W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Ilony, Jerzego, Wojciecha , 23 kwietnia 2018

Zapomniane fakty nieodległej historii Gorzowa

2018-04-03

Uzdrowiciel na górkach, zaklinacz w amfiteatrze, Miss Polonia, co obecnie we Francji mieszka – o tych wydarzeniach pamiętają tylko niektórzy.

medium_news_header_21374.jpg

A to przecież też historia miasta i to już w polskiej tradycji.

Zapatrzeni w odległą historię Landsbergu, rzadko pamiętają ciekawe lub zabawne wydarzenia, jakie wydarzyły się całkiem niedawno, także w polskiej historii Gorzowa. I dopiero, kiedy się je razem zbierze, okazuje się, że też intrygująco było.

Trolejbusy tu jeździły.

O tym, że tramwaje są dumą każdego gorzowianina z krwi i kości, nikogo przekonywać nie trzeba. Warto przypomnieć batalię, jaką mieszkańcy stoczyli w ich obronie, kiedy ówczesny prezydent Tadeusz Jędrzejczak zapowiedział likwidację linii na Piaski. Ale jednocześnie tylko nieliczni pamiętają, że kiedyś po mieści kursowały trolejbusy, czyli autobusy podpięte pantografami do sieci. Pierwszy kurs trolejbusu miał miejsce w czerwcu 1943 r. W tamtym roku w Landsberu było sześć trolejbusów, w kolejnym doszły jeszcze trzy. Kursowały do 30 stycznia 1945 r. Po wojnie sieć trolejbusowa nigdy nie została uruchomiona.

Cyrankiewicz Stilon otwierał

Gorzów równa się Stilon, Stilon równa się Gorzów. Prawda stara jak świat i cały czas obowiązująca, choć po Stilonie marne resztki zostały. Warto też pamiętać, że ówczesny największy zakład w regionie 7 lipca 1951 r. otwierał ówczesny premier Józef Cyrankiewicz. Jak chcą przekazy, albo plotka zwyczajna, stres przed był taki, że niektórzy nie wychodzili z zakładu, tylko w nim nocowali. No i dość dodać, że Stilon doczekał się własnej monografii.  W 1954 roku ukazał się „Nylon” Jerzego Janickiego, wybitnego scenarzysty. To produkcyjny gniot o tym, jak Stilon powstawał. Zainteresowanym podpowiadamy – egzemplarz tej przedziwnej literatury ma w swoim zasobie dział regionalny Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej.

Jak na motocross, to na Gazowe Górki. Gazowe Górki to ogólnie teren pomiędzy osiedlem Słonecznym, al. Konstytucji 3 Maja oraz ul. Myśliborską. W latach 60. urządzano tu regularne wyścigi motocyklowe. Dziś nazwalibyśmy to chyba motocrossem. Aż trudno uwierzyć, że jednocześnie z góry zjeżdżało nawet po kilkunastu zawodników. W tych przedziwnych wyścigach udział brał śp. Stanisław Lisowski, wybitny kierowca, ale i konstruktor, człowiek legenda. Przez lata były też tutaj najlepsze miejsca do jazdy na sankach.

Rajd Monte Carlo tu też przejeżdżał. W latach 1969-1974 przez Gorzów przejeżdżały najlepsze auta świata. A wszystko to z okazji słynnego Rajdu Monte Carlo. Jego trasa wiodła właśnie przez Gorzów (wcześniej jeszcze przez Landsberg, a gościliśmy też maraton Pekin - Paryż i Nowy Jork - Paryż). Wyścigowe fury podczas Monte Carlo były atrakcją niebywałą. Po pierwsze – ogólnie samochodów było jak na lekarstwo, a po drugie – te rajdowe były prosto z marzeń.

Tajemnicza szachownica. Nie, tym razem nie chodzi o szachownicę z katedry. Tym razem chodzi o szachownicę z parku Wiosny Ludów. Wystarczy stanąć przy wejściu od ronda i popatrzeć w lewo. Można dostrzec straszliwie zaniedbane czarno-białe pola. Z bliska widać, że literowe i cyfrowe oznakowanie pól zachowało się niemal w komplecie. Figur nie ma i nic nie wskazuje, że mogą się kiedykolwiek pojawić. Kolejne szachownice znalazły się na stolikach na wyremontowanym, a właściwie totalnie przebudowanym Kwadracie. I co je łączy z parkową? Ano to, że figur i pionów także tu nie ma.

