W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Maury, Milany, Tomasza , 22 września 2018

Linia 761, czyli jak gorzowianie dali się nabrać na ogórka

2018-07-08

W minionym tygodniu Gorzów, a przynajmniej gorzowskie media, żyły rzekomym powrotem na gorzowskie ulice zabytkowego „jelcza”.

medium_news_header_22238.jpg

Rzekomy był powrót, bo „niebieski zabytek” rzeczywiście jeździł w czwartek 5 lipca na trasie, którą z okazji rocznicy założenia miasta określono numerem 761, rzekomy był sam „powrót”, bo jak na ulice mógł wrócić pojazd, który nigdy w tej roli po Gorzowie nie jeździł.

Gorzowianie ulegli jednak zbiorowej autosugestii i zaczęli snuć swoje wspomnienia związane z tym autobusem, to taka podróż sentymentalna – mówiła jedna z gorzowianek reportowi „Wyborczej”. Ja zaś, choć czasach gorzowskiego „ogórka” dość intensywnie korzystałem z miejskiej komunikacji, dojeżdżając z osiedla do redakcji w centrum kilkoma głównymi liniami autobusowymi, nie mogę jakoś sobie niczego przypomnieć, co miało związek z „jelczem”. Miała to być lekcja historii, wyszła po prostu zbiorowa ściema.

Propagandowego bębenka najintensywniej podbijała „Gazeta Lubuska”: wszyscy do ogórka! W czwartek zabytkowy autobus wyjedzie na linię numer 761, wtórowała „Gazeta Wyborcza”, „Ogórek” znów na gorzowskich ulicach – donosiło radio „Eska”, a Radio Gorzów zapewniało, iż Ogórek podbił serca gorzowian. Swój udział w tym zbiorowym szaleństwie miał także rzecznik prasowy MZK Marcin Pejski, jego informacje rozpowszechniła „Gazeta Lubuska”, mówiąc o olśniewająco niebieskim jelczu 043 o numerze rejestracyjnym WJ 61Y, pieszczotliwie nazywanym ogórkiem. [...] Rzecznik Miejskiego Zakładu Komunikacji wyjaśnia, że autobusy z tej rodziny dostarczane były do Gorzowa w latach 1979-1980 i otrzymywały numery taborowe od 272 do 292 oraz od 303 do 310. - Łącznie eksploatowanych było 29 autobusów tego typu - informuje M. Pejski.

Tymczasem autobus marki „jelcz 043” nigdy nie jeździł po Gorzowie, przynajmniej w barwach MZK i jego poprzedników. Wg Jana Wojcieszaka z Poznania, autora trzykrotnie wydawanych „Dziejów komunikacji miejskiej w Gorzowie Wielkopolskim”, przy czym to ostatnie wydanie z 1997 r. nosi znamiona oficjalnego druku MZK, w czerwcu 1979 roku PKM rozpoczęło eksploatację dwóch autobusów Jelcz 272Mex po kapitalnym remoncie w zakładach KAPENA w Słupsku. Łącznie w latach 1979-1980 otrzymano 28 takich Jelczy. Te nienowe wozy bardzo szybko wycofano z eksploatacji ze względu na nie najlepszy stan techniczny, ostatnie w 1982 roku.

W 1980 PKM eksploatowało 51 autobusów, a w 1981 – 43, zatem taka ilość „ogórków” musiałaby zdominować przestrzeń miasta, tymczasem z „ręką na sercu”, kto je naprawdę zapamiętał? Nawet słowo „ogórek” nie przebiło się wtedy do potocznego języka gorzowian, dziś dopiero domorośli historycy próbują wmówić je mieszkańcom. Czytając między wierszami relację Wojcieszaka, można wywnioskować, iż owe „ogórki” nagminnie psuły się, zjeżdżały z trasy, częściej stały niż jeździły, nie był więc to standard gorzowskiej komunikacji, raczej – incydent, który w oczach ówczesnych pasażerów, czekających bezskutecznie na przystankach, przypominał „dopust Boży”, a dziś każe się do niego wracać z sentymentem. W bogato ilustrowanej książce Wojcieszaka reprodukowane są zdjęcie różnych autobusów na ulicach Gorzowa, na żadnym z nich nie został utrwalony stary „Jelcz”, pewnie takich fotografii nie ma nawet w zbiorach MZK, bo z pojazdami tymi rozstano się bez sentymentów, a dziś MZK usiłuje takie sentymenty wywołać.

