W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Anity, Elizy, Mirona , 17 sierpnia 2018

Tatrzański James Bond ukrywał się w Gorzowie

2018-04-19

Tuż po zakończeniu II wojny światowej przez Gorzów przewinęło się trochę kolorowych ludzi. Malo kto jednak wie, że przez chwilę ukrywał się tu także legendarny przewodnik i kurier tatrzański Józef Ujek Uznański.

medium_news_header_21542.jpg

Tak naprawdę wybitnych Ujków było dwóch. Ten pierwszy, którego historia zawiodła na moment do Gorzowa, to Józef Uznański, wybitny narciarz, przewodnik tatrzański, ratownik górski, partyzant, sportowiec, człowiek legenda. Drugi, to Józef Krzeptowski, tak samo wybitny ratownik, przewodnik, gawędziarz, też człowiek legenda, ale jego los po II wojnie zawiódł na Syberię. Warto jednak spojrzeć na sylwetkę tego pierwszego, bo postać to zwyczajnie niezwykła. Dość dodać, to ten, co skakał z kolejki na Kasprowy i do dziś legendy o tym opowiadają wszyscy przewodnicy oraz miłośnicy Tatr.

Tu był Dziki Zachód, tu się można było ukryć…

Józef Ujek Uznański trafił do Gorzowa w 1945 roku, tuż po zakończeniu wojny. Przyjechał tu, bo jak sam mówił: „Na Ziemiach Odzyskanych było najwięcej akowców, bo tam był Dziki Zachód. Zorganizowałem nowe dokumenty i znalazłem zatrudnienie w nadleśnictwie. Niestety, wywiad komunistyczny działał. Dopadli mnie i aresztowali w Gorzowie. Po miesiącu przesłuchań, podczas przejazdu do szpitala, znów uciekłem i do 1954 r. się ukrywałem”.

Ujek nie wyjechał z Gorzowa. Kręcił się po Ziemi Lubuskiej, pomieszkując i pracując w różnych miejscach. W końcu takie życie mu się znudziło, albo go zwyczajnie zmęczyło. Było już dziewięć lat po wojnie. Zdecydował się ujawnić i zrobił to 13 grudnia 1954 roku. Tak o tym opowiadał: „Ujawniłem się w Zielonej Górze i po trzech dniach prokuratura mnie zwolniła. Pojechałem do Zakopanego i tam dostałem nowy dowód osobisty, na swoje nazwisko. Miałem dziewięć straconych lat, ale i tak dobrze, bo przeżyłem”.

Trudno dziś odnaleźć inne ślady po wybitnym ratowniku, tatrzańskim Jamesie Bondzie. Minęło pół wieku, zmarli ludzie, którzy mieli z nim styczność. Nie zachowały się źródła. Jedynym pewnym są słowa samego Józefa Uznańskiego.

I tak po fałszywym lekarzu Zygmuncie Obuchowiczu, po Stefanie Andryce, po Franciszku Walczaku, Ujek to kolejna barwna postać, tatrzański James Bond, który na chwilkę zamieszkał na Dzikim Zachodzie, czyli w polskim już Gorzowie i okolicy.

Jedno życie a na kilka innych by wystarczyło

Józef Ujek Uznański urodził się w góralskiej rodzinie w 1924 roku w Zakopanem w domu nieopodal Nosala. Od najmłodszych lat śmigał po Tatrach na nartach, zresztą jak każde góralskie dziecko. Sztuki nart uczył się od legendarnych sportowców tamtych czasów: Bronisława Czecha, Heleny Marusarzówny i jej brata Stanisława. A ponieważ nie wiedział, co to strach, bo jaki młody w jego wieku wie, nie tylko zjeżdżał jak wariat po stokach, ale i skakał z Wielkiej Krokwi. Józef Uznański miał 15-latek, kiedy znalazł się już w składzie reprezentacji Polski. Nawet topowi zawodnicy mówili, że to brylant, co w Zakopanem było ogromnym komplementem. Jednak miał za mało lat, żeby wystartować na mistrzostwach świata, które odbyły się w Zakopanem w lutym 1939. A potem, przyszła wojna i beztroskie dzieciństwo skończyło się w jednej chwili. Raz i na zawsze.

