W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Donata, Gizeli, Łukasza , 17 lutego 2019

Nie był zadzierającym nosa prymusem, ale fajnym kolegą

2019-01-22

Biskup Wilhelm Pluta - charyzmatyczny, pracowity do szaleństwa, mówiący perfekcyjnie po niemiecku, sygnatariusz słynnego listu „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”, pierwszy ordynariusz diecezji gorzowskiej.

medium_news_header_23812.jpg

Zginął tragicznie 22 stycznia 1986 r. Właśnie mija kolejna rocznica Jego śmierci.

Kiedy ksiądz biskup Wilhelm Pluta wyjeżdżał z Gorzowa 22 stycznia 1986 roku do Krosna Odrzańskiego, nikomu by do głowy nie przyszło, że to jego ostatnia ziemska podróż. Ordynariuszowi gorzowskiemu towarzyszył ksiądz infułat Mieczysław Marszalik, kanclerz kurii. Obaj dostojnicy prawdopodobnie pracowali w drodze, bo pracowitość księdza ordynariusza była wręcz legendarna. Kurialne auto dojechało to wsi Przetocznica na wysokości Świebodzina. Tu doszło do tragicznego wypadku. O 9.30 samochód nagle uderzył w drzewo. Był chłodny, ale suchy styczniowy poranek. Ofiara była tylko jedna – ksiądz biskup Wilhelm Pluta.

Bardzo katolicki dom

Przyszły gorzowski ordynariusz i uczestnik Soboru Watykańskiego II urodził się na Górnym Śląsku w Kochłowicach  9 stycznia 1910 roku. To był bardzo katolicki dom. Ojciec Wilhelma, Piotr Pluta pracował jako sztygar w kopalni Wirek. Mama Agnieszka z domu Szewczyk prowadziła dom i wychowywała dziewiątkę dzieci. A jednak przy olbrzymim nawale pracy, jaki miała, codziennie starała się bywać na mszy świętej.

Dość długo ważyły się drogi życiowe przyszłego biskupa. Wilhelm był zafascynowany osobą ojca i długo myślał o studiowaniu górnictwa na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Ale równie bliska była mu postawa matki, gorliwej katoliczki, ale nie dewotki, która potrafiła pomagać innym.

Decyzja w tak ważnej sprawie musiała jednak trochę poczekać. Na razie Wilhelm Pluta rozpoczyna naukę w Gimnazjum Klasycznym. I jak wspominają ci, co go w tamtych czasach spotkali, od razu stał się prymusem. Dość powiedzieć, że naukę zaczynał już od drugiej klasy, a w czasie wakacji przerobił materiał III klasy, czyli Klasyczne Gimnazjum trwające cztery lata, zakończył w dwa. Ale przy tym nie był zadzierającym nosa prymusem, ale fajnym kolegą, który nie tylko ciężko pracował, pomagał także innym.

Warto tu dodać, że gimnazjum klasyczne oznaczało naukę języków łaciny i greki. Czyli oprócz polskiego i niemieckiego, co było rzeczą naturalną przyszły biskup nieźle, a jak chcą niektórzy, świetnie władała dwoma podstawowymi językami klasycznymi.

W drodze do biskupstwa

Jeszcze w szkole myślał o studiach na AGH, jednak wydarzył się wypadek. Zginął jeden jego z kolegów szkolnych o nazwisku Wojnar. I chyba ta tragedia połączona z głęboką katolicką formacją wyniesioną z domu sprawiła, że Wilhelm Pluta wybrał seminarium. Jako pierwsza dowiedziała się o tym ukochana matka.

Wybrał Seminarium Śląskie, które działało w Krakowie. W tamtych czasach alumni musieli studiować równocześnie na uniwersytecie, a w Katowicach takiej uczelni nie było, stąd Kraków. Alumn Wilhelm Pluta za bardzo się w oczy początkowo nie rzucał, ale bardzo szybo wypracował sobie pozycję prymusa. I tak też studia teologiczne ze stopniem magistra skończył.  Święceń kapłańskich udzieli mu 24 czerwca 1934 roku ksiądz biskup Teodor Bromboszcz.

Po święceniach pracował jako wikary w szeregowych parafiach śląskich, uczył też w szkołach na polecenie kurii. II wojnę spędził w rodzinnych Kochłowicach, Chrzanowie, Leszczynach Rybnickich. Po wojnie też zmieniał kilka parafii, bo władze kurii dostrzegły olbrzymi potencjał, jaki ma młody ksiądz. W międzyczasie ksiądz Pluta skończył studia doktorskie na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Sam zresztą prowadził Diecezjalne Studium Pastoralne w Załężu. Mało brakowało, a byłby został wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ale los chciał inaczej. Powierzono mu bowiem sakrę biskupa gorzowskiego. Powierzył mu ją Prymas Tysiąclecia biskup Stefan Wyszyński, było dokładnie 4 lipca 1958 roku.

