W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2018

Kosmiczny łazik dla NASA skonstruował też gorzowianin

2018-05-24

Marsjański lądownik studentów z Wrocławia znalazł się w ścisłej piątce prestiżowego amerykańskiego konkursu.

medium_news_header_21848.jpg
Tak może wyglądać marsjański łazik na Czerwonej Planecie

Konstruktorzy jadą do USA, ale już interesują się nimi różne ważne instytucje.

- Wszystko zaczęło się od prac koncepcyjnych. Spotykaliśmy się, dyskutowali, jak to może wyglądać, jakie materiały, co jest tanie, co drogie, co zadziała, co może nie zadziałać. Trochę to trwało – opowiada Grzegorz Bielawski, gorzowianin, student III roku mechaniki i budowy maszyn Politechniki Wrocławskiej. Jest wśród grupy 15 studentów tej uczelni, która skonstruowała łazik, który byłby w stanie wywieźć na Marsa ładunek ważący 10 ton.

Z ogólniaka na Politechnikę

Grzegorz Bielawski już w szkole średniej, czyli w I Liceum Ogólnokształcącym wiedział, że interesuje go technika. – Byłem w klasie politechnicznej z rozszerzoną matematyką i fizyką – mówi. Po maturze wybór więc był prosty. Wydział mechaniki i budowy maszyn Politechniki Wrocławskiej należy do najlepszych w kraju. Szybko też trafił do koła naukowego na macierzystej uczelni i to koło właśnie podjęło wyzwanie, czyli stanęło do konkursu Red Eagle ogłoszonego przez The Mars Society i NASA na budowę marsjańskiego lądownika. Zespołowa praca przyniosła już wymierny skutek. Wrocławscy studenci znaleźli się w ścisłej czołówce konkursu, czyli wśród pięciu wybranych do finału zespołów z całego świata. No i są jedynymi Polakami w tym finale. Jak tłumaczy Grzegorz Bielawski, o tym, jak trudne to zadanie świadczy fakt, że dotychczas największy ładunek, jaki ludzkość dostarczyła na Marsa, to ważący około jedną tonę łazik Curiosity. - Projekt powstał w ramach działalności Koła Naukowego Pojazdów Niekonwencjonalnych OFF-ROAD na Politechnice Wrocławskiej, znanego z wielokrotnie nagradzanych na międzynarodowych zawodach łazików marsjańskich Scorpio. W tym roku zmierzyliśmy się z trudniejszym wyzwaniem, które od wielu lat nurtuje wszystkie agencje kosmiczne i blokuje możliwość zasiedlenia nie tylko Marsa, ale i innych pobliskich planet. – mówi Justyna Pelc, lider Projektu Eagle.

Programy 3D konieczne wręcz

Praca nad projektem okazał się trudna. Tak trudny problem wymagał kompleksowego podejścia. Zespół złożony był ze specjalistów z zupełnie różnych działek – od mechaników i elektroników, przez inżynierów materiałowych po biologów oraz fizyków. Ze względu na specyfikę projektu, konieczne było też wsparcie merytoryczne specjalistów z branży. Swoją pomoc zaoferowali pracownicy z podmiotów takich, jak ESA, CERN oraz Mars Society Polska.

Grzegorz Bielawski odpowiadał między innymi za konstrukcję ramy nośnej. – Trochę mnie kosztowało pracy, ale warto było. Pracowałem na specjalnym programie3D  opowiada. I dodaje, że całość zajęła mu i innym uczestnikom projektu ponad pół roku.

Studenci – zespół, który zaczynał pracę nad kosmicznym łazikiem

Zresztą z problemami lądowników marsjańskich mierzą się obecnie najtęższe umysły amerykańskiego świata technicznego. I co ciekawe, w dniu wysyłania końcowego raportu do organizatorów konkursu, NASA opublikowało film przedstawiający po raz pierwszy ich koncepcję lądownika marsjańskiego. Studenci Politechniki Wrocławskiej pomysłowością dorównują największym „mózgom” branży kosmicznej, ponieważ ich koncepcja podążała w tym samym kierunku.

A teraz kierunek Ameryka

Wrocławscy studenci już mają zaproszenie do USA. – Lecimy tam w sierpniu. Mamy zaproszenie na dwa tygodnie. Będziemy mogli popracować w ich laboratoriach. Inna rzecz, że już zaczęło się robić o nas głośno w Polsce. Różne instytucje i firmy związane z kosmosem się nami interesują – mówi Grzegorz Bielawski.

Ale jest jeden problem. Taki wyjazd kosztuje ogromne pieniądze. - Szukamy osób i podmiotów, które chciałyby nas wesprzeć. Jako jedna z pięciu drużyn na świecie i jedyna z Polski, będziemy na tych zawodach reprezentować nie tylko naszą uczelnię, ale i cały Polski Sektor Kosmiczny. – mówi Ania Wójcik, lider techniczny projektu.

Na już studenci mają słowa wsparcia macierzystej uczelni. Ale szukają dalej. – Sam fakt, że jesteśmy w ścisłej czołówce, to ogromny prestiż. Jakbyśmy wygrali, to ten prestiż byłby jeszcze większy i jakieś 10 tys. dolarów nagrody – mówi Grzegorz. Ale już udział w tym projekcie może sobie zapisać w zawodowym CV i ma wielką kartę przetargową w walce o ciekawą pracę w przyszłości. Bo rzadko który inżynier ma na koncie udaną konstrukcję marsjańskiego łazika, który może wynieść na Czerwoną Planetę aż 10 ton ładunku.

Renata Ochwat