. W miejscach dużych remontów tych klientów nie ma. Wczoraj kłopoty mieli ci przy Warszawskiej, dzisiaj dotyka to podmioty przy Sikorskiego, a jutro następni zaczną zgrzytać zębami, jak zobaczą, o ile lecą im w dół przychody – kontynuuje radny Synowiec, który jednocześnie przygotowuje rozwiązania i będzie chciał przedstawić je na sesji. Na razie prosi o wyrozumiałość i nie chce podać szczegółów, gdyż konsultuje te sprawy ze specjalistami różnych dziedzin prawa.

- To nie ja powinienem wychodzić przez orkiestrę, ale takie propozycje powinni przygotować urzędnicy, którzy mają czas, nasze wspólne pieniądze i odpowiednich prawników. Ja jestem karnistą, ale wiem, że są sposoby na udzielenie takiej pomocy. Miasto tłumaczy, że nie może zmniejszyć podatków ani udzielić pomocy finansowej. Ja uważam, że w sytuacji wyższej konieczności, a taką zaczynamy mieć, może i musi. Nawet jak zacznie działać na granicy prawa. Jak zbankrutują przedsiębiorcy co po wyremontowanej Sikorskiego jeździć będą tylko urzędnicy, a nie o to w tym wszystkim chodzi.

Co z parkingami?

Przy tej okazji pojawiają się inne pytania o przyszłość ulicy Sikorskiego i prowadzonego tutaj biznesu. Jacek Wiernicki zastanawia się dlaczego miasto chce odciągać od śródmieścia zmotoryzowanych mieszkańców i turystów?

- Jeżeli już prezydent postawił na deptak przy ul. Sikorskiego, to niech zacznie budować parkingi, bo bez nich zaniknie tam nawet ruch pieszy – kontynuuje Jacek Wiernicki. – Nie wolno odciągać turystów ani mieszkańców podgorzowskich miejscowości czy nawet innych dzielnic od przyjazdu do centrum. Tramwaje nie są jedynym rozwiązaniem. Kiedy zadałem pytanie, czy zdołano dokonać analizy skutków zamknięcia części ulicy Sikorskiego dla ruchu kołowego, w odpowiedzi usłyszałem, że takich badań nie poczyniono. Nie zrobiono żadnej symulacji, a porównywanie nas do Kopenhagi jest o tyle nietrafione, że w stolicy Danii w pobliżu centrum znajduje się dziewięć potężnych podziemnych, wielopoziomowych parkingów. Dlatego można tam dojechać w pobliże ścisłego centrum, zostawić auto na parkingu i potem wybrać się na spacer traktem królewskim. U nas można co najwyżej pojechać do galerii, bo tam zawsze znajdzie się miejsce parkingowe – kończy wyraźnie rozżalony.

Przedsiębiorcy nie wykluczają wytoczenia procesów przeciwko miastu o odszkodowania. Jak słyszymy, mają ku temu prawne podstawy. Jeżeli do tego dojdzie i sądy przyznają rację poszkodowanym firmom, straty budżetu miasta mogą pójść w grube miliony złotych. Co wtedy? Kto weźmie za to odpowiedzialność? Liczymy, że na te i wiele innych pytań odpowiedzi poznamy podczas nadzwyczajnej sesji rady miasta, o ile zostanie skutecznie zwołana.

Robert Borowy