Gorzów i ogrom pracy

Biskup Pluta zasiadł na fotelu ordynariusza diecezji po niespodziewanie zmarłym biskupie Teodora Benscha. Przyjazd nowego ordynariusza do stolicy diecezji był bardzo ceremonialnym w towarzystwie innych hierarchów Kościoła. Po drodze jest obowiązkowa wizyta w Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie. Na biskupa konsekrował księdza Plutę sam Prymas Tysiąclecia na mszy konsekracyjnej i erekcyjnej 7 września 1958 roku. Zjechało się wielu czcigodnych gości z całej Polski.

Po wszystkich uroczystościach rozpoczęła się tytaniczna praca biskupa. Pisze dziesiątki dokumentów, opracowuje homilie, książeczki dla wiernych, wykłada w seminarium diecezjalnym w Paradyżu, prowadzi magistrantów, spełnia kapłańskie obowiązki jak choćby bierzmuje, udziela komunii, ślubów, i chrztów. Wykaz jego różnych prac pisemnych, to lista licząca 307 pozycji, ale zajmujący się osobą biskupa historycy przypuszczają, że być może jest ich więcej. Także o dziele i osobie księdza biskupa powstała całkiem spora biblioteka licząca jedną habilitację, cztery prace doktorskie, 44 prace magisterskie oraz cztery licencjackie.

Sobór, tysiąclecie i przyszły papież

Oprócz pisania, wykładania, nauczania, spotykania się – chętnie czy niechętnie, to już inna sprawa – z ówczesnymi władzami, ksiądz biskup miał jeszcze czas i siły, aby angażować się w przygotowania do Soboru Watykańskiego II, w którym, choć z szykanami ówczesnych władz Polski – odmowa wydania paszportu, jednak aktywnie uczestniczył. Na głowie miał także przygotowanie i przeprowadzenie uroczystości z okazji tysiąclecia chrztu Polski, kiedy do Gorzowa zjechał się niemal cały episkopat z przyszłym papieżem Janem Pawłem II, wówczas księdzem kardynałem Karolem Wojtyłą. Zresztą obaj duchowni od lat mieli ze sobą kontakt i serdecznie się lubili. Decydowała o tym formacja, głęboka wiara oraz umiłowanie nauki.

Biskup Pluta był także sygnatariuszem słynnego listu do episkopatu Niemiec „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie” z 1965 roku, listu, który jak chcą historycy, faktycznie otworzył drogę do pojednania obu narodów. No i jeszcze podróżował, bywał u przyjaciół Niemczech.

Wszyscy, którzy pamiętają biskupa, podkreślają, że charakteryzowało go wygłaszanie bardzo długich homilii z niemieckimi wtrętami. I co dziwne, jednak ostrożność wobec Niemców.

Ostatnia droga

Aż przyszedł ten fatalny styczeń. Jedynym poszkodowanym był ksiądz biskup Wilhelm Pluta. Najprawdopodobniej zawinił luźno zapięty pas – w wyniku szarpnięcia pękła aorta. Ostatniego namaszczenia udzielił biskupowi ksiądz Marszalik. Ciało biskupa przewieziono najpierw do Świebodzina, a następnie do Paradyża, i tu odbyły się pierwsze egzekwie. 24 stycznia ciało księdza biskupa przywieziono do Gorzowa do kościoła św. Stanisława Kostki (Biały Kościółek), następnie 26 stycznia w procesji przeniesiono ciało do kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża św. czyli Czerwonego, a stamtąd w uroczystej procesji dzień później odprawiono mszę żałobną pod przewodnictwem kardynała Henryka Gulbinowicza, a prymas Polski, kardynała Józef Glemp wygłosił okolicznościową homilię. Ciało zostało złożone w kruchcie katedry i do dziś tam pierwszy gorzowski ordynariusz spoczywa.

To tu chwilę na modlitwie spędził 2 czerwca 1997 roku papież Jan Paweł II. Choć nie było tego w planie, były metropolita krakowski zwyczajnie nie wyobrażał sobie wizyty w mieście przyjaciela, bez modlitwy na jego grobie.

21 stycznia 2002 rozpoczął się proces beatyfikacyjny biskupa Wilhelma Pluty, który zgodnie z kościelnymi procedurami jeszcze trochę musi potrwać. Doczekał się jednak w Gorzowie ulicy, pomnika, a nawet instytutu swojego imienia.

Renata Ochwat

Korzystałam z książki „Życie i posługa pasterska biskupa Wilhelma Pluty” wydanej w Gorzowie Wielkopolskim w 2011 roku.