Najsłynniejszy skok z kolejki

Od „zawsze” w Zakopanem opowiada się o słynnym skoku kuriera z kolejki na Kasprowy, który uciekał przed ss-manami. Tym, który skoczył, był właśnie Józef Ujek Uznański. Jednak prawda jest nieco różna od tego, co się do dziś na Krupówkach plecie. Jedni chcą, żeby to była brawurowa akcja wojskowa, inni w tym Antoni Kroh, autor fantastycznej książki „Sklep potrzeb kulturalnych” – ucieczka przed rozwścieczonym ojcem dziewczyny. A prawda, jak zwykle, leży gdzieś po środku. Tak opowiadał sam bohater o tym wydarzeniu w filmie Jerzego Porębskiego mu poświęconemu: „W 1944 r. zszedłem z gór do Zakopanego. Sakramencko zmęczony poszedłem do babki, zdrzemnąć się. Prosiłem ją, by wcześnie rano mnie obudziła. Ale babka, jak to babka, mówiła, że tak spałem, że żal jej było mnie budzić. Nad ranem spadło 30 cm śniegu i nie było mowy, by iść z powrotem. Ślad zdradziłby kierunek. Pozostała kolejka. Niestety, trafiłem na ostrą kontrolę. By nie wzbudzić podejrzeń, nie mogłem się wycofać. Przy wejściowych drzwiach stał gestapowiec Polak, on mnie znał i ja jego znałem. Po przeciwnej był żandarm, jakbym chciał zawrócić, toby mnie zatrzymali. Byłem jednak pewny, że wysiądę na stacji przesiadkowej na Myślenickich Turniach. Niestety, i tam było wszystko obstawione. Wtedy konduktor, który mnie znał, doradził, że jak będziemy dojeżdżać, kolejka zwolni, a on mi drzwi otworzy. Położyłem narty i markowałem, że mi coś nie pasuje w wiązaniu. Gdy otworzył, skoczyłem, ktoś mnie próbował złapać, ale się nie udało. Zjechałem do Suchej Kasprowej. I tam się dopiero zaczęła gehenna. Na hale szedłem całą noc. W starym schronisku odpocząłem przez dzień, nikt mnie nie szukał, więc przez Liliowe poszedłem swoją drogą i tak to się skończyło”. Ale Ujek nie dodaje, że przez lata męczyła go ta legenda. Mierzył się z nią do końca życia. Jak kto był ceprem, to nie dyskutował, tylko się odwracał. Jak nie był ceprem, to za gadanie głupot mogła go konsekwencja spotkać.

Partyzant, Akowiec, ratownik

Józef Uznański w czasach II wojny działał w partyzantce, złożył przysięgę w Związku Walki Zbrojnej, WZ, był członkiem 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, 4. Batalionu kpt. Józefa Zapały „Lamparta” działającego w Gorcach w rejonie Turbacza. Po zakończeniu wojny wrócił do domu. I tu w kwietniu 1945 został aresztowany przez NKWD, które przewiozło go na Słowację. Stamtąd szedł transport na Syberię (Drugi Ujek – Józef Krzeptowski tam jednak trafił – roch). Uciekł wówczas. Potem kolejny raz z kolejnej zasadzki w Krakowie też uciekł i wówczas trafił do Gorzowa.

Po powrocie nie bez trudu znalazł pracę, ale pomogli koledzy. Wrócił do sportu, pracował jako przewodnik, skończył kursy i doszedł do „blachy II klasy” – blacha, czyli oznaczenie przewodników tatrzańskich, marzenie wielu. Był także instruktorem narciarskim. Potem przyszedł czas na TOPR. Najpierw ochotniczo a potem zawodowo.

Był pierwszym właścicielem i przewodnikiem psa lawinowego. Pies, czarny owczarek niemiecki, który wabił się Cygan, był dla Ujka kimś więcej, niż tylko psem. Świetnie wzajemny stosunek Ujka do Cygana i Cygana do Ujka oddaje anegdota, jak to podczas psich manewrów na Słowacji Cygan został na noc rozdzielony ze swoim panem. Zdziwiony i nienawykły do takiego traktowania pies odnalazł Ujka w nocy. Trafił do łóżka pana razem z wyrwanym łańcuchem i kawałkiem psiej budy. Ale anegdotą nie jest, że Cygan życie uratował Ujkowi, kiedy tego porwała lawina w Wysokich Tatrach. Pies go znalazł i do dziś o Cyganie, jak i o Bacy, psie Józka Oppenheima, legendy pod Tatrami się opowiada.

Józef Ujek Uznański zmarł po bardzo ciekawym życiu, pełnym niezwykłych zwrotów i szalonych wydarzeń w lutym 2012 roku w Zakopanem i tam jest pochowany na Nowym Cmentarzu przy ulicy Nowotarskiej. Do dziś na posiadach gazdowskich i spotkaniach przewodnickich się go wspomina. Zresztą jak i Józefa Ujka Krzeptowskiego. Obaj Ujki niezwykli, obaj legendarni, obaj ubogacający swoim życiem ten niezwykły mały kawałek Polski, jakim są polskie Tatry i kawałeczek Podhala. Warto, aby gorzowianie, którzy w Tatry jeżdżą, wiedzieli, że jedna z legend tej niezwykłej krainy przez całkiem spory moment swego życia to życie tu ratowała.

roch

Korzystałam: z filmu „Ujek”, reż. i scenariusz Jerzy Porębski; Wojciech Szatkowski „Goralenvolk – historia zdrady”; Antoni Kroh „Sklep potrzeb kulturalnych”; „Błękitny krzyż” pod redakcją Stefana Maciejewskiego; Alfons Filar „Opowieści tatrzańskich kurierów”; Zofia i Witold Paryscy Encyklopedia tatrzańska.

Fot. Zbiory Fundacji Jana Karskiego

Fot. – Myślenickie Turnie, zdjęcie Jerzy Opioła, wolne zasoby wiki.