W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Laury, Leszka, Marcjana , 17 czerwca 2019

Cicho sza! Jaśnie pan pociągiem jedzie

2019-01-24

Landsberg – miasto na wschodnich peryferiach Prus, leżało i leży na bardzo ważnym szlaku.

medium_news_header_23834.jpg

Najpierw tędy przemieszczano się konno i karetami, a potem doszła niezwykle ważna linia kolejowa. Mało kto wie, że przez senny Landsberg przejechało bardzo wielu ciekawych, a niekiedy egzotycznych postaci.

Zmiana w sposobie pokonywania długich odległości, czyli przesiadka z karety lub dyliżansu do pociągu nastąpiła w XIX wieku. I tak samo było w Prusach, gdzie szybko powstawały kolejne linie łączące kolejne miasta. Tak stało się i z Landsbergiem, który w latach 70. XIX wieku został połączony z Krzyżem i Kostrzynem. Przez miasto bowiem przeprowadzono linię Pruskiej Kolei Wschodniej. Po przebudowie linii, czyli wzniesieniu zabytkowej dziś estakady oraz przeprowadzeniu połączenia do Międzyrzecza, Landsberg stał się bardzo ważnym miejscem na kolejowej mapie kraju. I właśnie przez miasto dość często przejeżdżały koronowane głowy.

Ani mru, mru, że pan jedzie

Zwykle tak jest, że jak przez jakąś miejscowość przejeżdża ktoś znaczny, to się go wita, ustawiają się ciekawscy, taki celebryta w jakiś sposób zaznacza swoją obecność. A jak się przyjrzeć zapiskom o przejazdach sławnych ludzi przez Landsberg, to bardzo często można odnaleźć zapisek, aby nikomu absolutnie nie zdradzać, iż jaśnie pan czy jaśnie pani właśnie przez miasto przejeżdżać będą. I może się na chwilkę niewielką zatrzymają.

Zapiski i zakazy to jedno, ale trudno przypuszczać, że ciekawski landsberski ludek tak po prostu i zwyczajnie odpuszczał sobie oglądanie pociągów wiozących ówczesnych celebrytów w nadziei, że może koronowana głowa nawet w środku nocy zechce otworzyć okno i przez nie wyjrzeć na mijana właśnie okolicę.

Urzędowy zakaz i nakaz

Sprawa podróży koronowanych głów pociągami została uregulowana stosownym zarządzeniem, bo jakże by inaczej w biurokratycznych Prusach, które wydał 14 lipca 1890 Minister Robót Publicznych Niemiec. Precyzowało ono zasady, a więc fakt, że ówcześni celebryci podróżować będą zwykle nocą, na stacji początkowej, końcowej oraz pośrednich pociągi pod specjalnym nadzorem muszą być dodatkowo chronione przez specjalnie wystawione straże oraz nie wolno podchodzić do wagonów, chyba że będzie w konkretnej sprawie inne zarządzenie. No i co najważniejsze, rozporządzenie surowo zabraniało jakichkolwiek demonstracji czy powitań podróżujących dostojników. Szczególnie mocno dotyczyło to zwłaszcza stacji pośrednich, na których ewentualnie pociąg z celebrytami miał się zatrzymać na chwilkę.

Jadą Romanowowie, jadą

Jak popatrzeć na wykaz ówczesnych celebrytów, koronowanych lub książęcych głów, jakie przejechały przez Landsberg, robi się ciekawa lista. Wykaz ten zachował się w zbiorze akt w Państwowym Archiwum w Gorzowie.

No i tak przez Landsberg przejechał w styczniu 1893 roku Wielki Książę Aleksy. To ciekawa postać. Był dowódcą floty rosyjskiej, w młodości przeżył katastrofę morską. Ponieważ został odsunięty od godności dowódczych, wyjechał do Paryża. Dlatego też nie zginął w masakrze, jaka spotkała carską rodzinę po rewolucji październikowej.

Kilka dni później przez miasto przejechał Wielki Książę Następca Tronu Rosji. Mógł to być Mikołaj II Romanow. Ale dziś trudno wyrokować, ponieważ źródło nie precyzuje. Mógł to być bowiem także Aleksander Aleksandrowicz Romanow.

Natomiast bardzo dokładnie wiadomo, że w nocy z 8 na 9 listopada 1899 na 14 minut zatrzymał się w Landsbergu pociąg wiozący Cesarza i Cesarzową Rosji, czyli Mikołaja II Romanowa i jego żonę Marię Fiodorownę. I tu już środki ostrożności były wzmożone, bo władze nakazały postawić dodatkowego policjanta na ulicy Mostowej. 

Zresztą członkowie rodziny Romanowych przez Landsberg przejeżdżali jeszcze kilka razy, ale nie byli aż tak wysoko w hierarchii.

Z Syjamu lub też z Persji

O ile Romanowowie to jednak nie bardzo egzotyczni podróżnibyli, o tyle już szach perski czy władca Syjamu jak najbardziej tak. I właśnie tacy podróżnicy przez Landsberg jechali. I tak 15 września 1902 roku przez miasto przejechał Szach Perski. I choć źródło nie podaje, który to był, dziś łatwo to ustalić. Ni mniej, ni więcej przez Landsberg podróżował Mohammad Ali Szah z dynastii Kadżarów. Wstąpił na tron po śmierci swojego ojca Mozzaffar-ad-Din-Szaha. Był przeciwnikiem konstytucji, dlatego zniósł ją w roku 1907 jako sprzeczną z prawem islamskim, jak i rozwiązał parlament. Musiał abdykować, potem rozpętał próbę rewolucji, która się nie udała i ostatecznie wylądował w Stambule.

Inna kolorową z dzisiejszego punktu widzenia postacią, jaka zahaczyła na kilka minut był „Jego Królewska Wysokość Książę Syjamski”, który przejechał przez Landsberg 2 czerwca 1904 roku w drodze do z Petersburga do Berlina. Mógł to być książę Vajirunhis, syn władcy Tajlandii, znaczy ówczesnego Syjamu Czulalongkorna (Ramy V).

Mogł przez Landsberg przejeżdżać sułtan Singapuru, bo tak by wynikało z tras jego podróży po Europie, ale nie ma potwierdzonych danych na temat jego pobytu w mieście.

Najjaśniejszy cesarz także się tu pojawiał

Jednak najczęściej przez Landsberg przejeżdżali członkowie panującego w Niemczech rodu Hohenzollern. I nawet sam cesarz Wilhelm II kilkanaście razy przez Landsberg przejeżdżał. Często towarzyszyły mu jego żony, pierwsza Augusta Wiktoria, a po jej śmierci druga Wilhelmina Fryderyka Luiza Ida Reuss. I tu ciekawostka. Druga cesarska żona związana była w pewien sposób z ziemią lubuską. Jej pierwszym mężem bowiem był książę Jan Jerzy Ludwik Ferdynand August Schönaich-Carolath-Beuthen z młodszej linii śląskich książąt Carolath-Beuthen, pana na Saabor, czyli obecnym podzielonogórskim Zaborze.

Jak widać, ciekawi ludzie przez miasto przejeżdżali.

A jak za czasów już gorzowskich było, to zupełnie inna historia.

Roch

Korzystałam między innymi z: Stanisława Janicka, Wielcy na chwilkę w Gorzowie, „Nadwarciański Rocznik Historyczno-Archiwalny” nr 7, t. 2, 2000, ss. 31-37; Jerzy Krassuski, Historia Niemiec, Ossolineum 1998, ss. 230-330; oraz stron internetowych poświęconych Tajlandii.

Fot. Dworzec landsberski (zbiory autorki)