W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 

 

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny , 25 maja 2019

Długie było zawsze – choć tak po prawdzie ma 60 lat

2019-03-03

Gdyby nie to, że pewnego dnia dwóch lokalnych prominentów zapragnęło posiedzieć w szuwarach, to być może plaża w Długiem nie byłaby dziś największym kąpieliskiem lubuskiego.

medium_news_header_24165.jpg

Lokalny kurort doczekał się nawet swojej powieści.

Większość, jeśli nie wszyscy gorzowianie, wiedzą, co to jest Długie, co to jest Lipie. Mało tego, niemal każdy ma jakieś własne wspomnienie z tego kąpieliska, ale tak naprawdę, to mało kto wie, jak to się stało, że mała wioseczka przy ruchliwej trasie została najbardziej popularnym kąpieliskiem.

Takich dwóch usiadło sobie w szuwarach

Jeszcze na początku 1960 roku plaża nad jeziorem Lipie w Długiem w niczym nie przypominała dzisiejszego półtora hektara ślicznego piasku, wygodnych alejek spacerowych oraz całego kąpieliskowego sznytu, jakie Długie ma dziś. Była to zwykła plaża, jakich wiele można spotkać nad lubuskimi jeziorami, porośnięta tu i ówdzie brzozami – z których dwie się zachowały, szuwarami i innymi chaberdziami.

I pewno byłoby tak do dziś, gdyby dnia pewnego do Długiego nie przyjechało dwóch ważnych i prominentnych działaczy ze Strzelec Krajeńskich, a wieś Długie administracyjnie tam podlegała. Dlaczego akurat oni i dlaczego tam – dziś już tego nikt nie będzie w stanie ustalić.

Otóż w szuwarach nadbrzeżnych usiedli sobie Kazimierz Anioł – ówczesny I sekretarz Komitetu Powiatowego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz Zenon Śmigielski – ówczesny przewodniczący Powiatowej Rady Narodowej. Od słowa do słowa uradzili, że będzie tu plaża. Po prostu plaża dostępna dla wszystkich. I tak się zaczęła gdzieś w 1960 roku historia dzisiejszego kąpieliska.

Chata za wsią i Psie Budki

Jak już była plaża, to zaczęła się pojawiać – jak byśmy dziś powiedzieli – infrastruktura. Ponieważ okazało się, że jezioro jest fantastycznie czyste, ma w miarę dobre warunki do żeglowania, natychmiast zaczęły się pojawiać kampingi, ze względu na wielkość oraz urodę wdzięcznie zwane Psimi Budkami, w tamtych czasach szczyt marzeń o spędzeniu dwóch tygodni urlopu. Jak już były Psie Budki, byli ludzie, to musiała się pojawiać jakaś knajpka i się naturalnie pojawiała – także miała bardzo niebanalną nazwę, bo Chata za Wsią. Nazwa jak najbardziej zasada – bo nad jeziorem, daleko do wsi Długie, taka chata, w której skupiało się całe kąpieliskowe życie już po plażowaniu. Jak knajpka, to potem musiał być kiosk Ruchu, w którym można było kupić wszystko.

A skoro i domki, i ludzie, i knajpka, i kiosk, to naturalnie musieli się pojawić handlarze pamiątkami wszelakimi, w tym takimi uniwersalnymi, jak jojo na gumce, ciupaga czy inne straszne straszydła, maksymalnie wówczas pożądane przez dzieciaki.

Plaża się zmieniała, otoczenie się zmieniało

Atrakcyjność miejsca rosła. Pojawiało się coraz więcej kampingów, pojawiały się kolejne knajpki, kąpielisko zyskiwało pomosty, miejsca wydzielone dla najmłodszych, stanął w końcu Słoń – blaszana i ukochana przez najmłodszych zjeżdżalnia do wody. Jak kąpielisko, to ratownicy, jak dobre wiatry, to szkółki żeglarskie, jak żeglarze, to harcerze z gorzowskiego Hufca Związku Harcerstwa Polskiego ze swoją stałą bazą. Długie ściągało coraz więcej turystów, i to nie tylko z okolicy, ale z Górnego Śląska, z aglomeracji Katowice i zresztą do dziś tak jest, że Ślązacy do Długiego zjeżdżają. Długie kwitło, było coraz bardziej popularne, w dobrym tonie było tu spędzać przynajmniej część wakacji. Nawet PKS z Gorzowa tu dojeżdżał. Działo się i to bardzo dużo.

No i ta Keja, no i ten port

Aż przyszedł sierpień 1993 roku. Wtedy pierwszy raz odbył się tu festiwal szantowy, od następnej edycji zwany Keją. Od pierwszego wydania związany z imprezą był Marek Szurawski – lider zespołu szantowego Stare Dzwony. Przez lata przez imprezę w całości organizowaną przez Urząd Miasta w Strzelcach Krajeńskich wspomaganych przez gorzowskich harcerzy, a dokładnie przez Marka Bidola i śp. harcmistrza Sylwestra Kuczyńskiego przewinęła się cała czołówka polskiej sceny szantowej i to śpiewającej tradycyjne szanty morskie, jak i szanty szuwarowo-bagienne, czyli piosenki żeglarskie nawiązujące do tradycji żeglowania po jeziorach. Jednak z czasem i ta impreza zaczęła tracić na popularności. Inne priorytety stały się ważniejsze. Festiwal umarł w 2011 roku i jak do tej pory nie było mowy o reaktywacji. Ale dobra pamięć świetnej imprezy pozostała i wielu gorzowian z łezką w oku wspomina, jak to siedziało pod pewną brzózką, a na scenie występowali Kochankowie Sally Brown czy też same szacowne Stare Dzwony.

Kąpielisko że hej, a nawet więcej niż hej

Obecnie Długie to duży kompleks wypoczynkowy, z dużą bazą żeglarską, zapleczem hotelowym, w sezonie ze stałą bazą ratowników, którymi od lat są członkowie Klubu Płetwonurków Marlin Plus. Poza tym mieści się tam ośrodek gorzowskiego Towarzystwa Brata Krystyna z bardzo dobrym zapleczem noclegowym. Ale Długie, a właściwie jezioro Lipie to początek tzw. Lubuskich Mazur ze szlakiem wiodącym aż do Dobiegniewa. – Mało tego, my mamy bardzo ambitne plany, aby wytyczyć szlak z Długiego do Gorzowa i na pewno pewnego pięknego letniego dnia zacumujemy przy Bulwarze – zapowiada Mateusz Feder, burmistrz Strzelec.

Kąpielisko się rozwija, pojawiają się nowe inwestycje. – Przecież to nasza perełka, mamy skarb, którym się chwalimy, ale który wymaga pracy – podkreśla Mateusz Feder.

No i ostatnio okazało się, że Długie ma własną książkę – w papierach po Zdzisławie Morawskim dr Krystyna Kamińska odkryła rękopis powieści „Każdy miał wakacje”, która właśnie ujrzała światło dzienne.

Tak więc Długie ma wszystko, co powinno mieć rasowe, modne kąpielisko, którym w istocie jest.

Renata Ochwat

Opowieści o tym, jak powstawało kąpielisko, przysłuchiwałam się na spotkaniu promocyjnym książki Zdzisława Morawskiego, które odbyło się w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w lutym 2019 r.

Fot. Oficjalna strona UM Strzelce Krajeńskie