W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Laury, Leszka, Marcjana , 17 czerwca 2019

Jak symbol gorzowskiego „Stilonu” trafił do Warszawy

2019-02-09

Nad budynkami portierni przy wejściu do Zakładów Włókien Chemicznych „Stilon” przy ulicy Pomorskiej przez prawie 40 lat stał wielki neon z nazwą firmy.

medium_news_header_23967.jpg

Teraz znajduje się w Muzeum Neonów w Warszawie. Pojechaliśmy go obejrzeć.

Neony na świecie i w Polsce

Neon to nazwa gazu szlachetnego wykorzystywanego w tzw. lampach wyładowczych, które także popularnie nazywa się po prostu neonami.  

W 1910 roku Francuz Georges Claude stworzył pierwszy neon. Wykorzystał tzw. rurkę Geisslera do stworzenia reklamy zewnętrznej. Rurka Geisslera to szklana rurka z zatopionymi wewnątrz elektrodami. Należy ją wypełnić gazem szlachetnym, a następnie elektrody podłączyć do prądu elektrycznego. Zaświeci. Kolor zależy od wpuszczonego gazu szlachetnego. Gaz neon daje kolor pomarańczowo-czerwony,  argon – fioletowy, hel biało-różowawy, ksenon niebiesko-fioletowy a krypton biały. Trzy ostatnie gazy są drogie i wymagają wysokiego napięcia, więc w Polsce w zasadzie z nich nie korzystano. Można także stosować azot, który świeci ma żółto-różowo lub dwutlenek węgla, który daje kolor błękitno-biały. Rozmaite kolory można uzyskiwać także przez zrobienie rurek z barwionego szkła lub pokrycie ich wnętrza luminoforem, czyli proszkiem z mieszanki neonu, argonu i rtęci. Bardzo ważnym elementem neonu jest kształt nadany rurkom, które układają się w rysunek lub napis, a ten może mieć różne kształty czcionek. Możliwość tworzenia świetlnych kompozycji – wprost nieograniczona.

Neony bardzo szybko rozpowszechniły się w Ameryce i Europie. Wykorzystywano je przede wszystkim do reklamy miejsc atrakcyjnej rozrywki, kabaretów, cyrków, rewii itp. W okresie międzywojennym w Warszawie było ok. 80 reklam neonowych. Podczas wojny zniszczono wszystkie. Później neony nie pasowały do wypalonej Warszawy, a także do socjalistycznej ideologii, były wszak symbolem rozbuchanego kapitalizmu.

Dopiero na początku lat 60. władze partyjne pozwalają na urozmaicenie szarości polskich ulic przez kolorowe plakaty oraz rozświetlenie miast przez neony. Dobry czas dla plastyków zaowocował dorobkiem pokazywanym na całym świecie, a kierunek otrzymał nazwę polskiej szkoły plakatu.

W tym czasie rodziły się także ciekawe neony, tyle że one zawsze związane są z konkretnym miejscem, nie da się z nich zrobić objazdowej wystawy. Warszawę rozświetlało ok. dwa tysiące neonów. Choć wiele wyszło spod rąk plastyków, ich nazwiska są raczej nieznane. Co ciekawe, na polskich ulicach neony miały charakter przede wszystkim informacyjny o sklepach, księgarniach, restauracjach, ale ich funkcja reklamowa była znikoma. 

Dzięki plakatom w dzień, a neonom w nocy najpierw Warszawa, a potem inne polskie miasta stały się bardziej kolorowe.

W latach 90. neony zaczęły tracić popularność na rzecz wielkoformatowych reklam, teraz stosuje się inne rodzaje świateł.

Od zachwytu do Muzeum Neonów

David Hill, Anglik, w 2012 roku tak wspominał wcześniejsze lata:

- Kiedy poznałem Ilonę Karwińską, teraz moją żonę, zaprosiła mnie do Warszawy. Jadąc kiedyś wieczorem przez miasto zwróciłem uwagę na przepiękne napisy. Jestem grafikiem i typografem, więc urzekły mnie kroje czcionek, kształt tych znaków. Zapytałem Ilonę wtedy, czy ktoś to kiedyś udokumentował? Okazało się, że byliśmy pierwszymi, którzy chcieli to zrobić. Więc zaczęliśmy je fotografować i opisywać. W trakcie studiów uczyłem się o polskich artystach grafikach, twórcach plakatów, reklam. Wtedy artyści kształceni w Krakowie czy Warszawie byli na najlepszym światowym poziomie. I to właśnie oni stworzyli większość neonów. Powiedziałem wtedy Ilonie, że moim marzeniem byłoby posiadanie kolekcji neonów. Wierzę, że jest to bardzo istotny aspekt historii sztuki w Polsce, o którym trzeba mówić.

Na początku był więc zachwyt. Pani Ilona Karwińska rozpoczęła fotografowanie neonów, teraz ma bogatą kolekcję ich zdjęć.

Pewnego razu państwo Ilona i David pojechali zrobić zdjęcia neonowi „Berlin”, który wisiał na ulicy Marszałkowskiej. Okazało się, że już go nie ma, że zdemontowany czeka na utylizację. Gdy się nim zainteresowali, zaoferowano im, by sobie go zabrali.

- Postanowiliśmy wtedy z Iloną ocalić tyle neonów, ile nam się uda – wspominał David Hill.

Teraz „Berlin” wisi w godnym miejscu w muzeum i na jego przykładzie sympatyczna przewodniczka tłumaczy zasadę działania neonów.