Czerwone czy niebieskie?

„Jelcze”, które jeździł swego czasu po Gorzowie były modelem „272Mex”, autobus sprowadzony do Gorzowa, by wywołać sentymenty, był konstrukcją „043”; obie wersje były licencyjna odmianą czechosłowackiego autobusu „Škoda 706 RTO”, obie miały jednakowe gabaryty zewnętrzne i obie z uwagi na kształt nazywane były „ogórkami”, może i w Gorzowie, ale nie na przystankach komunikacji miejskiej.

Model „272Mex” był wersją miejską, produkowana w Jelczu w l. 1963-1977, autobusy „043” produkowano w l. 1959-1986 z przeznaczeniem dla komunikacji międzymiastowej. Takie autobusy stanowiły przez dłuższa czas trzon taboru PKS w Gorzowie. Zabytkowo egzemplarz, który w ub. tygodniu dotarł do Gorzowa, nawet nie otarł się o komunikację zbiorową. Został dostarczony przez Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej. Obie wersje różniły się konstrukcyjnie, wersja miejska miała drzwi rozsuwane, a sterował nimi kierowca, posiadała też mniej foteli, by zostawić więcej przestrzeni dla pasażerów stojących. Przede wszystkim jednak autobusy różniły się kolorem. Autobusy miejskie były koloru czerwonego i tylko takie mogły jeździć po Gorzowie. Jak w znanej piosence Autobus czerwony przez ulice mego miasta mknie...

Wszędzie jeździły czerwone tramwaje i autobusy, także w Warszawie. Śpiewano wprawdzie także, iż mkną po szynach niebieskie tramwaje, ale Wrocławiu, niebieskie pojazdy były też w Krakowie, a w Poznaniu – zielone, to był ukłon dla tradycji, w pozostałych ośrodkach obowiązywał standard.

Niebieskie, ale z... czerwonym paskiem

Trzon gorzowskiej komunikacji od początku stanowiły autobusy marki „San” w kolejnych wersjach przeznaczonych dla komunikacji miejskiej, na ogół były to fabrycznie nowe pojazdy produkowane w Sanoku, od 1975 dostarczane pod marką „Autosan”. Dopiero w 1986 r. PKM odebrało z Jelcza pierwszych dziesięć nowoczesnych autobusów zbudowanych na podwoziu węgierskiego „Ikarusa”, ale niczym one nie przypominały już „ogórka”.

Raz się tylko zdarzyło, że na ulice Gorzowa wyjechały niebieskie autobusy, stało się to 1 września 1971 r. W Gorzowie wystąpił wówczas kolejny kryzys taborowy, dzięki interwencji tzw. stosownych czynników miasto otrzymało przydział pojazdów z rezerwy resortu, ale w magazynach producenta były „na stanie” tylko autobusy przeznaczone dla PKS. Na ulicach miasta pojawiło się wtedy 10 nowych autobusów w kolorze niebieskim, które od pojazdów gorzowskiego PKS różniły się tylko czerwonym pasem poniżej okna, numerem bocznym i herbem miasta.

Pamiętam to dobrze, bo mi się to nawet spodobało i proponowałem publicznie, by takie barwy pozostawić na stałe jako wyróżnik miasta na wzór Wrocławia czy Poznania. W ówczesnym MPK odpowiedziano mi wówczas, że to niemożliwe, bo przepisy resortowe stanowią inaczej. I przy najbliższym remoncie wszystkie te autobusy zostały przemalowane na czerwono.

Nie były to jednak „Jelcze”, tylko poczciwe „Sany”, bodajże typu H-100B. Zresztą „Jelcz” „Jelczowi” nie równy, porównajmy choć zdjęcia czerwonego autobusu z niebieskim, to jakby dwa różne pojazdy. Więcej sentymentów wywoła zapewne ten niebieski, bo przez lata przemieszczał się wylotowymi ulicami Gorzowa, ja nawet raz odbyłem podróż do Zielonej Góry w owym „korniszonie” czyli przyczepie. Komu jednak w Gorzowie tak naprawdę zapisał się w pamięci „czerwony ogórek”?

Powinni o tym pamiętać przede wszystkim panowie z MZK, nim za rok lub pięć lat urządzą ponownie podobną „lekcję historii”.

Zresztą, chroń nas, Panie Boże”, przed takimi strażnikami tradycji.

Jerzy Zysnarski

Fot. www.kmkm.waw.pl