Dziś mieszka w zamku we Francji. Pewnego pięknego czerwcowego dnia 1985 roku cały Gorzów zasiadł przed telewizorami i mocno zacisnął palce. Najpierw zamarł w niemym oczekiwaniu, potem podskoczył z radości i oszalał ze szczęścia. W niejednym domu strzeliły korki od szampana. Powód? Nasza Kasia, jak do dziś się w mieście o Katarzynie Zawidzkiej mówi, właśnie została Miss Polonia. Po tym sukcesie reprezentowała Polskę w lipcu tego samego roku na wyborach Miss Universe w Miami w USA. Została tam 12. najpiękniejszą kobietą globu. W listopadzie tego samego roku na wyborach Miss World była 8. Dziś ma za męża francuskiego arystokratę i mieszka we Francji. Niektórzy żartują, że w zamku. W istocie w kilku miejscach, bo rodzina ma kilka adresów.

Jak się bawić, to na wcisk. Kiedy w Gorzowie powstawała filia poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego, wszyscy spodziewali się samych okropnych rzeczy. Bo widomo, żakowska brać tak ma od zawsze, że lubi płatać psikusy. Nikt jednak nie przypuszczał, że wpadnie studenciakom do głowy bić rekord świata w zapełnieniu tramwaju. Do wagonu, mogącego pomieścić 125 osób, weszło 362 studentów. Niektórzy dosłownie wisieli w oknach. Co prawda w Księdze Guinessa o tym rekordzie jakoś wzmianki nie ma, ale co tam, kronikarski obowiązek dziennikarzy każe o tym pamiętać. Tym bardziej, że są zdjęcia zaświadczające ten ściśnięty rekord.

Adin, dwa, tri…  W latach 80. rzadko kto odpuszczał sobie sesje telewizyjne z Anatolijem Kaszpirowskim w roli głównej. Rosjanin monotonnym głosem liczył, hipnotyzował i ponoć uzdrawiał. Dlatego też, kiedy w końcu się zjawił w Gorzowie w lipcu 1991 roku, to amfiteatr dosłownie pękał w szwach. Co prawda jakoś brak informacji o uzdrowionych, ale ponoć wiara czyni cuda.

A ja ci każę chodzić.  Inny uzdrowiciel, słabiej jednak znany niż Anatolij Kaszpirowski, ojciec Emiliano Tardiff pojawił się w Gorzowie w 1996 r. Spotkanie z nim odbyło się w miejscu, gdzie dziś stoi Filharmonia Gorzowska. Na spotkanie z nim przyszło kilkadziesiąt tysięcy osób. No i działy się rzeczy dziwne. Bo ktoś wstał z wózka, ktoś odzyskał władzę w rękach… W każdym razie tak to było podczas spotkania (pisząca te słowa sama obserwowała to wydarzenie, można powiedzieć, że jest naocznym świadkiem – roch). Co się działo z tymi uzdrowionymi później, źródła milczą.

I zstąpił duch tej ziemi. Był taki dzień, że Gorzów stał się jednym z największych miast w Polsce. Było to dokładnie 2 czerwca 1997 r. Do 120-tysięcznego miasta zjechało dobrze ponad 400 tys. pielgrzymów tylko po to, żeby spotkać Jana Pawła II. Dla wierzących to najważniejszy fakt w dziejach miasta. Po wizycie został pomnik w miejscu spotkania, zdjęcia oraz przeświadczenie, że Jan Paweł II zawsze i tak stawiał na swoim, bo choć oficjalny harmonogram wizyty nie przewidywał obecności Papieża w katedrze, Ojciec Święty postawił na swoim i do matki lubuskich kościołów wjechał. A szef ochrony papieskiej o mało z tego powodu nie dostał zawału serca.

Yes, yes, yes!!!! Drugi raz w najnowocześniejszej historii miasta gorzowianie zastygli w zdumieniu, a potem radośnie podskoczyli, kiedy okazało się, że 31 października 2005 roku Kazimierz Marcinkiewicz został premierem rządu. Nigdy wcześniej i nigdy później o mieście nie mówiło się tak dużo, jak za Marcinkiewicza. Do legendy przeszła jego konferencja prasowa z 2005 r., gdy po wynegocjowaniu dobrego dla Polski budżetu unijnego cieszył się, mówiąc: Yes, yes, yes! Dziś raczej osoby Kazimierza Marcinkiewicza w mieście się nie wspomina, ale to z zupełnie innych powodów.

Renata Ochwat