Muzeum Neonów znajduje się na warszawskiej Pradze w kompleksie Soho Faktory przy ul. Mińskiej 45. Zajmuje duży, ale praktycznie już wypełniony po brzegi dawny magazyn. Na wszystkich ścianach, a także na ścianach działowych umieszczono około sto neonów. Kilka wisi na zewnątrz, a kilka –  także pozostających pod nadzorem muzeum - na ulicach Warszawy.

Gromadzeniem i konserwowaniem neonów państwo Ilona Karwińska i David Hill zajmują się od 2005 roku. Muzeum w tym miejscu otwarto w maju 2012 roku podczas Nocy Muzeów, jako że neony najpiękniej wyglądają w nocy. Oprócz ekspozycji prowadzi się tu rozliczne formy edukacyjne, wydaje albumy na temat neonów, sprzedaje gadżety związane z neonami. Najważniejsze jednak, że właściciele tego muzeum podnieśli neony do rangi sztuki, że uwrażliwili na ich piękno nie tylko mieszkańców Warszawy, że inicjują powroty najbardziej znanych warszawskich neonów na ich dawne miejsca.

Choć zlokalizowane jest w pewnej odległości od centrum stolicy, w niedzielę 3 lutego wypełnione było zwiedzającymi. Dużo młodych osób, wielu mówi po angielsku. Podziwiamy, że mimo kiepskiej pogody ludziom chce się tutaj dotrzeć. Ale gdy wychodzą, po minach widać, że są zadowoleni.

Stilon pod ścianą

Neon Stilonu składa się z dwóch części. Nad budynkiem po lewej stronie drogi wjazdowej był skrót: „ZWCh”, a po prawej nazwa „Stilon”. Dwie części na specjalnych stelażach i z ozdobami z obu stron.  Kto go zaprojektował? Nie wiadomo.

Prawdopodobnie umieszczony został w 1963 roku, gdy przebudowywano wjazd na teren zakładu. Był symbolem nie tylko Stilonu, ale także w części symbolem Gorzowa, gdyż Stilon i Gorzów to długo była jedność. Pracownicy wchodzili pod neonowym napisem „Stilon” przez drzwi na portiernię, gdzie musieli odbić swoją kartę dokumentującą wejście. Roman Buszkiewicz obliczył, że pod tym neonem przeszedł co najmniej 20 tysięcy razy. Pewnej pani strasznie świecił za oknem, ale gdy go zabrakło, ciemność okazała się jeszcze bardziej dolegliwa.

Zdemontowano go jesienią 2012 roku, gdy rozbierano budynek bramny. Dariusz Rymar, dyrektor archiwum, ubolewał na łamach pisma „66-400”, że nie zachowano tej historycznej bramy, ale budynek nie był wpisany do rejestru zabytków, a nowym właścicielom zależało na sprzedaży pustego terenu. Pracownikom Stilonu krajało się serce, gdy patrzyli na ruinę zamiast bramy dla nich tak ważnej, jak dla stoczniowców brama w Gdańsku. 

Gdy już zapadła decyzja o rozbiórce budynku, ówczesna plastyk miejski – Iga Januszewska zaproponowała, aby napis przenieść do niedawno otwartego Muzeum Neonów.  Zapewniała, że sama bardzo lubi neony i chciała choć w ten sposób zachować ten neon. Prezes Jakub Matyjaszczyk zgodził się, a nawet zapewnił przewóz neonu do Warszawy.

21 września 2012 roku przyjął go pracownik muzeum neonów – Witold Urbanowicz. Przyznał on, że choć ten neon składa się wyłącznie z liter, to ich nietypowy krój decyduje o oryginalności eksponatu. Większość neonów zgromadzonych w muzeum dotyczy restauracji, sklepów, kin, a nie ma takich, które wiązałyby się z zakładami przemysłowymi. Stilon jest więc unikatem. W zbiorach muzealnych wyróżnia się również tym, że pochodzi z miasta odległego od stolicy, podczas gdy 80% eksponatów kiedyś działało w Warszawie.

Składający się z dwóch części stilonowski neon dłuższy czas stał na zewnątrz budynku oparty o ceglaną ścianę, był widoczny z daleka i stanowił reklamę całego muzeum. Ale tam bardziej niszczał. Teraz stoi wewnątrz, jednak nie na głównej ekspozycji, a obok wieszaków na płaszcze. O ścianę oparte są ponad metrowe litery z nazwą firmy. Skrót „ZWCh” gdzieś schowano. Nie świeci, nie został podłączony do prądu, bo wymaga konserwacji.  „Renowacja neonów jest kosztowana, ale tak, jak wszystkie reklamy w muzeum, staramy się je odnawiać w miarę możliwości” – zapewnia pani Ilona Karwińska – właścicielka muzeum.

Stilon ciągle żywy

Wycieczkę do warszawskiego Muzeum Stilonu zorganizowała Maria Karbowska, a udział wzięli członkowie Zakładowego Oddziału PTTK „Stilon”. U wielu uczestników neon wywołał wspomnienia i prawdziwe wzruszenia. Choć materialnych pamiątek z dawnego Stilonu pozostało niewiele, lecz ciągle żyje on we wspomnieniach jako miejsce pracy z lat młodości. Dobre miejsce pracy.

Krystyna Kamińska

Fot. Aleksander Grabowski

Dziękuję Marii Karbowskiej, Kazimierzowi Ligockiemu i Jerzemu Zysnarskiemu za pomoc w zgromadzeniu zdjęć i wiadomości na temat stilonowego neonu.

KK.

DSC09213.JPG
DSC09214.JPG
DSC09215.JPG
DSC09220.JPG
DSC09223.JPG
DSC09230.JPG
DSC09242.JPG
Neon-Stilon.JPG
Stilon-4.jpg
Stilon-5.jpg